O komunikacji

20130714_172432

Muzeum Komunikacji w Berlinie

Poczdam jest zlokalizowany jakieś 30 km na południowy-zachód od Berlina. Mimo, iż nie jest to tak bardzo blisko to jednak Poczdam jest włączony w strefy komunikacyjne Berlina. Wystarczy tutaj kupić bilet obowiązujący na wszystkie strefy (A, B, C) i możemy się poruszać po całej stolicy i jej przedmieściach wliczając w to Poczdam. I to wszystkimi środkami transportu: S-Bahn, U-Bahn, pociągi regionalne, autobusy i tramwaje. I nie ma tu znaczenia, że Poczdam to Brandenburgia, a Berlin to Berlin czyli dwa różne landy. To bardzo ułatwia komunikację między tymi dwoma ważnymi ośrodkami. Sieci S-Bahn i U-Bahn są tak rozbudowane, że właściwie za każdym razem mam dylemat jaki środek transportu wybrać, który będzie w danym najkorzystniejszy. W Poczdamie oczywiście najczęściej wybieram rower, bo jest najtańszy, najszybszy, najprzyjemniejszy i najzdrowszy. Jednak do Berlina na rowerze się nie wybiorę, ponieważ korzystam z systemu wypożyczalni miejskich, a w Berlinie niestety działa zupełnie inny system (Call a bike organizowany przez DB). Jak się ma jednak swój rower to można jeździć również na trasie Berlin – Poczdam i tak robi czasem prof. Hartmut Dorgerloh. Dyrektor Fundacji mieszka w Berlinie i do pracy ma ok. 27 km. Jak twierdzi zajmuje mu to ok. godziny, choć rowerem przyjeżdża tylko 2-3 razy w tygodniu.

Tak więc tym razem wybrałem się do Berlina pociągiem regionalnym. Wycieczkę rozpocząłem od kolejnego przybytku sztuki zlokalizowanego na wyspie, a mianowicie Bode Museum. Założone na pocz. XX w. muzeum mieści wspaniałą kolekcję rzeźb średniowiecznych, renesansowych, barokowych, a także chyba największy na świecie zbiór monet. Ciekawostką była ogromna moneta o nominale miliona dolarów kanadyjskich 🙂 Była tam również polska ciekawostka. W holu głównym muzeum stoi marmurowy pomnik Fryderyka II autorstwa Johanna Gottfreida Schadowa, który należy do zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie. Dzięki współpracy z Towarzystwem Schadowa z Berlina udało się dzieło odrestaurować i przekazać do Bode Museum na długotrwałe wypożyczenie.

Zajmując się w jakimś stopniu komunikacją nie mogłem nie odwiedzić Muzeum Komunikacji, skoro już takie istnieje w Berlinie. Muzeum znajduje się w pięknej starej kamienicy na Leipziger Straße. Spodziewałem się jednak, że będzie to nowoczesne muzeum, w dużej części interaktywne. Trochę się niestety zawiodłem. Mimo, iż z zewnątrz muzeum wydaje się bardzo duże to w środku przestrzeni i sal do zwiedzania wcale nie jest tak wiele. Najwięcej miejsca zajmuje historia poczty. Poza robotami, które jeżdżą sobie w głównym holu to właściwie nie ma tam interaktywności. Nie ma też niestety prawie wcale podpisów po angielsku.

Na koniec przespacerowałem się jeszcze na Checkpoint Charlie, czyli dawne przejście graniczne między Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Tam również znajdują się resztki Berlińskiego Muru oraz muzeum poświęcone temu okresowi w historii. Można sobie oczywiście zrobić zdjęcie z dwoma panami przebranymi za żołnierzy armii amerykańskiej na tle zainscenizowanego przejścia granicznego. Wzdłuż dawnego muru można dostać się na Topographie des Terrors. To miejsce gdzie kiedyś mieściły się siedziby SS, gestapo i Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Wszystkie te budynki zostały po wojnie wyburzone. Zostały tylko fundamenty. Obecnie mieści się tam placówka dokumentująca zbrodnie hitlerowskich Niemiec. Na zewnątrz odbywają się natomiast wystawy czasowe. Obecnie jest to wystawa o dojściu Hitlera do władzy w roku 1933. Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki:

Wyspa pawi i integracja przy grillu

IMG_1661

Pałacyk na Wyspie Pawi/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: J. Dobrzańska

 

Celem kolejnej naszej wyprawy była Pfaueninsel. Tym razem wybraliśmy się tam na rowerach. Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale właściwie to ja wszędzie poruszam się tutaj na rowerze miejskim. System działa tak samo jak warszawskie Veturilo i na szczęście obok swojego akademika mam zlokalizowaną jedną stację z rowerami. Pierwsze pół godziny kosztuje 1 euro, a kolejne 50 centów. I tak wychodzi to jednak taniej niż bilet autobusowy. Wracając do naszej wycieczki to na Pawią Wyspę inaczej niż rowerem lub samochodem dojechać się nie da, więc my wybraliśmy ten pierwszy środek lokomocji zwłaszcza, że jedzie się tam piękną ścieżką rowerową wzdłuż rzeki, a i pogoda dopisywała. Co ciekawe, chociaż wyspa znajduje się jakieś 8 km od centrum Poczdamu to mniej więcej w połowie drogi przejeżdża się przez dawną granicę między NRD a Berlinem Zachodnim. Glienicker Brücke to stary most z początku XX w., który obecnie jest granicą między landami Brandenburgia i Berlin, a kiedyś był niedostępną barierą dla mieszkańców Poczdamu. My przekroczyliśmy ją bez żadnego problemu. Nie jechaliśmy zbyt szybko, bo tym razem na wycieczkę wyruszyła większa grupa. Poza ekipą wilanowską oraz Natalią i Gretą (dwoma praktykantkami z działu Joanny) w wyprawie wzięła udział również Sabine Jagodzinski (wolontariuszka, ale to słowo znaczy tutaj zupełnie co innego, będzie jeszcze czas żeby o tym więcej opowiedzieć) oraz dr Käthe Klappenbach, opiekunka Joanny. Po jakichś 40 minutach dotarliśmy do miejsca przeprawy promowej na wyspę. Chwilę później byliśmy już na drugiej stronie. Naszym przewodnikiem na wyspie był Jan Uhlig, szef tamtejszych ogrodników. Jest to niezwykle piękny teren, po którym można spacerować godzinami. 

20130711_095020

Jan Uhlig opowiada historię Pfaueninsel/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabiński

Park na wyspie został zaprojektowany na zlecenie Fryderyka Wilhelma II przez Petera Josepha Lenné. To nazwisko przewija się tutaj ciągle, właściwie można odnieść wrażenie, że projektował większość tutejszych ogrodów. Na wyspie znajduje się również kilka ciekawych budynków (kiedyś było więcej, ale nie wszystkie przetrwały do naszych czasów). Ciekawy jest pałacyk myśliwski (Jagdschloss), który w całości pokryty jest korą dębu oraz pałacyk, który wygląda trochę jak pseudoruina. Na wyspie znajduje się również woliera, w której hodowane są oczywiście pawie oraz inne ptaki. Wolierą opiekuje się Polak, Maciej Großer (nazwisko przejął po żonie), który jakiś czas temu przyjął buddyjskie imię Dea Gak. Ten bardzo ciekawy ogrodnik przyjechał tutaj z polskiego Barlinka, czyli małego Berlina (po niemiecku Berlinchen). W Berlinie poznał swoją żonę i tak już został. Poza ptakami opiekuje się on również bawołami wodnymi, które od 3 lat przybywają na Pawią Wyspę latem, wypożyczane na sezon z prywatnej hodowli. Na Pfaueninsel istniał bowiem kiedyś zwierzyniec, jednak w 1842 roku Fryderyk Wilhelm IV przekazał wszystkie zwierzęta nowopowstałemu Towarzystwu Zoologicznemu Berlin i tak powstał pierwszy w Europie ogród zoologiczny.

P7117754

Rozmowa z Dea Gakiem w wolierze/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: J. Uhlig

Po powrocie z wyspy do Pressereferat okazało się, że Dyrektor organizuje niewielkiego grilla dla najbliższych pracowników. Moja mentorka Tina nie mogła niestety zostać, ponieważ musiała odebrać dzieci, jednak ja postanowiłem, że zostanę, bo była to niezła okazja, żeby porozmawiać z niektórymi osobami. Najpierw Dyrektor Generalny wygłosił krótką przemowę na temat budowania team spirit i tego jakie znaczenie mają takie spotkania. Później udało mi się porozmawiać chwilę z Panem Dorgerlohem, który chyba bardzo chciał sprawdzić moją znajomość niemieckiego. Nie powiem żebym się tym językiem posługiwał bardzo sprawnie, ale przynajmniej wszystko zrozumiałem 🙂 Dowiedziałem się między innymi, że takie spotkania przy grillu odbywają się 2-3 razy w roku, czasem jest to tylko dla pracowników, którzy pracują w tym samym budynku co Dyrektor, a czasem i dla wszystkich. Bardzo fajna inicjatywa moim zdaniem. Usłyszałem również o przygodach Dyrektora z kosiarką w ogrodzie w Charlottenburgu, kiedy próbował on się wcielić w jednego z ogrodników i kosić krzewy. Jak się okazuje jest to regularna praktyka szefa SPSG. Raz na jakiś czas wykonuje on pracę któregoś ze swoich pracowników, aby móc lepiej zrozumieć ich problemy i zobaczyć na czym to polega. Również słuszna inicjatywa moim zdaniem. Później Dyrektor zaprosił wszystkich do swojego gabinetu i zaprezentował zdjęcia ze swojej wyprawy do Zanzibaru opowiadając przy tym ciekawe historie. Tutaj już nie wszystko zrozumiałem 😉

20130712_150907

Pałac w Rheinsbergu/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabiński

Grill na szczęście nie przeciągnął się do późnej nocy, bo następnego dnia czekała nas wyprawa do Rheinsbergu. Najdalej chyba położonego pałacu, którym opiekuje się Fundacja. W sumie z przesiadkami zajęło nam 2,5 godziny żeby się tam dostać. Pałac wybudował sobie Fryderyk II Wielki, ale mieszkał tam tylko 4 lata, bowiem w 1740 roku został królem i przeniósł się do Poczdamu, a pałac podarował swojemu bratu Henrykowi, który mieszkał tam ponad 50 lat. W tym pałacu widać bardzo dobrze, że w Niemczech Wschodnich takie zabytki traktowało się podobnie jak w Polsce. W Rheinsbergu w czasach NRD-owskich znajdowało się sanatorium dla cukrzyków. Wiele elementów z wystroju wnętrz zostało więc zniszczonych (drzwi, ściany, niektóre podłogi), ale część udało się odrestaurować według odnalezionych wzorów. Przy okazji zaobserwowaliśmy bardzo ciekawy patent na pokazanie oryginalnej podłogi z jednoczesną ochroną jej przed zwiedzającymi. W niektórych salach ułożono bowiem na historycznej podłodze nowy parkiet, ale stosując dokładnie ten sam wzór. Nowa podłoga jest jednak tylko w miejscu przejścia przez pomieszczenie. W pozostałej części widać oryginał.

A poniżej jeszcze mała galeria:

Rezydencje mniejsze…

Kolejnymi miejscami naszych wędrówek był Cecilienhof, Pałac Marmurowy i Pawia Wyspa. Jakże inne w guście są te miejsca. Cecilienhof to najmłodsza z rezydencji Hohenzollernów, w stylu angielskiej rezydencji podmiejskiej. Odwiedzająca go przed trzema laty królowa brytyjska Elżbieta, potwierdziła, że świetnie oddany został charakter wyspiarskiej willi. Dzisiaj zaciągają tu głownie turyści aby popatrzeć na miejsce podpisania aktu konferencji w 1945 roku. W związku z przygotowaniami do niej przearanżowano praktycznie cały parter pałacyku i tak pozostało do dziś. Co stało się z wcześniejszym wyposażeniem, możemy się jedynie domyślać. Nie wszystko jednak zostało stracone. Na piętrze zachowały się prywatne apartamenty księcia Williama i księżniczki Cecylii Mecklenburg-Schwerin, które jeszcze w latach 90 tych XX wieku można było wynająć w tutejszym hotelu. Dziś na szczęście stanowią część muzeum. To co zaginęło z oryginalnego wyposażenia może kiedyś powróci do wnętrza. Po doświadczeniach wilanowskich, wiemy że tak się zdarza. Podobne przeżycia mają opiekunowie Cecilienhofu. Kilka lat temu nieznana osoba pozostawiła w holu torbę, z pokaźnych rozmiarów popielniczką z brązu. W informacji dołączonej do prezentu napisano, że obiekt ten został wyniesiony w czasie wojny z tego pałacu. A więc takie szczęśliwe zdarzenia mają miejsce nie tylko w Wilanowie.
dar_Celinenhof
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Wychodząc z Cecilienhof, po kilkuset metrach docieramy do Pałacu Marmurowego. To kolejna, zachwycająca, odmienna w stylu budowla. Uważana jest za pierwszą neoklasycystyczną budowlę w Prusach. Pałac wybudowany został na zlecenie Fryderyka Wilhelma II w latach 1787-1791. Jak łatwo zgadnąć podstawowym surowcem budowlanym były w tym miejscu marmury. Sprowadzano je głównie ze Śląska. Pałac udostępniono publiczności już w 1932 roku. Po wojnie służył jako klub dla oficerów armii sowieckiej i w dużej części byl zdewastowany. Oddany został do użytku po konserwacji w 1997 roku. W jednej sal, wpada w oko znajomy w kompozycji portret. Przedstawioną tu Wilhelminę Encke sportretowała Angelika Kauffman wg znanego i Wilanowie układu.
AKauffman_Wilhelmine_Encke-1
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Ostatnim akcentem tego tygodnia była Wyspa Pawia, jej park oraz pałacyki. W XIX wieku m.in. w ogrodzie różanym na wyspie było 11 tys. przecudnie pachnących róż. Zapewne o założeniu ogrodowym napisze Julia, więc wspomnę o budowlach. Cztery najciekawsze założenia to: domek myśliwych okładany korą dębów, neogotycka mleczarnia, pałacyk Fryderyka Wilhelma II oraz gdański dom gotycki, którego fasadę zakupiono i sprowadzono na wyspę. W neogotyckim pałacyku – mleczarni, gdzie dzieci i rodzina Fryderyka Wilhelma II pijały mleko, znajdujemy informację o XIX wiecznych iluminacjach ogrodów w Warszawie! Zachował się materiał ikonograficzny, oświetlenia Łazienek podczas wizyty Fryderyka Wilhelma IV w Warszawie w 1851 roku.
iluminacja1
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
lampu
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
W magazynach poczdamskich zachowały się szklane naczynia ku temu służące. Może jest to jakiś pomysł na zgodny z historycznymi przekazami festiwal światła w Wilanowie?
szklo_ananans
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
W dwóch z oglądanych pałacyków wyposażenie stanowią oryginale meble, bogate boazerie i przepiękne kryształowe żyrandole. Szczęśliwie nie zostały one zelektryfikowane. Zimą pomieszczenia te nie są ogrzewane!
Wyspa jest miejscem szczególnym również i z tego powodu, iż znajdowała się na niej tajna pracownia Johana Kunckla w latach 1686-1689 (dzisiaj tzw. Łąką Kunckla).
huta_szkla
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
J. Kunckel pochodzący ze znanej rodziny wytwórców szkła, otrzymał te wyspę na własność w końcu 1685 roku od Elektora Fryderyka Williama. W swoim laboratorium na wyspie, opracował najważniejsze ze swych odkryć – produkcję szkła rubinowego. Jedyną osobą, która mogła go tutaj odwiedzać był Elektor. Przykład takiego szkła rubinowego mamy również w zbiorach wilanowskich i jest podobne do egzemplarza prezentowanego na wystawie w Oranienburgu.
kobaltowe_szklo
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Późnym popołudniem pełni wrażeń i trofeów (pióra) wracamy z wyspy.
pawia_piora
/Fot: J. Paprocka Gajek

Na łowy

Tym razem zapraszam na wycieczkę entomologiczną, ale nie tylko. Jednym z elementów mojego stażu jest wykonanie inwentaryzacji ważek i motyli terenów towarzyszących Łaźniom Rzymskim. Porównawczo również sprawdzam staw przy Kościele Pokoju, który znajduje się na peryferiach parku w pewnym oddaleniu od Łaźni. Na dzień dzisiejszy, po kilku kontrolach, udało mi się stwierdzić 15 gatunków ważek i sześć gatunków motyli. Chyba najciekawszym z zaobserwowanych dotychczas gatunków jest szafranka. Piękna, intensywnie czerwona ważka. Kilka razy próbowałam ją pochwycić, aż wreszcie się udało. Po wypuszczeniu z siatki nie była skora by odlecieć, co widać na fotografii.

1. Zapraszam na łowy
Zapraszam a łowy/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

2.przestrojnik jurtina
Przestrojnik jurtina/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

3. czerwończyk żarek na czarnuszcze
Czerwończyk żarek/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

4. samica lecichy pospolitej
Samica lecichy pospolitej/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

5. ważka czteroplama
Ważka czteroplama/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

6. szafranka!!!
Szafranka/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

W drugą sobotę stażu wybrałam się do poczdamskiego muzeum biosfery. Bardzo ciekawe miejsce z przepiękną, ogromną szklarnią z tropikalnymi roślinami, wśród których latają swobodnie rajskie ptaki, a w stawach pływają żółwie i ryby. Wśród koron palm i innych egzotycznych roślin zawieszone są kładki, po których można spacerować.

14. widok z pomostów nad dżunglą
Widok z pomostu

Mają tam też przepiękną motylarnię, gdzie po żywicielskich roślinach wędrują gąsiennice, gdzie dochodzi do przeobrażeń, a potem można obserwować dorosłe motyle przeróżnych gatunków.

7. egzotycznie
Egzotyczny motyl

8. egzotycznie
Egzotyczny motyl

9. egzotycznie
Egzotyczny motyl

10. motylarnia
Motylarnia

11. motylarnia w środku
Motylarnia w środku

Kolejnymi ciekawymi pomieszczeniami jest część z akwariami morskimi w sali stylizowanej na łódź podwodną – akwaria znajdują się w oknach łodzi i kino znajdujące się w pomieszczeniu przypominającym pokład zeppelina. Można tam obejrzeć dżunglę ekwadorską z powietrza. Dodatkową atrakcją jest to, że sala kinowa się porusza i wydaje dźwięki takie jak lecący zeppelin.

12. pod wodą
Pod wodą

13. pod wodą
Akwarium

W Biospäre Potsdam podpatrzyłam kilka ciekawych rozwiązań edukacyjnych, które prezentuję na fotografiach poniżej.

15. stanowisko z lupami
Stałe stanowisko z lupami

16. stanowisko z roślinami egzotycznymi
Poszczególne elementy tej konstrukcji można przesuwać. Jeśli ułożymy jeden nad drugim wszystkie elementy dotyczące jednej rośliny, to litery znajdujące się z boku każdego klocka, ułożą jej nazwę.

17. stanowisko paleontologiczne
Bardzo ładnie przygotowane stanowisko paleontologiczne. W afrykańskiej chacie (czasowa wystawa o dinozaurach dotyczyła odkryć poczynionych na wyprawie badawczej w Afryce) znajduję się piaskownica, gdzie przy pomocy szczotek dzieci mogą odkrywać kopie skamielin. W tym czasie rodzice mogą obejrzeć wystawę posterową rozwieszoną na ścianach lub przejrzeć wyłożoną książkę dotyczącą wyprawy. W tle słychać przyjemną, afrykańską muzykę.

18. sala edukacyjna
Dopasowana do ekspozycji sala edukacyjna.

19. film
Kręcąc pokrętłem w jedną stronę grzyby prezentowane na filmie rosną. Gdy zaczniemy kręcić w drugą stronę zobaczymy proces odwrotnie.

20. zapachy
To wcale nie jest starszyny pająk. To urządzenie z zapachami. Z końca każdego przewodu wydobywa się zapach innej przyprawy.

21. na wystawie
Kolejny element edukacyjny w przestrzeni wystawy – magnetyczne puzzla i modele skamielin.

Pawia wyspa

W czwartek 11.07 pojechaliśmy poznać Pawia Wyspę (Pfaueninsel). Miejsce naprawdę piękne i ciekawe. Trochę jak nasz wilanowski Morysin. Z rozkazu króla Fryderyka Wiliama II, który kupił wyspę w 1793 roku zachowywano leśny charakter tego terenu. Dzięki temu kilka setek wiekowych dębów zostało ochronionych i przez następne lata mogły trwać mimo, że wyspa zmieniała swój charakter. Przez jakiś czas funkcjonowała na tym terenie nawet menażeria z różnymi egzotycznymi gatunkami zwierząt. Po śmierci Fryderyka Wiliama III teren ten został nieco zapuszczony i zaczął dziczeć. Tym samy wytworzyło się tu wiele cennych siedlisk przyrodniczych, nie tylko związanych ze starymi dębami, na których żyje między innymi pachnica dębowa, ale też cenne siedliska łąkowe. Obecnie duża część wyspy objęta jest ochroną rezerwatową. Nie tylko jednak przyroda, ale też wiele odwołań do historii można znaleźć na wyspie. Jest tu między innymi woliera z pawiami, bażantami i kurami, jak za czasów gdy na wyspie była menażeria. Pawie żyją tu również na wolności. Można też zobaczyć pałacyk myśliwski kryty dębową korą – kiedyś odbywały się tu polowania na dziki. Teraz dzików już na wyspie nie ma, gdyż spędzały sen z powiek ogrodników buchtując wśród kwiatów. Aby nie wtargnęły na wyspę zainstalowano elektryczne ogrodzenie. W czasie spaceru można natknąć się też na pola uprawne, to również odwołanie do historii, gdyż duża część wyspy miała kiedyś charakter rolniczy. Ciekawym pomysłem na połączenie wątków przyrodniczych i historycznych jest zastosowanie bawołów wodnych do „koszenia” mokrych łąk. Jak wiadomo tereny łąkowe wymagają regularnego koszenia lub wypasu by nie doszło do sukcesji i ich zarośnięcia. Na mokre łąki nie da wjechać się kombajnem, wiele zwierząt gospodarskich też sobie nie poradzi w takim terenie i zacznie chorować z nadmiaru wilgoci. Tu na mokrych łąkach wypasane są egzotyczne bawoły wodne – czynna ochrona łąk i nawiązanie do historycznej menażerii w jednym. Na wyspie mieliśmy bardzo miłe spotkanie. Okazało się, że opiekunem zwierzyńca jest Polak przedstawiający się buddyjskim imieniem Dea Gak. Dea Gak pracuje tu już od 10 lat i jak widać ze zdjęcia ma świetny kontakt ze swoimi podopiecznymi. Dzięki spotkaniu dowiedzieliśmy się wielu ciekawych informacji o zwierzętach hodowanych na wyspie.

1paw
Paw z Pawiej Wyspy/ Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

2dąb
Wiekowy dąb/ Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

3. las
Na wyspie jest wiele ternów leśnych/ Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

4 sucha łąka
Oraz suchych…/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

5 mokra łąka
…i mokrych łąk /Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

6 woliera
Woliera/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

7 pałac myśliwski
Pałacyk myśliwski/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

8 pola
Pola uprawne/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

9 Dea Gak
Dea Gak i bawoły wodne/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

Następnego dnia wybraliśmy się w jeszcze odleglejszą podróż. Tym razem rower i prom by nie wystarczyły. Dwoma autobusami i dwoma pociągami dotarliśmy do Rheinsbergu. Po bardzo ciekawej wycieczce po pałacu postanowiliśmy poznać również i ogrody. Natknęliśmy się tam na kolejny teatr ogrodowy, tym razem nawet bardziej okazały niż w Sanssouci. Cóż, nie mogliśmy się oprzeć by spróbować naszych sił w aktorstwie…

10 Rheinsberg
Rheinsberg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

11. komedianci
Komedianci/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

12. komedianci
Komedianci/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Dobrzańska

Bogaty Berlin

Dni wolne od pracy w końcu zeszłego i tego tygodnia, nie różniły się zbytnio od innych. Trwał maraton poprzez muzea, które chciałam odwiedzić będąc w tej części Niemiec. Obowiązkowo przeszliśmy przez Bode Muzeum, Pergamon, Niespodzianka spotkała mnie już pierwszym z budynków. Przemierzając przez wnętrza Bode Museum, mój wzrok przykuło, w gablocie z wyrobami z kości słoniowej, malutkich rozmiarów popiersie. To król Jan III z gdańskiego warsztatu Christopha Mauchera z końca XVII w.
Sobieski gablota

Sobieski
Mam nadzieję, że to nieznane sobiescianum wzbogaci naszą bazę danych. Wrażenie robią również wielkie marmurowe rzeźby z warsztatu A. Schlutera.
Przeciwieństwem zatłoczonej wyspy Muzeów jest Kulturforum, które odwiedziłam w kolejnym tygodniu. Powstało ono wokół nowo wybudowanej Filharmonii. W przeciwieństwie do tego co piszą w przewodniku, że przyciąga miliony turystów, było tu pusto i cicho.
centrum
W okolicy mieści się Muzeum Instrumentów Muzycznych, Nowa Galeria Malarstwa, Biblioteka Miejska i Biblioteka Sztuki. Niestety zlokalizowane w tej okolicy słynne Muzeum Rzemiosła jest nieczynne do końca 2014 roku z powodu przebudowy. Zatem spokojnie skierowałam kroki do Gemaldgalerie, a było warto. Jest to kolekcja, której początkiem były planowe zakupy grupy specjalistów i historyków sztuki, a nie żadna ze znanych kolekcji władców czy prywatna. Budowało ją systematycznie z myślą stworzenia przekrojowego zbioru malarstwa europejskiego, ukazującego jego historię i udostępnianego szerokiej publiczności. Zbiory te rozdzielone chwilowo po wojnie, szczęśliwie scalone zostały po zjednoczeniu Niemiec i od roku 1998 pokazywane są pod jednym dachem. A dach jest wielki, co czuje się wędrując przez kolejne sale. Ring wokół ogromnej hali środkowej mieści ponad 40 wielkich sal.
halasale

Przestrzeń jest wspaniale zaaranżowana. Wnętrza są jasne, opisy czytelne, w każdej z sal pokaźnych rozmiarów ławka, pozwala na kontemplację i odpoczynek. Grupy zwiedzające galerię z przewodnikiem, przystając przed obrazami mają do dyspozycji przenośne krzesełka. Polecam je uwadze dla naszych potrzeb. Zawieszone na estetycznym wieszaku na kółkach, dają się łatwo przemieścić z miejsca na miejsce. Lekkie, łatwe w obsłudze i wygodne, z tego co widziałam cieszyły się dużym wzięciem u zwiedzających.
krzesla

krzeslo2
Zwraca uwagę również subtelny sposób oddzielania widza od oglądanej materii. Bezpieczną odległość, którą należy zachować oglądając arcydzieła na ścianach, wyznacza cienka listwa na podłodze. Jej przekroczenie wzbudza uwagę pilnującego personelu lub włącza się alarm.
podlogi
Zbiory fantastyczne, dużo materiału porównawczego do kolekcji wilanowskiej i nie tylko. Naprawdę warto spędzić tu niespiesznie czas.
lubomirski

lukrecja

mat por

Oranienburg

We środę minął nam, nadzwyczaj szybko, kolejny pracowity dzień. Byliśmy w Oranienburgu gdzie zapoznaliśmy się z całkiem nową ekspozycją należącą do Fundacji. Pałac wybudowano po 1651 roku dla Luizy Henrietty von Oranien, pierwszej małżonki Wielkiego Elektora Fryderyka Williama I. Pałac, który w 1802 roku sprzedano, został całkowicie zdewastowany przez kolejnych właścicieli (zakłady chemiczne, stacjonujące odziały wojsk niemieckich i rosyjskich). Dopiero w 1990 roku udało się go odzyskać i włączony został do zespołu Fundacji by po wieloletnich remontach być udostępnionym publiczności w 2001 roku. Z wcześniejszej bogatej dekoracji wnętrz, zachowały się cztery niewielkie fragmenty fresków w ryzalitach okiennych, do których nie dotarły opary chemikaliów!
Skromnie, ale bardzo czytelnie zaaranżowana ekspozycja, przekazuje przystepny komunikat dotyczący historii zamku i jego pierwszych właścicieli. Muzeum nie posiada własnych zbiorów, wszystkie eksponaty są depozytem. Najciekawszy z nich to skrzynia na regalia królewskie Fryderyka Wilhelma I zamykana na 24 zamki. Klucze do nich, przechowywało 24 zaufanych ludzi dworu i tylko spotkanie wszystkich tych osób z kluczami, pozwalało na otworzenie skrzyni z insygniami.
skrzynia
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Natomiast w jednej z największych sal pałacu, gdzie historycznie mieściła się bogata kolekcja porcelany miśnieńskiej, podjęto się próby rekonstrukcji wystroju i jego zasobów. Zachowana grafika, przedstawiająca to pomieszczenie z początków XVIII wieku, posłużyła jako tło rekonstruowanej kolekcji porcelany miśnieńskiej. Król Fryderyk Wiliam zakupywał ją od Augusta II Mocnego. W efekcie jego kolekcja w pałacu liczyła kilkaset sztuk ceramiki. Efekt, proponowanej aranżacji jest korzystny ☺).
Oranienburg-porcelana
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Naszą uwagę zwróciły również współczesne podłogi w pałacu. Ułożono je z desek Daglezji Zielonej starając się nawiązać do pierwotnego wystroju. Drewno to dziś sprowadza się z Ameryki południowej, ale w XVII wieku rosło w tej części Europy. Do wykładania podłóg używano go wymiennie z sosną. W podmiejskich pałacach pruskich w latach 1650-1750 nie układano parkietów, a jedynie długie wybielone deski, do czego skutecznie nawiązano. Po lewej stronie widoczna jest lampa oswietlająca wnętrze. Nie przekonuje mnie ten system moswietlania ekspozycji. Wszystkie pałace wyposażone zostały w takie same stojące lampy. Dość silny strumień światła, zawieszony na wysokości około 180 cm nad podłogą, skierowany jest ku sufitowi. Bardzo nierównowiernie oświetla przestrzenie przed sobą. W tej chwili funadacja nie planuje wymiany tego systemu.
podloga
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek