To już jest koniec…

Tego dnia, w piątek wszystko działo się po raz ostatni.
A więc ostatni raz wybraliśmy się do pracy i pokonywaliśmy drogę do metra.  Jeszcze pożegnanie z codziennym widokiem wieży Eiffla o poranku…

       i spojrzenie w przeciwną stronęOstatni raz weszłam też do mojego biura w Wielkich Stajniach i wyjrzałam przez okno. A potem trzeba było oddać nasze identyfikatory

 Byliśmy pracownikami Pałacu w Wersalu

                                                                                                    F I N

 

ostatnie minuty w skrzydle ministrow

Zapragnelam udokumentowac te chwile.

Ostatnie minuty w biurze – polnocne skrzydlo ministrow z widokiem na glowny dziedziniec.

Tutaj mozna bylo popracowac na komputerze z osobliwym ukladem klawiatury, bez polskich znakow, w krotkich przerwach w programie.

Na scianach zolte tkaniny w biale kwiatki, na tkaninach obrazy (m. in. dziewczynka z pieskiem) spoza wysokiego okna caly czas slychac turystyczny szum.

Czas wracac do domu.

A zeby pamietac co za oknem –

Ach ta Marie Antoinette

Wystawa „ Królowe i Królowie Wersalu” została wysłana do Korei. Skrzynie zapakowano do dwóch samolotów w tym jeden towarowy – cargo, w którym znalazły się obrazy wielkoformatowe, a drugi pasażerski, do którego wstawiono skrzynie nie przekraczające 1,60 m wysokości. Właśnie dzisiaj odleciał ostatni transport. W sumie cały proces  przygotowywania obrazów, a więc opinie konserwatorskie i pakowanie trwał  nieco ponad dwa tygodnie.  Przez ostatni tydzień codziennie nowe skrzynie opuszczały Wersal, aż do wyjazdu na lotnisko były przechowywane strzeżonych magazynach firmy transportowej.

Jestem pod wielkim wrażeniem tej firmy. Jak pisałam jest to prawie Renesans Trans.  André Chenu S.A. to prywatna firma wyspecjalizowana w pakowaniu, przechowywaniu i transportowaniu dzieł sztuki.  Niebawem będzie obchodziła 250 lat istnienia. André Chenu  był osobistym „bieliźnianym” Marii Antoniny.  Z czasem stał się odpowiedzialny za całą królewską bieliznę, a później  za przechowywanie również ubrań. Zaczął więc  wykonywać  skrzynie, walizy i kufry do opakowywania i transportowania nie tylko bielizny ale i dworskich strojów. Tak narodził się fach, którego dzisiaj można się w firmie nauczyć. Proces kształcenia trwa dwa lata i zakończony jest dyplomem zawodowego „pakowacza” dzieł sztuki wydawanym przez Chenu.  Wszyscy pakowacze Chenu są dyplomowani.

Wczoraj miałam okazję uczestniczyć w transportowaniu, słynnego naszyjnika uwaga! Marii Antoniny. Obiekty wyjechały z wersalskiego pałacu do Biblioteki Arsenału w Paryżu, na wystawę poświęconą archiwom  Bastylii.  Naszyjnik nie jest tym naszyjnikiem ze słynnej afery, która m.in. przyczyniła się , do kompromitacji króla i królowej, lecz jego kopią wykonaną w XX w.  Jest jednak stałym elementem ekspozycji w apartamentach Marii Antoniny.  Prawdziwy naszyjnik wykonany był  przez słynnych jubilerów Boehmer i Bassange kosztował 1 600 000 liwrów.  Jubilerzy ci proponowali Ludwikowi XVI zakup preciosum, lecz ten odmówił. Kupił go jednak, za namową księżnej de la Motte,  „na kredyt” , kardynał de Rohan i wręczył „wysokiemu urzędnikowi”, który miał w imieniu kardynała, podarować drogocenny naszyjnik królowej.  Kardynał liczył, że dzięki podarunkowi powróci do łask Marii Antoniny. Tymczasem „wysoki urzędnik” okazał się kochankiem de la Motte. Księżna  intrygantka  rozmontowała naszyjnik i sprzedawała pojedyncze brylanty. Afera wyszła na jaw gdy obaj nie spłaceni jubilerzy zwrócili się do królowej po pieniądze, a ta z kolei do króla. Kardynał de Rohan oraz pozostali oszuści, w tym księżna  de la Motte  zostali osadzeni w Bastylii. Na wystawie w Arsenale obok naszyjnika  umieszczono autentyczny list napisany ręką króla Ludwika XVI z rozkazem przedłużenia  pobytu Kardynała w więzieniu. Jest też gazetka z epoki z rysunkami przedstawiającymi wszystkie osoby zamieszane w intrygę.

                                                                                                                                                                                                     Precyzyjny wjazd

                                                                                                                                                                        

                                                                                                                                                                                                       Pakowanie

                                                                                                                                                                                                  Wyjazd z towarem

                                                                                                                                                                                                 Ostatnie przeszkody

                                                                                                                                                                         Naszyjnik już trafił na swoje nowe miejsce i jest  montowany.

 Wystawa w Bibliotece Arsenału zostanie otwarta 9 listopada i będzie trwała do 11 lutego 2011roku. Jej tytuł to: „Bastylia czyli piekło żyjących”. Taka to była moja ostatnia misja. Teraz jeszcze tylko kilka wizyt i spotkań i jeszcze nasza prezentacja o Wilanowie……   

 

pożegnanie z dachami…

…choć wymuszone, odbyło się w ciepłej atmosferze. Co prawda na dole część ogrodowych parterów znajdująca się w zacienionej strefie  ciągle jeszcze była zmrożona, a nad Grand Canal unosiły się gęste  mgły, ale jak zwykle słońce pozwalało cieszyć się wszystkimi kolorami jesieni.

Ostatnia inspekcja na dachu miała na celu upewnienie się, czy wszystko zostało należycie przejrzane, opisane, i właściwie  umieszczone na mapie będącej podstawowym dokumentem raportu. Cyfrowa mapa jest przestrzenną bazą danych, gromadzącą całą wiedzę, jaką udało mi się zgromadzić w ciągu stażu na temat rzeźb: stanu zachowania, historii i ikonografii.  Poruszanie się po niej za pomocą kursora przypomina chodzenie od rzeźby do rzeźby po prawdziwym dachu, klikanie w nie przypomina dotykanie,  a poprzez wywołanie zlinkowanych zdjęć i tekstów, można je oglądać i poznawać ich historię, stan, rokowania. Jest to tym bardziej wygodny i skuteczny sposób dostępu do informacji, że wspominana tu już grupa 4  rzeźb ustawionych nad małą kaplicą –  personifikacje Religii, Sprawiedliwości, Wiary i Miłosierdzia – zakłóca logikę i porządek numeracji całego zespołu rzeźb z dachu kaplicy, zarówno tej zachowanej w znanych mi przekazach historycznych, jak i obowiązującej we współczesnej bazie danych EPV. W czasie poprzednich 3 tygodni każda z nich została opisana w oddzielnej karcie inspekcji, której wzór został stworzony na potrzeby tego szczególnego projektu, i opisującej zagadnienia istotne właśnie dla tej unikalnej sytuacji.  Tabelaryczne dane zostały zaopatrzone w graficzne równoważniki i kody, i odpowiednio rozmieszczone na planie dachu. Mapa pozwala więc dotrzeć do informacji o każdej z nich z osobna, ale też pozwala oglądać je wszystkie naraz w świetle różnorodnych problemów. Dostęp do informacji jest kontekstowy i intuicyjny, oparty na wzajemnych relacjach przestrzennych obiektów – tak jak ma to miejsce w rzeczywistości – a nie na znajomości ich dokładnych nazw i opisujących je  skomplikowanych niekiedy kodów. Prezentacja rezultatów inspekcji we czwartek.

Jest to drugi etap testowania przestrzennej konserwatorskiej bazy danych,  jaką mamy zamiar zbudować  w Wilanowie.  Pierwszy miał miejsce właśnie  w Wilanowie, podczas stażu mojego wersalskiego partnera, Bertranda Barbe, w naszej pracowni konserwacji rzeźby. Oto fragmenty opracowanej wtedy przestrzennej bazy danych, pozwalającej sprawnie zarządzać stanem dachów pałacu w Wilanowie.

Teraz zamieniliśmy się miejscami.

Wersalskie,  wapienne (pierre de Tonnerre) rzeźby, jakkolwiek restaurowane już kilka razy, stoją na swoich miejscach od ponad 300 lat. W naszym klimacie byłoby to niemożliwe, dość przypomnieć, że na attykach pałacu w Wilanowie mamy już trzecią i czwartą generację rzeźb, choć nie można zapominać , że w tym przypadku materiałem jest piaskowiec  a nie wapień. .. Tutejszym rzeźbom największe zagrożenie niesie  tak naprawdę sposób zapewnienia im bezpieczeństwa, jaki zastosowano w przeszłości:  żelazne elementy utrzymujące rzeźby na balustradach korodują teraz, rozsadzając kamienne elementy w których zostały osadzone.

Tymczasem na dole mrowie ludzi zaczyna formować gigantyczną kolejkę, żeby wejść na dopiero co wczoraj oficjalnie otwarte ”Sciences & Curiosites…”.

Praca na „dachu świata” była niezwykłym przywilejem. Kiedyś wszyscy w końcu wchodzą tu po raz ostatni… Od samego początku byłem zdecydowany nie powiększać kolekcji wpisów wyciętych w kamiennych blokach przez pokolenia budowniczych,  cieśli, kamieniarzy, dekarzy,  strażaków, oraz poszukiwaczy przygód, jednak ta sprawa – mojego śladu na dachu – cały czas nie dawała mi spokoju. Dzisiaj ostatecznie zdecydowałem, jak powinien wyglądać:

nauki już są

Wystawa otwarta. Dziś dla wszystkich, wczoraj odbyła się inauguracja dla osób z zaproszeniem. Żeby uniknąć tłumu, otwarcie było podzielone na kilka etapów. O 16.00 wchodziła pierwsza grupa (między innymi pracownicy), o 18.00 kolejna, a wernisaż uroczysty z przemowami, koktajlem i vipami był o 20.00.

Zdecydowaliśmy się wybrać opcję, która najbardziej nam przystoi – 16.00.

Tego samego dnia o 12.00 zjechali tu jeszcze dziennikarze na konferencję. Już wiem jak Wersal radzi sobie z frekwencją na takich spotkaniach – przywozi dziennikarzy na miejsce zorganizowanym autokarem., a potem odstawia ich do Paryża.

Dosłownie wczoraj rano zawieszono nośniki informacyjne…plakat na ogrodzeniu, plakat w witrynie przed pałacem, banery na wejściu do galerii, z której wchodzi się bezpośrednio na ekspozycję. W czasie konferencji prasowej montowano stoisko z książkami i upominkami. Można tam kupić katalog wystawy, małą książeczkę dla młodzieży z zabawami słownymi, specjalne wydania czasopism poświęcone wystawie. Oprócz oferty wystawowej są też książki mniej lub bardziej wiążące się  z tematem. Na przykład.

Niebo Ludwika XIV (ze względu na astronomię i globus Coronellego)

Dziennik zdrowia Ludwika XIV (ponieważ na wystawie jest nóż chirurgiczny, którym przeprowadzono operację króla)

Zwierzęta w muzeum (oferta dla najmłodszych, ponieważ dużo na wystawie na temat  zoologii)

Podróż Jamesa Cooka (ponieważ królowie Francji inwestowali w kartografię) I tak dalej.

Oferta bardzo atrakcyjna i już wypatrzyłam ze dwa tytuły, które chciałabym zabrać ze sobą do Polski.

Jeśli ktoś preferuje rzeczową pamiątkę z wystawy, w ofercie są lunety, szkła powiększające, modele statków, szklane „przyciskacze” do dokumentów ze zwierzątkami , owadami i inną menażerią. Nie ma jednak gadżetów wystawowych.

„ Sciences et curiosites…” to wystawa o zjawisku, o nauce, której towarzyszyła praktyka. Co zrobić, żeby przyrządy na wystawie, które kiedyś służyły widowiskom naukowym, nie były tylko obiektami w gablocie? Twórcy wystawy postawili na filmy. Przy aparatach, których ani kształt, ani wygląd niewiele nam dziś mówią, umieszczono małe ekraniki. Na tych wyświetlaczach, poprzez prostą animację dowiadujemy się do czego machina służyła.

Atrakcją wczorajszego otwarcia była też prezentacja na żywo. Pomysł bardzo udany. Dwaj panowie eksperymentatorzy (o dość charakterystycznych wyglądach) przy rozstawionym w galerii stole demonstrowali doświadczenia z elektrycznością; jak strzelają pioruny, co się dzieje z wyładowanie elektrycznym jak jest uziemienie, a co jak go nie ma. Do programu pokazów należało odtworzenie eksperymentu z elektrycznością, który odbył się w 1746 w galerii luster w Wersalu. Tu oddaję głos Wojtkowi 😉

Sama wystawa była wczoraj trudna do oglądania. Przestrzeń wewnątrz jest bardzo zabudowana, momentami wręcz klaustrofobiczna. W tłumie nie jest łatwo poddać się narracji. Co jednak zostaje w pamięci to doświadczenie z pierwszej Sali zatytułowanej Wersal i nauki.

Na eliptycznym, obiegającym wszystkie ściany ekranie wyświetlany jest film 360 stopni. Film kręcony był tu,  w Wersalu i przyległościach (Trianon, Marly, Menagerie, Rambouillet…) kamerą, która obejmuje obraz na około (z tego co pamiętam, jest ich 8 na jedno całościowe ujęcie).

Dzięki temu wchodząc do Sali doświadczamy intensywnie wrażenia przestrzeni wokół nas, właściwie „fruniemy” gdzieś ponad Wersalem i widokami, które są w obrazie. Całość składa się na topograficznie opowiedzianą historię o dyscyplinach naukowych, które były tu praktykowane. I tu najfajniejsza rzecz – prosta, ale efektowna, na współczesne obrazy nałożono wyszparowane fragmenty rycin.

Widzimy na przykład jak przy Grand Trianon panowie w XVII wiecznych strojach prowadzą obserwacje nieba, a w Marly obserwują maszynę do napędzania wody, zbierają nowe odmiany owoców w ogrodzie królewskim i komentują ich wyśmienity smak. Film trwa około 10 minut, ogląda się go, a właściwie poddaje się temu obrazowi bez uczucia bólu w nogach (na stojąco).

No i jest już strona specjalnie na wystawę. http://sciences.chateauversailles.fr/ Redagują ją dwie osoby; jedna zajmuje się stroną techniczną, druga pisze wszystkie teksty w oparciu o materiały otrzymane od kuratorki. Po akredytacji publikuje.

Polecam kolejne filmy z serii na „A la recherche de…”

Między innymi historia operacji Ludwika XIV i pokazywany na wystawie skalpel-relikwia. http://sciences.chateauversailles.fr/index.php?option=com_content&view=article&id=182&Itemid=492__&lang=en

Plakat na grille d’honneur.

Banery na wejściu do galerii północnej.

Godzina 12.30 – rozstawianie stoiska z książkami i pamiątkami.

I efekt końcowy.

Curiosites botaniczne prowadzą do wejścia na wystawę.

Lista płac – tutaj tylko połowa.

Wśród wymienionych wszystkie instytucje wypożyczające.

Porzucam wszelkie dyskursy…

Ja też już porzucam dyskurs – wszelkie dyskursy – i zaczynam uważnie  patrzeć pod nogi. Wychodząc wczoraj (czwartek trzeciego tygodnia stażu) na dach Wersalu na zacienionej  masywem kaplicy stronie zobaczyłem lód. Mnóstwo lodu! Rozległe połacie lodu leżące  na ołowianym poszyciu, i moje  służbowe super-przeciw-poślizgowe  buty  na nic się tu  zdały. Mimo całego zaskoczenia sytuacja była pod kontrolą, jako że nigdy nie wychodzę na dach sam: jeśli nie ma ze mną kogoś z mojego departamentu, to musi być strażak. Tak czy inaczej, musiałem nieźle nadkładać drogi żeby dotrzeć do rzeźb.  To podobno miesiąc wcześniej  niż zazwyczaj. W sumie kolejna rzecz, która przypomina Wilanów: zawsze kilka stopni mniej niż w metropolii. Kiedy punktualnie o 12.00 schodziłem z kaplicy, z wersalskiego lodowca nie wyciekł jeszcze ani jeden strumyk wody, choć piękne  słońce na południowej ścianie kaplicy zdążyło już sprawić, że zapomniałem o całej historii.

Tymczasem tutejsza metropolia potrafi zrobić się naprawdę  gorąca od manifestacji.

Nadłożenie drogi opłaciło się, bo na nasłonecznionej stronie znalazłem najstarszy możliwy wpis z całej kolekcji dat i nazwisk  wyciętych w miękkim bądź co bądź kamieniu, z którego zbudowano wersalską rezydencję: 1708. Starszego już się nie da znaleźć, bo jest to rok wzniesienia kaplicy. Chociaż…. być może o rok starsze są  znaki,  które da się odczytać  na plecach figur zgrupowanych nad małą boczną kaplicą. Każda bowiem z 28 figur – a mają one po mniej więcej 2,70 metra wysokości – złożona jest z 4  elementów ustawionych jeden na drugim. Budynki i dekoracje wznoszono w błyskawicznym tempie i możliwe jest, że wszystkie elementy rzeźb powstawały jednocześnie, a potem wysoko na balustradzie kaplicy składano je razem, przy czym wyjątkowo nad boczną kaplicą posłużono się kodem alfabetycznym: A, B, C, D, E, F odwrotnie do ruchu wskazówek zegara. Rzeźba z oznaczeniami „A”, czyli Saint Barthélémy jest datowana na 1707:  http://www.sculpturesversailles.fr/html/5b/selection/notice-ensemble.php?numloc=0101050301 . Pozostałe 22 rzeźby nie noszą żadnych oznakowań, co wciąż stanowi dla mnie  zagadkę.

Niedawno znalazłem jeszcze coś. Wędrując przez wnętrza trafiłem na przygotowania do wyekspediowania wielkiej wersalskiej wystawy do Seulu. Mnóstwo obrazów, rzeźb, skrzyń, niewiele osób, ale między nimi była Agnieszka, obserwująca standardy pakowania dzieł sztuki  i jednocześnie wyznaczająca standardy sporządzania opinii konserwatorskich malarstwa. Tu Wilanów ma sporo do zaproponowania.  W każdym razie pomiędzy gotowymi do zapakowania obrazami znajdował się i ten, którego niewielki zamieszczony tu  fragment  zainteresował mnie szczególnie:

Pierre Denis Martin, Widok pałacu w Wersalu od strony Placu Broni, z roku 1722 – na kilka godzin przed zamknięciem w skrzyni. Latarnia na dachu Kaplicy pokryta złotem.

O książkach i Ludwiku Filipie

Wczorajszy dzień poświęcony był wydawnictwom. Miałam przyjemność spędzić prawie całe przedpołudnie w dziale, który nazywa się Service d’ Edition. Było spokojnie i miło, mieli czas, choć teraz, na kilka dni przed wystawą, prawie wszyscy biegają. Oni swoją pracę skończyli już jakiś czas temu. Dziś przyjechała pierwsza partia katalogów.

Długo i skrupulatnie opowiadano mi o procesie powstawania książek w Wersalu. Wygląda on tak.

Ponieważ ten odręcznie wykonany (przez kierownika działu) obrazek jest bardzo symptomatyczny, dlatego nie będę już go dalej omawiać. Powiem tylko, że jesteśmy bardzo wszechstronni 😉 Tutaj nazywamy to „polivalente”.

A oto pewien nieznany wątek historii wersalskiej. Nie dotyczy on nauk i ciekawostek, mechanicznych lalek, ani Ludwika Wielkiego, ale krucjat i Ludwika Filipa.  W północnym skrzydle, niedaleko galerii z postaciami średniowiecznych monarchów, znajdują się niedostępne publiczności tzw. sale krucjat. Prawie niezmienione w swym pierwotnym wystroju, stanowiły jedną z części muzeum historii Francji otwartego w Wersalu przez Ludwika Filipa (lata 30. XIX w.)

Wchodzi się do środka i zapomina się o dostojnym, ciężkim, złoconym do nieprzyzwoitości baroku burbońskim. Tutaj doświadcza się innej epoki, która odzwierciedla XIX w. myśl historyczną i muzealną – neogotyk. W dekoracyjne, „neośredniowieczne” boazerie powprawiane są gęsto różnych formatów płótna, które mogłyby posłużyć jako  kurs z dziejów i założeń malarstwa akademizmu. Patetyczne, historyczne sceny o przemyślanym temacie, malarskim fini, poprawne w kwestii kostiumu i atrybutów.

Nie jest to moja ulubiona epoka, ale wizyta w salach krucjat była ciekawa ze względu na dawne myślenie o muzeum i narracji historycznej. To, czego doświadczamy my w pracy w Wilanowie. Zmieniają się sposób opowiadania i dobór tematów; późniejsza epoka nakłada swój filtr na historię. Ale wszystko razem tworzy interesującą całość.

Sale krucjat, póki co, nie są dostępne na trasach zwiedzających.

Można je zwiedzać tylko w grupach „specjalnych” (VIP?), szkolnych, bądź wizytach z przewodnikiem. Poza tym Wersal postawił na dwa wątki wokół których zbudował swój dzisiejszy wizerunek. Ludwik XIV i Maria Antonina. Są oczywiście obecni pozostali bohaterowie, ale zaglądając do sklepiku, czy do wybranego folderka informacyjnego bądź mapki, od razu wiemy, kto tu „rządzi”. Król, królowa, ich apartamenty, ogrody, teatry.

A XIX wiek? Jest, nie da się tego ukryć – wielka galeria zwana Gallerie des Batailles, koronacja Józefiny przez Napoleona, sale krucjat… Jednak jest to wyraźnie temat uzupełniający. Czeka na swój „heyday”, który może wkrótce nadejdzie, bowiem w 2008 roku rozpoczął się obszerny program poświęcony właśnie tej epoce. http://www.museehistoiredefrance.fr

Poniżej kilka zdjęć z Sali Krucjat. Dzieło architekta Frederica Nepveau. Autorzy obrazów to m.in. E. Delacroix, H. Vernet. Aby wzmocnić wrażenie autentyczności, w części centralnej ekspozycji wmontowano sprowadzone z Rodos późnogotyckie, drewniane drzwi ze szpitala zakonu joannitów.

Muzeum historii Francji było wielkim przedsięwzięciem Ludwika Filipa, który czując się spadkobiercą królewskiego rodu Burbonów, darzył szczególną estymą pałac wersalski. Z wielką uwagą obserwował powstawanie muzeum, zlecił wykonanie kilkuset obrazów ilustrujących najważniejsze wydarzenia historyczne dla Francji, sam osobiście odbył ponad 400 wizyt do Wersalu w celu weryfikowania prac wokół muzeum.

„A toutes les gloires de la France” to hasło powołanego do życia przez Ludwika Filipa muzeum. Dziś napis widnieje na pawilonach Dufour i Gabriel, najbardziej wysuniętych częściach zasadniczego pałacu.

Foto: Agnieszka Pawlak