Ich hab’ noch einen Koffer in Berlin…

dlatego przy najbliższej okazji muszę tam wrócić – śpiewała Marlene Dietrich i ja się z nią zgadzam. Zapewne będzie brakować mi tego miasta tętniącego życiem, muzeów, 4-pietrowych księgarni i kierowców autobusów mówiących pasażerom „Dzień dobry” (!).

Więc zostawiam jeden kuferek w Berlinie, a z drugim ruszam do Warszawy.

 DSC_0591

Reklamy

To jest już koniec

I stało się: moja praktyka dobiegła końca. Dziś spędziłam w SPSG ostatni dzień. Wyjeżdżam pełna nowych wiadomości, wrażeń, wspomnień. Z zeszytem gęsto zapisanym notatkami, torbą książek i garścią wizytówek.

Jeszcze ostatnie spojrzenie na miejsce pracy:

DSC_0709 (640x428)

Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

A na koniec ciekawostka nawiązująca do Leitmotivu ostatniego tygodnia: oto jak w Neues Palais prezentowane są  obiekty zniszczone lub zaginione w czasie wojny (oprócz „książkowych” katalogów strat).

DSC_0019 (640x428)

Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

DSC_0594 (640x428)

Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Taka aranżacja wnętrz jest pozostałością po wielkiej wystawie z 2012 r. „Friderisiko” otwartej z okazji 300. rocznicy urodzin króla Fryderyka Wielkiego. Jednocześnie bardzo dobrze pokazuje drugi cel sporządzania list strat: prezentację charakteru i zakresu zbiorów historycznych.

Czwarty tydzień

Motywem przewodnim ostatniego tygodnia praktyki są metody opracowywania i publikowania strat wojennych Fundacji. SPSG boryka się w tej materii z podobnymi problemami co Wilanów: niejednoznaczne wzmianki inwentarzowe, lakoniczne opisy, niedostateczne dokumenty potwierdzające rabunek. Rozwiązanie stosowane przy publikacjach – genialnie proste: poza nielicznymi przypadkami uwzględniane są w nich tylko obiekty, które mają historyczne zdjęcia. Przygotowaniem list strat zajmują się opiekunowie zbiorów, jednak nie jest to ich pierwszoplanowe zadanie: spisy ukazują się więc nieregularnie, w zależności od możliwości czasowych opiekunów. Prace nad katalogiem strat w kolekcji obrazów trwały ponad 10 lat. Obecnie zbierane są materiały do publikacji mającej zaprezentować wybrane, najważniejsze straty z dziedziny rzemiosła artystycznego.

Z tematem strat wojennych nierozłącznie związane są, przynajmniej w Niemczech, badania proweniencyjne. Mają one na celu zidentyfikowanie w kolekcji przedmiotów obcego lub niewiadomego pochodzenia, które znalazły się w zbiorach między 1933 a 1945. W tym przypadku nie zajmują się tym opiekunowie, lecz osoba specjalnie zatrudniona na tym stanowisku.

Trzeci tydzień …

upłynął. Coraz bardziej odczuwam uciążliwość dojazdów z Berlina do Poczdamu. Na szczęście podobnie jak pozostali pracownicy mam elastyczne godziny pracy: obowiązkowo w pracy trzeba być między 9.00 a 15.00 (w piątek można pracować krócej, tylko do 14.00), resztę czasu pracy można kształtować według własnych potrzeb, ważne, by wypracować normę w ciągu miesiąca.

Nadal zajmowałam się inwentaryzacją sreber rozpoczętą w zeszłym tygodniu, i przygotowaniem do transportu.

Ze względu na ogromne zbiory SPSG obowiązki naszego działu inwentarzy rozdzielone są nieco inaczej: inwentaryzator odpowiedzialny jest za rejestrację zabytków (jego czterej pracownicy zajmują się wyłącznie wprowadzaniem danych do bazy elektronicznej), nad wypożyczeniami obiektów do innych instytucji sprawuje pieczę osoba niezależna od inwentaryzatora, a wprowadzaniem zmian lokalizacji zajmują się pracownicy magazynu.

Ja brałam udział w transporcie wewnętrznym, czyli pomiędzy jednostkami Fundacji. Do takiego transportu protokół przygotowuje opiekun zbioru, najczęściej również obecny jest przy pakowaniu zabytków i towarzyszy im w drodze jako kurier.

Przygotowanie protokołu oznaczało dużo więcej pracy niż u nas: polegało na spisaniu wszystkich obiektów z podaniem podstawowych danych oraz sporządzeniu opisów – żaden z transportowanych zabytków nie był wpisany jeszcze do inwentarza, więc w czasie przygotowania protokołów otrzymały również nowe numery. Ze względu na dużą ilość przedmiotów prace przy transporcie były podzielone na dwa dni: pierwszego odbyło się pakowanie i przewóz, drugiego – rozpakowywanie i ustawienie zabytków w nowym miejscu. Efekt prac: ponad 60 zabytków zmierzonych, opisanych i sfotografowanych, z naniesionymi numerami – wystarczy tylko wprowadzić dane do bazy.

Podróż do Italii

W sobotę podczas zwiedzania pałacu w Glienicke miałam okazję poznać kolejną koncepcję wystawienniczą SPSG. Pałac, który stanowił spełnienie marzeń o włoskiej willi „na piaskach Marchii” księcia Carla von Preußen, zaprojektował Karl Friedrich Schinkel. Książę udekorował ściany dziedzińca fragmentami antycznych rzeźb, sarkofagów, kolumn i mozaik osobiście przywiezionymi z (11!) podróży do Italii.

DSC_0025

Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

 

Po śmierci księcia w 1883 r. jego spadkobiercy niemal od razu sprzedali wyposażenie pałacu. Podczas II wojny światowej w pałacu mieścił się lazaret, następnie kasyno i ośrodek dla sportowców. Dopiero w 1978 r. pałac udostępniono jako muzeum. Z dawnego wyposażenia niewiele się zachowało, niewiele również wiadomo o historycznej aranżacji wnętrz. Z tego powodu zdecydowano się na rekonstrukcję pomieszczeń „w stylu Schinkla”: nieduże, ale wygodne pokoje, intensywne kolory ścian, jasne podłogi i ciemne meble – całość klarowna i elegancka.

DSC_0010

Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

 

Osoba zleceniodawcy – Carla von Preußen znajduje się na drugim planie: jako trzeci syn Fyderyka Wilhelma III nie miał on szans na sukcesję tronu i nie odegrał znaczącej roli w historii Prus. Pokoje wyposażone są obiektami niegdyś należącymi do księcia (przechowywanymi w Glienicke lub w nieistniejącym już pałacu w Berlinie) lub pochodzącymi z epoki, nie mającymi potwierdzenia w źródłach jako własność Carla.

Po pałacu zostałam, sama jedna, oprowadzona przez przewodnika. Taki luksus można sobie zapewnić kupując bilet w kasie – zarówno bez jak i z oprowadzaniem wstęp kosztuje tyle samo. Ale na to można sobie pozwolić tylko w mniejszych pałacach …

Wiatr ze Wschodu

 

W tym i następnym tygodniu pracuję przy inwentaryzacji zabytków sztuki złotniczej i, jeśli czas pozwoli – bo program tu mam naprawdę bardzo intensywny, również innych obiektów metalowych z kolekcji Dohna-Schlobitten. Ród zu Dohna – jedna z najważniejszych rodzin arystokratycznych w Prusach Wschodnich – osiedlił się w Schlobitten (dzisiejsze Słobity w Warmii) już w 1525 r. i systematycznie gromadził tam kolekcję sztuki. Ostatni przedwojenny właściciel – książę Alexander zu Dohna uciekając przed frontem zdołał wywieźć większą część zbiorów do Rzeszy. Po wojnie, poszukując miejsca, w którym zbiór tej rangi będzie miał godną oprawę ekspozycyjną, a co najważniejsze nie zostanie rozproszony, książę zaoferował jego zakup SPSG. W 1973 r. została nabyta część kolekcji będąca własnością księcia, w 1993 r. – pozostałe obiekty, odzyskane przez rodzinę zu Dohna po zjednoczeniu Niemiec. Ciekawe jest to, że drugi zakup został dokonany przez Bundesrepublikę, która nie zdecydowała się na przekazanie zbiorów SPSG na własność i do dzisiaj pozostają one w Fundacji jedynie jako depozyt. Ponieważ rodzina zu Dohna była zaprzyjaźniona z domem Hohenzollernów niektóre przedmioty – prezenty od króla dla księcia Dohna, w pewnym stopniu zastąpiły zabytki utracone w czasie wojny. Część kolekcji jest eksponowana, reszta przechowywana w magazynach. Moim zadaniem oprócz inwentaryzacji obiektów będzie również przygotowanie ich do transportu.

A tak zupełnie na marginesie: dzięki wizycie w muzeum w Oranienburgu (i późniejszym rozmowom z autochtonami) zrozumiałam różnicę pomiędzy „Schlossmuseum” a „Museum Schloss …” i potwierdzam: nazwa naszego muzeum na niemieckiej wersji strony internetowej przetłumaczona jest prawidłowo.

 

Początek – kontynuacja

W drugiej części tygodnia nadszedł czas na zapoznawanie się z koncepcjami kształtowania wystaw stałych: Neues Palais, Sanssouci, Cecilienhof, Marmorpalais, a w sobotę pałac w Oranienburgu. Ciekawe jest to, że praktycznie w każdym z miejsc posłużono się innym pomysłem na pokazanie nieuniknionych zmian historycznych.

Chyba największe wrażenie zrobił na mnie pałac Cecilienhof, który wyraźnie odróżnia się od pozostałych poczdamskich rezydencji. Wybudowany w latach 1914–1917 dla następcy tronu (kronprinza) Wilhelma (w przeciwieństwie do innych pałaców w Poczdamie zamieszkiwanych przez aktualnie panujących władców), okazał się być ostatnim pałacem Hohenzollernów. Na zewnątrz celowo postarzany, wewnątrz skrywał najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, dzięki którym przeznaczony był do całorocznego zamieszkiwania (następna różnica). Wyjątkową, międzynarodową rangę temu miejscu nadały jednak wydarzenia z lipca i sierpnia 1945 r.: obrady „Wielkiej Trójki”, które zmieniły porządek Europy. W Cecilienhof, który jest trzecim najchętniej odwiedzanym pałacem w Poczdamie (po Sanssouci i Neues Palais), na pierwszym miejscu w narracji muzealnej znajdują się właśnie wydarzenia, historia polityczna, nie historia architektury czy sztuki (kolejna różnica). Na wystawie pokazywane jest urządzenie wnętrz z okresu konferencji, wyposażenie z czasów pary książęcej prezentowane jest na archiwalnych zdjęciach umieszczonych na pulpitach.

Cecilienhof, pokój muzyczny księżnej/ Biały Salon – salon delegacji radzieckiej / Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Cecilienhof, pokój muzyczny księżnej/ Biały Salon – salon delegacji radzieckiej
Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Pracownicy SPSG zostali właściwie zmuszeni do takiego sposobu aranżacji wystawy: meble książęce mimo jasnej dyrektywy zostały na czas konferencji przeniesione z pałacu na folwark, który spłonął, niszcząc niemal doszczętnie dotychczasowe wyposażenie.

Cecilienhof, biblioteka księcia Wilhelma / gabinet delegacji brytyjskiej

Cecilienhof, biblioteka księcia Wilhelma / gabinet delegacji brytyjskiej
Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Jedynym pomieszczeniem, w którym równocześnie pokazane jest autentyczne urządzenie pokoju z czasów pary książęcej i z okresu konferencji jest biblioteka księcia

Wilhelma / gabinet delegacji brytyjskiej. Powód: szafy biblioteczne jako stały element wyposażenia nie zostały zdemontowane w 1945 r.

Gabinet z boazerią w Pałacu Marmurowym Gabinet z boazerią w Pałacu Marmurowym Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Gabinet z boazerią w Pałacu Marmurowym
Gabinet z boazerią w Pałacu Marmurowym
Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Bardzo podobał mi się również sposób objaśnienia koncepcji ekspozycji w Pałacu Marmurowym.

 Na takich oto eleganckich panelach umieszczone są najważniejsze informacje historyczne dotyczące danego pomieszczenia, w miarę możliwości archiwalne zdjęcie i, co najważniejsze wykaz obiektów w następującym schemacie: oryginalne wyposażenie z XVIII w., współczesne rekonstrukcje i uzupełnienia (czyli obiekty z epoki, tego samego typu, co te niegdyś stanowiące wyposażenie pokoju, ale nigdy wcześniej nie należące do inwentarza Pałacu Marmurowego).

Zbliżenie na jedną z tablic w Pałacu Marmurowym

Zbliżenie na jedną z tablic w Pałacu Marmurowym
Stiftung Preuβische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot. Małgorzata Zając

Z pewnością wprowadzenie w Wilanowie takich wyjaśnień byłoby trudne ze względu na ilość prezentowanych w pomieszczeniach zabytków, ale może możliwe byłoby wybranie choć jednego typu informacji do prezentacji?