Lizbona czeka na ciebie

W oczekiwaniu na pierwszy wpis Moniki z Anglii, dwa słowa o mojej wyprawie na kraniec kontynentu. To już 5 lutego. Zanim jednak dotrę do Mafry w poniedziałek, całą niedzielę spędzę w Lizbonie. Dwa zdjęcia które zamieszczam to Lizbona spoza przewodnika, ale taka jaka jest. Pierwsze zdjęcie to Tag u ujścia do oceanu, w Belem. Drugie – to pewne miejsce w Lizbonie, gdzie czyjaś ręka ułożyła napis, który oznacza (chyba) „Dobrej podróży. Lizbona czeka na ciebie.” Odbieram to osobiście, tym bardziej że 4 godziny w samolocie to dla mnie przeżycie trudne.

Zanim więc o Mafrze, to najpierw Lizbona. Nie mam szans na obiektywizm. Uważam to  miasto za najpiękniejsze na ziemi. Ma kilka dzielnic i każda ma własny charakter. Alfama, czyli serce miasta, stara dzielnica pełna wąskich ulic i zaułków, kościołów, drzew pomarańczowych, gdzie najlepsze co może cię spotkać to zgubienie się bez mapy. Graca, nieco wyżej, z dachów kościołów i z punktów widokowych widać cały świat. Idźmy w dół, Baixa, nazywana ideałem oświeceniowego miasta, gdyż została zbudowana od nowa przez markiza Pombala po straszliwym trzęsieniu ziemi w 1755 roku, które zmiotło większość miasta i mieszkańców (opisał to nawet Wolter w „Kandydzie”). Ale niech nas to „oświecenie” nie zmyli – Lizbona potrafiła nasycić sobą i tę epokę rozumu. Chiado – trochę luksusu po lizbońsku, gwarno i tłoczno za dnia, Barrio Alto – tu rządzi kultura alternatywna, nikt nic nie otworzy przed godziną 18. Tyle w ścisłym centrum.

W trakcie stażu przyjdzie mi nie raz odwiedzić Lizbonę, chociażby dlatego, że mieści się tu instytucja, która centralnie zarządza państwowymi muzeami i pałacami, w tym pałacem w Mafrze. Może też uda się odwiedzić wspaniały pałac w Queluz pod Lizboną. Poza tym losy Mafry są związane ze stolicą. Mafra jest pałacem królewskim, szczęśliwie ocalałym. W Lizbonie nad Tagiem dawniej istniała również rezydencja królewska, pochłonęło ją jednak trzęsienie ziemi. Dzisiaj pamięcią po tym miejscu jest nazwa placu, której nie zawsze się używa (Terreiro do Paco), bo oficjalnie jest Praca do Comercio. Czyli mamy Plac Handlowy, który zastąpił Plac Pałacowy. Historia w pigułce – rządy burżuazji na miejsce monarchii. Jednak historia tu nie ginie i np. stacja metra nazywa się Terreiro do Paco. Z tego miejsca można zejść na brzeg Tagu…

Dzisiaj tak bardziej impresyjnie, następnym razem będzie już konkretnie o stażu. Lizbona czeka na ciebie. A potem Mafra.

Walton-on-Thames i inne przygotowania

No to uff… 🙂 Mam gdzie mieszkać. Zdecydowałam się na miasteczko w niedalekiej odległości od Hampton Court, muzeum, w którym będę pracować. Zamieszkam u pary Anglików, pracowników muzeum, na co moja nauczycielka angielskiego już zaciera ręce! Całodobowe wnikanie w kulturę, zapowiada się fascynująco.. i wyczerpująco 🙂
Za rozmachem Londynu tak bardzo nie tęsknię, kilkugodzinne dojazdy wydały mi się zbyt absorbujące, abym jeszcze znalazła czas na londyńskie rozrywki. Za to angielska prowincja może być ciekawym doświadczeniem. Miasteczko jest małe, acz urokliwe, położone nad Tamizą. Gospodarze traktują mój przyjazd raczej jak odwiedziny koleżanki po fachu niż bezosobowe wynajęcie pokoju. Obiecują wspólne gotowanie i rozmowy o duchach z Hampton Court 🙂 Będę meldować, czy jakiegoś spotkałam.
Trwają też ciągle mejlowe uzgodnienia z kolegą z Hampton Court odnośnie programu stażu. Spinamy moje plany stażowe z klarującym się już kalendarzem wydarzeń w HC i zadaniami pracowników, z którymi będę współpracować. Już wiem, że staż będzie miał charakter międzydziałowy – problematyką osób niepełnosprawnych zajmuje się tam zarówno edukacja (przygotowanie warsztatów, narzędzi edukacyjnych), jak i specjalista z działu obsługi gości (fizyczny dostęp, ułatwienia architektoniczne, technologie asystujące). Już doceniam ich zaangażowanie w organizację stażu i jak najpełniejsze wykorzystanie mojego pobytu. To bardzo dobry znak i pomyślna wróżba owocnego wyjazdu.
Do pakowania walizki jeszcze trochę zostało. Trzeba tylko pamiętać o zakupie większej ilości przejściówek do wtyczek 🙂