Portugalia – mały wielki kraj

Prezenty kupione, walizki spakowane, zdjęcia wykonane, prezentacja wygłoszona… Mogę napisać śmiało, że to był bardzo owocny wyjazd. Poza konkretnymi pomysłami, projektami i bieżącą współpracą pozwolił mi na dojście do dwóch wniosków: po pierwsze niezwykle ważne jest utrzymanie dobrej i przyjaznej atmosfery w zespole (może nawet nieco kosztem dyscypliny?), budowanie poczucia wspólnoty na drobnych, ale ważnych gestach, na poświęcaniu sobie czasu i zamienieniu chociaż słowa z każdym z załogi, jak robi to co poniedziałek dyrektor Mario Pereira witając się ze wszystkimi. Po drugie największe bariery, opory i trudności tkwią nie gdzieś na zewnątrz, w braku pieniędzy, braku zainteresowania ludzi, czy złej woli, tylko w naszych głowach. Można robić rzeczy odważne i skomplikowane, nawet bez wielkich pieniędzy. Największa rewolucja odbywa się w naszych głowach.


Mafra okazała się dla mnie bardzo inspirującym i energetycznym miejscem. I mam sporo pomysłów na nowe wyzwania w Wilanowie, ale o tym zdążę powiedzieć w swoim czasie, bo zaczynają się one gdzieś przy projekcie dla lokalnej szkoły, a kończą na postaci Domenico Scarlattiego… dużo by pisać. Niewątpliwie przeżyłem jedną z najciekawszych przygód w życiu. Pisanie we wniosku projektu Leonardo o rozwoju osobistym, kulturowym, uwrażliwieniu na potrzeby ludzi z innych państw itp. nie jest tylko efekciarskim pustosłowiem, ja czuję, że to było dla mnie ważne doświadczenie nie tylko jako dla pracownika muzeum, ale również po prostu… jako dla mnie, Konrada Pyzla, stażysty z Polski, który nie mówi po portugalsku, ale rozumie niektóre zwroty. I było to naprawdę bardzo miłe, wiele razy ujmujące, pozytywnie zaskakujące.

Portugalia to w sumie nieznany kraj, a będąc tu mogłem się przekonać, że bogactwo ich kultury jest ogromne. Jednocześnie takie naturalne jest tu popieranie ‘swojego’, picie kawy w lokalnych kawiarniach, nie w Starbucksie (tam przychodzą prawie tylko obcokrajowcy), kupowanie raczej w lokalnych sklepach, nie w supermarketach, miłość do własnej kuchni i do lokalnych produktów. I tego tez można się nauczyć na stażu.

Kiedy w czwartek pod koniec dnia wygłosiłem ostatnie zdanie mojej prezentacji podsumowującej staż, Gabriela, z którą siedzę w pokoju, spytała: „Dobra, to kiedy tu wracasz?”. To było bardzo ujmujace i choć wiem, że to trochę portugalska otwartość i życzliwość, to i tak zrobiło mi się bardzo miło i odpowiedziałem – zgodnie z prawdą – „kiedy tylko mnie zaprosicie”.

A w piątek wieczorem spotykamy się na pożegnalnej kolacji w Lizbonie i z radością zjem z nimi portugalską rybę i popiję portugalskim winem.

Reklamy

„Jestem stażystą z Polski w pałacu w Mafrze, nie mówię po portugalsku, ale rozumiem niektóre zwroty.”

Zagadka, tym razem niestety bez nagród… o jakim pałacu mowa: jest prywatną letnią rezydencją królewską, gdzie nie obowiązywała aż tak sztywna etykieta, położoną kilkanaście kilometrów od stolicy, ma wspaniałe ogrody ze znakomitym zespołem rzeźb ogrodowych, ogromnym problemem jest pobliska ruchliwa droga i natężenie hałasu, są trudności we współpracy z lokalną społecznością, bo okoliczne osiedla są często jedynie sypialnią dla mieszkańców stolicy, urok tego miejsca jest absolutnie naturalny i nieodparty…

Jeśli pomyśleliście o Wilanowie to nie jest to zła myśl, ale akurat powyższy opis dotyczy pałacu Queluz pod Lizboną. Tam byłem w środę, by się zaprzyjaźnić, porozmawiać, zawiązać choć niewielką nitkę pod przyszłą współpracę. Czuję ogromną sympatię do tego pałacu, jest to tak wspaniałe, tak niesłychanie romantyczne i fascynujące miejsce, z pomarańczami i kanałem wyłożonym azulejos w ogrodach.

W Mafrze okazało się, że pomysł z ankietami w lokalnej kawiarni okazał się zupełnie udany, po niecałych dwóch dniach zebrałem 30 sztuk. Jest materiał do wyciągania wniosków. Po powrocie do Polski opracuję te dane, które uda mi się zebrać, myślę, że to również dla Mafry będzie interesujące studium przypadku pt. ‘jak nas widzą inni’. Z ciekawostek znalazłem ankietę, gdzie na pytanie „wiem, co mogę zobaczyć we wnętrzach pałacu w Mafrze” osoba dała najwyższą notę (zdecydowanie TAK), zaś na pytanie „ile razy byłeś(aś) do tej pory w pałacu w Mafrze” zaznaczyła, że „nigdy”. Takie kwiatki są zawsze, może to skutek wirtualnej wizyty w Internecie, a może przekonania „wszystkie te pałace są takie same”. Pewnie takich rzeczy będzie więcej. W każdym razie już sam fakt, że ludzie odpowiadają na te ankiety świadczy o tym, że jednak – w jakimś stopniu – lokalna społeczność Mafry istnieje.

Jedną z ważniejszych rzeczy dotyczącą tego stażu jest także poszerzenie mojej znajomości historii i kultury Portugalii. Znam królów Portugalii od XVII do XX wieku. Zwiedziłem Mafrę, Sintrę, Queluz, Lizbonę, Evorę i Tomar. Jadłem dorsza, pataniscas (dorsz w panierce, bardzo charakterystyczne danie), pieczone kasztany, mięso z dzika i grillowanego łososia oraz kilkanaście rodzajów ciast i ciasteczek, piłem porto, ginję i madeirę, znam podstawowe rodzaje kawy i objętości piwa od 0,1 do 0,5 litra, umiem zamówić sobie śniadanie w kawiarni po portugalsku, umiem też powiedzieć „Jestem stażystą z Polski w pałacu w Mafrze, nie mówię po portugalsku, ale rozumiem niektóre zwroty”. To naprawdę był udany wyjazd i mam nadzieję, że to tylko początek pięknej przyjaźni. Zdecydowanie utwierdziłem się w przekonaniu, że Portugalia to wspaniały kraj. To był przedostatni wpis. Podsumowanie merytoryczne napiszę po wszystkich dyskusjach.

Batman z Mafry

Trzeci tydzien stazu i poczatek czwartego byly poswiecone bardzo konkretnej pracy i konkretnym obowiazkom, zarowno takim, ktore wynalazlem sam dla siebie, jak i takim, ktore wynikaly z biezacych prac. Dla tutejszych wolontariuszy przygotowalem ankiete (przetlumaczona przez Sonie z Dzialu Edukacji z angielskiego na portugalski), poniewaz nie ze wszystkimi moglbym prozmawiac, poza tym zawsze to beda twarde dane mozliwe do porownania. Po trzech dniach mam juz 9 ankiet wypelnionych i pierwsze wnioski z tego wynikajace, licze na kolejne zanim wyjade. Do badania opinii lokalnej na temat palacu w Mafrze wykorzystalem lokalna kawiarnie-bar-piekarnie, gdzie jak wynika z moich obserwacji i rozmow przychodzi w miare przekrojowo duza czesc spoleczenstwa tego miasteczka. Poprosilem obsluge tegoz miejsca, by poza godzinami szczytu dawali klientom niewielkie ankiety z doslownie kilkoma pytaniami, ktore mozna wypelnic w ciagu minuty podczas picia kawy. Akcja trwa, ciekawy jestem, czy sie powiedzie i ile ankiet dostane z powrotem. I co ludzie napisza. Szkoda, ze takiego miejsca nie ma w Wilanowie, gdzie tak duzo ludzi wpadaloby codziennie lub prawie codziennie. A moze sie myle?

Ponadto w zeszlym tygodniu pracowalismy nad strona internetowa Mafry, rozmowy byly dlugie i tworcze, ostatecznie napisalem kilka stron podsumowania naszych wnioskow i moich opinii jak mozna by to zrobic, podrzucajac przyklady innych stron, w tym oczywiscie nieco naszej, wilanowskiej. Bardzo ciekawa i udana byla rowniez wymiana pomyslow z Fernanda Santos na muzeum rzezby dla osob niewidomych. Udalo sie zrobic duzy krok w ulozeniu narracji z wybranych rzezb. Na ostatnie dni stazu mysle, ze warto jeszcze bedzie pomyslec chwile nad hitami Mafry, ktore mozna eksponowac na stronie internetowej i ktore moglyby wzmocnic stala ekspozycja.

W piatek zas znalazlem sie znow w Sintrze, tym razem w Palacio da Pena. To bardzo bliski nam pod wzgledem wyzwan i problemow palac, a wspolpraca na pewno nie zakonczy sie na tradycyjnej wymianie publikacji muzealnych, tym bardziej, ze w Palacio da Pena mysla nad ARRE. Poza tym czesc palacu jest XIX-wieczna wersja (rekonstrukcja, dostosowaniem, interpretacja… wszystkim po trochu) wczesniejszego klasztoru… To oczywiscie historycznie daleka analogia, ale sluchajac szczegolowych uwag co chwila przychodzil mi na mysl Wilanow, jako XIX-wieczne muzeum poswiecone palacowi Jana III. Co wybrac – starsza warstwe, czy mlodsza i jak to opowiedziec, by zrozumiala to publicznosc? Jesli oryginalny kruzganek klasztoru wlaczono pozniej w palac i przeszklono arkady, zeby we wnetrzach bylo cieplej to teraz powinno sie zostawic ten kruzganek w wersji pierwotnej, bez szyb, czy w wersji XIX-wiecznej, z szybami? Pytanie z conajmniej kilkoma mozliwymi odpowiedziami. W Palacio da Pena duzy nacisk kladzie sie rowniez na kwestie interpretacji i dostosowania wiedzy o miejscu do mozliwosci, potrzeb i wiedzy odbiorcy. Jakos przeciez trzeba wyjasnic skad te szyby (albo dlaczego ich nie ma). Pozniej odwiedzilem kolejna rezydencja, Quinta da Regaleira… ale zamiast opisu zamieszcze juz tylko zdjecie.

Jakis czas poswiecilem rowniez na zglebianiu tajemnic biblioteki, gdzie 300-letnie a nawet starsze ksiegi sa znakomicie zachowane. Tereza, szefowa Biblioteki w Mafrze, tlumaczy, ze to z powodu trzech czynnikow: nieznacznych i bardzo stopniowych zmian temperatur w ciagu roku, drewnianych szaf wchlaniajacych wilgoc oraz… nietoperzy. Nietoperze mieszkajace bowiem ‘gdzies w palacu’ skutecznie pracuja na stanowisku konserwatorow papieru i tepia wszystkie szkodniki, ktore moglyby zagrozic ksiazkom. Sa to znakomici, niekonfliktowi, wyspecjalizowani i darmowi pracownicy. Czyli jednak idealny pracownik istnieje.