Biegiem przez Poczdam

20130719_090256

Schloss Charlottenburg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. A. Grabiński

Poczdam to piękne miasto. Wydawać by się mogło, że to tylko małe miasteczko na przedmieściach Berlina, ale to nieprawda. Mieszka tutaj 160 000 osób, no i jest to stolica Brandenburgii, więc znaczenie kulturowe i polityczne jest ogromne. Najważniejsze miejsca zwiedziłem tutaj biegiem. I to dosłownie 🙂 W pierwszym tygodniu okazało się, że p. Gerd Schurig (opiekun Julii z Działu Ogrodowego) jest zapalonym biegaczem. Kiedy dowiedział się, że ja też trochę biegam to zaproponował, że pokaże mi tutaj świetne miejsca do biegania. W sumie biegaliśmy wspólnie 4 razy i muszę przyznać, że to było najlepszy guided tour jaki mogłem mieć. Dzięki temu wiem jak słynny architekt krajobrazu Lenne oprowadzał swoich gości po Parku Sanssouci, jak Berliński Mur przecinał niektóre parki w północnej części Poczdamu, jak pracują stare pompownie dostarczające wodę do fontann i podlewania, gdzie polowali Cesarze Niemieccy oraz gdzie mieściła się fabryka sterowców, a także wiele innych ciekawostek. Trasy są tutaj niesamowicie malownicze: parki historyczne, lasy, stare uliczki, nowe ścieżki rowerowe, rzeka, jeziora. Naprawdę polecam.

Ostatni tydzień stażu upłynął mi na współpracy z p. Heinerem Krelligiem, który koordynuje nowy projekt na temat konserwacji ogrodów historycznych. SPSG planuje w przyszłym roku zorganizować dużą konferencję na ten temat i opublikować książkę. Ja zostałem poproszony o przygotowanie listy najważniejszych ogrodów historycznych w Polsce oraz znalezienie kontaktów do osób, które się nimi opiekują. W ostatnim tygodniu wziąłem również udział w bardzo ciekawym spotkaniu dla prasy, na temat rozpoczęcia prac konserwatorskich w Sali Marmurowej i w Grocie w Neues Palais. To było naprawdę duże przeżycie ponieważ mogliśmy wejść na rusztowania i z bardzo bliska zobaczyć wszystko co się obecnie dzieje w pałacu. W sumie pojawiło się na tym spotkaniu ok. 15 dziennikarzy, czego efektem była spora liczba publikacji następnego dnia. W tym miejscu należy dodać, że obecnie Fundacja prowadzi bardzo wiele projektów konserwatorsko-inwestycyjnych w swoich obiektach, a wszystkie są częścią tzw. „Masterplanu”. Jest to wielki projekt, który rozpoczął się w 2008 roku i potrwa do roku 2017, na który Fundacja otrzymała wsparcie od Rządu Niemieckiego oraz Landu Brandenburgia i Landu Berlin na łączną kwotę 155 mln euro.

To były bardzo intensywne 4 tygodnie, które minęły niezwykle szybko. Chciałbym móc napisać więcej o tym wszystkim, ale jakoś nie starczyło czasu. Kończy się mój staż, jednak z pewnością nie kończy się współpraca z pracownikami Fundacji Pruskie Pałace i Ogrody Berlin-Brandenburg. Cieszę się, że mogłem tutaj być, poznawać nowe miejsca i ludzi.

Dobrze jest mieć przyjaciół

20130718_091115

Budynek Generalnej Dyrekcji SPSG//Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. A, Grabiński

Wydawać by się mogło, że nasz program jest tak naładowany zwiedzaniem kolejnych pałaców i ogrodów, że nie mam zupełnie czasu na pracę. Blisko, ale nie do końca jest to prawda. Na dowód możecie zobaczyć jak wygląda budynek Generalnej Dyrekcji SPSG, w którym pracuję. Czym jest w ogóle Pressereferat? To właściwie nic innego jak rzecznik prasowy, który pracuje bezpośrednio z Dyrektorem Generalnym. Obecnie na tym stanowisku w Fundacji pracują dwie osoby, które pracują na pół etatu, więc wzajemnie się uzupełniają i zastępują. Wspomagani są oni przez praktykantów i stażystów. Do ich obowiązków należy właściwie wszystko co dotyczy mediów i General Direktora, czyli umawianie wywiadów, odpowiadanie na pytania dziennikarzy, organizowanie konferencji prasowych i specjalnych spotkań. Poza tym codziennie muszą monitorować co się na temat Fundacji pojawia w prasie. Najczęściej taki monitoring robią praktykanci, jednak jeśli ich nie ma to Tina Schüman lub dr Ullrich Henze muszą robić to sami. Ostatnio i ja się mogłem do tego przydać. Dostałem więc 7 gazet (Die Welt, Der Tagesspiegel, Berliner Morgenpost, Berliner Zeitung, Märkische Allgemeine, Frankfurter Allgemeine Zeitung oraz Die Zeit). Są to zarówno tytuły regionalne, jak i lokalne oraz ogólnokrajowe. Jeden, Die Zeit,  to tygodnik. Na szczęście sezon jest iście ogórkowy, więc właściwie żadnych artykułów nie znalazłem, jedynie kilka wzmianek o koncertach, które w weekend odbywają się w Charlottenburgu i Pfingstenbergu. Mimo wszystko takie sprawdzanie prasy zajmuje sporo czasu, a mi jeszcze więcej przez moją, delikatnie mówiąc, nie najlepszą znajomość niemieckiego. Później trzeba jeszcze wszystkie wycinki prasowe zeskanować i zarchiwizować. Chciałoby się więc zapytać dlaczego Fundacja nie zleci tego monitoringu jakiejś wyspecjalizowanej, zewnętrznej firmie, tak jak to robimy w Wilanowie. I ja takie pytanie zadałem. Okazuje się, że jest to przede wszystkim kwestia pieniędzy. Kiedyś zostało wykonane zapytanie ofertowe do różnych firm, które się monitoringiem mediów zajmują, ale przesłane propozycje cenowe były tak wysokie, że nie zdecydowano się na podjęcie współpracy. I właściwie mnie to specjalnie nie zdziwiło, bo wiem przecież, że cena zależy tutaj głównie od ilości słów kluczowych, które chcemy monitorować. A jeśli weźmiemy nazwy wszystkich obiektów, którymi się Fundacja opiekuje i potraktujemy je jako takie słowa kluczowe to wyjdzie nam całkiem pokaźna suma.

A jak wygląda praca w innych działach, na innych stanowiskach? Na pierwszy ogień weźmy pozyskiwanie funduszy. Miałem ostatnio przyjemność spotkać się z Leonie von Gadow, która w Dziale Marketingu zajmuje się fundraisingiem. Przyznam, że wiele ciekawych rzeczy się dowiedziałem. Przede wszystkim, jak stwierdziła Leonie, osobą, która tak naprawdę pozyskuje sponsorów jest dyrektor prof. Hartmut Dorgerloh. To on spotyka się z wieloma osobami, namawia ich osobiście do współpracy, sprawia, że czują się ważni. Osoba pracująca na stanowisku fundraisera jest więc po prostu wsparciem dla dyrektora w tych wszystkich kontaktach z potencjalnymi sponsorami. Pozyskiwanie tych środków można podzielić na trzy kategorie: sponsorzy, wpłaty od osób indywidualnych oraz fundusze różnych fundacji (Drittmitteln). W sumie w ten sposób udaje się uzyskać co roku od 3 do 6 mln euro. To całkiem niezła sumka, trzeba przyznać. Nie wiem jaki to procent ich rocznego budżetu (pewnie przy ich obecnych projektach inwestycyjnych niewielki), ale mimo wszystko robi wrażenie. Bardzo ciekawe są przede wszystkim projekty, które zachęcają osoby indywidualne do wspierania Fundacji. W zeszłym roku została uruchomiona strona projektu „Ein Quart Geschichte„, na której w bardzo prosty sposób możemy wesprzeć konserwację podłogi w Sali Marmurowej Neues Palais. Multimedialna aplikacja pozwala nam nawet wybrać odpowiedni fragment podłogi, który chcemy „zabezpieczyć”. Im większy obszar zaznaczymy tym większą wpłatę musimy zrobić. W aplikacji można dokonywać wpłat od 10 do 10000 euro. Do chwili obecnej udało się zebrać w ten sposób 112998,40 euro i choć konserwacja Sali Marmurowej już się rozpoczęła to wpłacać i wykupywać kolejne kwarty można nadal. Podobnym projektem jest „Königlicher Weinberg auf dem Klausberg”, polegający na odtworzeniu królewskiej winnicy na wzgórzu Klausberg. Cały projekt oparty jest również o wpłaty indywidualnych osób i co ciekawe odtwarzaniem winnic zajmuje się firma zatrudniająca osoby niepełnosprawne „Mosaik”. Poza tym można wpłacać pieniądze Fundacji przelewem na jakiś konkretny cel lub ogólnie na działalność, można wykupić sobie ławkę w parku, albo wrzucić trochę gotówki do specjalnej puszki (ustawione są w każdym budynku, który można zwiedzać). Jest to zdecydowanie, bardzo dobrze rozwinięta działalność Fundacji. Poza tym Leonie w najbliższym czasie ma się zająć dwoma nowymi projektami. Pierwszym jest wolontariat, czyli opracowanie programu przyciągnięcia do Fundacji osób, które chciałyby pracować dobrowolnie i za darmo. I to jest coś w czym ja mogłem im pomóc, ponieważ postanowiłem, że opiszę im po prostu jak to wygląda u nas i będzie to dla nich rekomendacja jak mogą to robić. Drugim projektem jest tzw. „marketing testamentowy”. To może brzmieć trochę kontrowersyjnie, ale generalnie chodzi o to żeby zachęcać starsze osoby, które nie mają prawdopodobnie żadnej rodziny, aby przekazywały swoje pieniądze na kulturę wspierając naszą organizację. W Polsce wydaje mi się to jeszcze nierealne, w Niemczech to dopiero raczkuje, ale całkiem nieźle działa w Belgii czy Holandii.

Ale to oczywiście nie koniec pozyskiwania funduszy. Mimo, że zdarzają się bardzo hojni indywidualni ofiarodawcy (w zeszłym roku jeden z mieszkańców Poczdamu przekazał SPSG 1 mln euro 🙂 ), to jednak bardzo ważne jest wsparcie instytucjonalne. Takim ogromnym wsparciem są przyjaciele SPSG, czyli Stowarzyszenie Przyjaciół Pruskich Pałaców i Ogrodów (Freunde der Preußischen Schlösser und Gärten e.V.). W tym roku ta organizacja obchodzi 30-lecie swojego istnienia. Przez ten czas Stowarzyszenie wielokrotnie wspierało Fundację w większych i mniejszych projektach, pomagało konserwować, restaurować, ratować kolejne zabytki. Stowarzyszenie zakładały 33 osoby, a teraz posiada ono ponad 1500 członków!!! Mimo, że roczna składka to minimum 100 euro to często Stowarzyszenie zbiera jeszcze pieniądze od swoich członków jeśli trzeba wesprzeć jakiś projekt. Czasem jest to konserwacja jakiegoś obiektu, czasem zakup czegoś nowego do kolekcji. Na przykład kilka lat temu udało się kupić dzięki Stowarzyszeniu obraz, który należał do Andy Warhol’a, a przedstawiający trzech „tańczących królów” (tak określił go Andy Warhol): Augusta II Mocnego, Fryderyka Wilhelma I (króla Prus) oraz Fryderyka IV (król Danii). Panowie spotkali się prawdopodobnie w 1709 roku w Caputh i teraz w tym pałacu wisi ten obraz. Stowarzyszenie Przyjaciół założyło również specjalną spółkę, która prowadzi wszystkie sklepy muzealne w pruskich pałacach. Dzięki temu SPSG nie musi w te sklepiki, ani w ich asortyment zupełnie inwestować, natomiast część zysków ze sprzedaży jest oczywiście przekazywana na działalność Fundacji.

O komunikacji

20130714_172432

Muzeum Komunikacji w Berlinie

Poczdam jest zlokalizowany jakieś 30 km na południowy-zachód od Berlina. Mimo, iż nie jest to tak bardzo blisko to jednak Poczdam jest włączony w strefy komunikacyjne Berlina. Wystarczy tutaj kupić bilet obowiązujący na wszystkie strefy (A, B, C) i możemy się poruszać po całej stolicy i jej przedmieściach wliczając w to Poczdam. I to wszystkimi środkami transportu: S-Bahn, U-Bahn, pociągi regionalne, autobusy i tramwaje. I nie ma tu znaczenia, że Poczdam to Brandenburgia, a Berlin to Berlin czyli dwa różne landy. To bardzo ułatwia komunikację między tymi dwoma ważnymi ośrodkami. Sieci S-Bahn i U-Bahn są tak rozbudowane, że właściwie za każdym razem mam dylemat jaki środek transportu wybrać, który będzie w danym najkorzystniejszy. W Poczdamie oczywiście najczęściej wybieram rower, bo jest najtańszy, najszybszy, najprzyjemniejszy i najzdrowszy. Jednak do Berlina na rowerze się nie wybiorę, ponieważ korzystam z systemu wypożyczalni miejskich, a w Berlinie niestety działa zupełnie inny system (Call a bike organizowany przez DB). Jak się ma jednak swój rower to można jeździć również na trasie Berlin – Poczdam i tak robi czasem prof. Hartmut Dorgerloh. Dyrektor Fundacji mieszka w Berlinie i do pracy ma ok. 27 km. Jak twierdzi zajmuje mu to ok. godziny, choć rowerem przyjeżdża tylko 2-3 razy w tygodniu.

Tak więc tym razem wybrałem się do Berlina pociągiem regionalnym. Wycieczkę rozpocząłem od kolejnego przybytku sztuki zlokalizowanego na wyspie, a mianowicie Bode Museum. Założone na pocz. XX w. muzeum mieści wspaniałą kolekcję rzeźb średniowiecznych, renesansowych, barokowych, a także chyba największy na świecie zbiór monet. Ciekawostką była ogromna moneta o nominale miliona dolarów kanadyjskich 🙂 Była tam również polska ciekawostka. W holu głównym muzeum stoi marmurowy pomnik Fryderyka II autorstwa Johanna Gottfreida Schadowa, który należy do zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie. Dzięki współpracy z Towarzystwem Schadowa z Berlina udało się dzieło odrestaurować i przekazać do Bode Museum na długotrwałe wypożyczenie.

Zajmując się w jakimś stopniu komunikacją nie mogłem nie odwiedzić Muzeum Komunikacji, skoro już takie istnieje w Berlinie. Muzeum znajduje się w pięknej starej kamienicy na Leipziger Straße. Spodziewałem się jednak, że będzie to nowoczesne muzeum, w dużej części interaktywne. Trochę się niestety zawiodłem. Mimo, iż z zewnątrz muzeum wydaje się bardzo duże to w środku przestrzeni i sal do zwiedzania wcale nie jest tak wiele. Najwięcej miejsca zajmuje historia poczty. Poza robotami, które jeżdżą sobie w głównym holu to właściwie nie ma tam interaktywności. Nie ma też niestety prawie wcale podpisów po angielsku.

Na koniec przespacerowałem się jeszcze na Checkpoint Charlie, czyli dawne przejście graniczne między Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Tam również znajdują się resztki Berlińskiego Muru oraz muzeum poświęcone temu okresowi w historii. Można sobie oczywiście zrobić zdjęcie z dwoma panami przebranymi za żołnierzy armii amerykańskiej na tle zainscenizowanego przejścia granicznego. Wzdłuż dawnego muru można dostać się na Topographie des Terrors. To miejsce gdzie kiedyś mieściły się siedziby SS, gestapo i Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Wszystkie te budynki zostały po wojnie wyburzone. Zostały tylko fundamenty. Obecnie mieści się tam placówka dokumentująca zbrodnie hitlerowskich Niemiec. Na zewnątrz odbywają się natomiast wystawy czasowe. Obecnie jest to wystawa o dojściu Hitlera do władzy w roku 1933. Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki:

Wyspa pawi i integracja przy grillu

IMG_1661

Pałacyk na Wyspie Pawi/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: J. Dobrzańska

 

Celem kolejnej naszej wyprawy była Pfaueninsel. Tym razem wybraliśmy się tam na rowerach. Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale właściwie to ja wszędzie poruszam się tutaj na rowerze miejskim. System działa tak samo jak warszawskie Veturilo i na szczęście obok swojego akademika mam zlokalizowaną jedną stację z rowerami. Pierwsze pół godziny kosztuje 1 euro, a kolejne 50 centów. I tak wychodzi to jednak taniej niż bilet autobusowy. Wracając do naszej wycieczki to na Pawią Wyspę inaczej niż rowerem lub samochodem dojechać się nie da, więc my wybraliśmy ten pierwszy środek lokomocji zwłaszcza, że jedzie się tam piękną ścieżką rowerową wzdłuż rzeki, a i pogoda dopisywała. Co ciekawe, chociaż wyspa znajduje się jakieś 8 km od centrum Poczdamu to mniej więcej w połowie drogi przejeżdża się przez dawną granicę między NRD a Berlinem Zachodnim. Glienicker Brücke to stary most z początku XX w., który obecnie jest granicą między landami Brandenburgia i Berlin, a kiedyś był niedostępną barierą dla mieszkańców Poczdamu. My przekroczyliśmy ją bez żadnego problemu. Nie jechaliśmy zbyt szybko, bo tym razem na wycieczkę wyruszyła większa grupa. Poza ekipą wilanowską oraz Natalią i Gretą (dwoma praktykantkami z działu Joanny) w wyprawie wzięła udział również Sabine Jagodzinski (wolontariuszka, ale to słowo znaczy tutaj zupełnie co innego, będzie jeszcze czas żeby o tym więcej opowiedzieć) oraz dr Käthe Klappenbach, opiekunka Joanny. Po jakichś 40 minutach dotarliśmy do miejsca przeprawy promowej na wyspę. Chwilę później byliśmy już na drugiej stronie. Naszym przewodnikiem na wyspie był Jan Uhlig, szef tamtejszych ogrodników. Jest to niezwykle piękny teren, po którym można spacerować godzinami. 

20130711_095020

Jan Uhlig opowiada historię Pfaueninsel/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabiński

Park na wyspie został zaprojektowany na zlecenie Fryderyka Wilhelma II przez Petera Josepha Lenné. To nazwisko przewija się tutaj ciągle, właściwie można odnieść wrażenie, że projektował większość tutejszych ogrodów. Na wyspie znajduje się również kilka ciekawych budynków (kiedyś było więcej, ale nie wszystkie przetrwały do naszych czasów). Ciekawy jest pałacyk myśliwski (Jagdschloss), który w całości pokryty jest korą dębu oraz pałacyk, który wygląda trochę jak pseudoruina. Na wyspie znajduje się również woliera, w której hodowane są oczywiście pawie oraz inne ptaki. Wolierą opiekuje się Polak, Maciej Großer (nazwisko przejął po żonie), który jakiś czas temu przyjął buddyjskie imię Dea Gak. Ten bardzo ciekawy ogrodnik przyjechał tutaj z polskiego Barlinka, czyli małego Berlina (po niemiecku Berlinchen). W Berlinie poznał swoją żonę i tak już został. Poza ptakami opiekuje się on również bawołami wodnymi, które od 3 lat przybywają na Pawią Wyspę latem, wypożyczane na sezon z prywatnej hodowli. Na Pfaueninsel istniał bowiem kiedyś zwierzyniec, jednak w 1842 roku Fryderyk Wilhelm IV przekazał wszystkie zwierzęta nowopowstałemu Towarzystwu Zoologicznemu Berlin i tak powstał pierwszy w Europie ogród zoologiczny.

P7117754

Rozmowa z Dea Gakiem w wolierze/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: J. Uhlig

Po powrocie z wyspy do Pressereferat okazało się, że Dyrektor organizuje niewielkiego grilla dla najbliższych pracowników. Moja mentorka Tina nie mogła niestety zostać, ponieważ musiała odebrać dzieci, jednak ja postanowiłem, że zostanę, bo była to niezła okazja, żeby porozmawiać z niektórymi osobami. Najpierw Dyrektor Generalny wygłosił krótką przemowę na temat budowania team spirit i tego jakie znaczenie mają takie spotkania. Później udało mi się porozmawiać chwilę z Panem Dorgerlohem, który chyba bardzo chciał sprawdzić moją znajomość niemieckiego. Nie powiem żebym się tym językiem posługiwał bardzo sprawnie, ale przynajmniej wszystko zrozumiałem 🙂 Dowiedziałem się między innymi, że takie spotkania przy grillu odbywają się 2-3 razy w roku, czasem jest to tylko dla pracowników, którzy pracują w tym samym budynku co Dyrektor, a czasem i dla wszystkich. Bardzo fajna inicjatywa moim zdaniem. Usłyszałem również o przygodach Dyrektora z kosiarką w ogrodzie w Charlottenburgu, kiedy próbował on się wcielić w jednego z ogrodników i kosić krzewy. Jak się okazuje jest to regularna praktyka szefa SPSG. Raz na jakiś czas wykonuje on pracę któregoś ze swoich pracowników, aby móc lepiej zrozumieć ich problemy i zobaczyć na czym to polega. Również słuszna inicjatywa moim zdaniem. Później Dyrektor zaprosił wszystkich do swojego gabinetu i zaprezentował zdjęcia ze swojej wyprawy do Zanzibaru opowiadając przy tym ciekawe historie. Tutaj już nie wszystko zrozumiałem 😉

20130712_150907

Pałac w Rheinsbergu/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabiński

Grill na szczęście nie przeciągnął się do późnej nocy, bo następnego dnia czekała nas wyprawa do Rheinsbergu. Najdalej chyba położonego pałacu, którym opiekuje się Fundacja. W sumie z przesiadkami zajęło nam 2,5 godziny żeby się tam dostać. Pałac wybudował sobie Fryderyk II Wielki, ale mieszkał tam tylko 4 lata, bowiem w 1740 roku został królem i przeniósł się do Poczdamu, a pałac podarował swojemu bratu Henrykowi, który mieszkał tam ponad 50 lat. W tym pałacu widać bardzo dobrze, że w Niemczech Wschodnich takie zabytki traktowało się podobnie jak w Polsce. W Rheinsbergu w czasach NRD-owskich znajdowało się sanatorium dla cukrzyków. Wiele elementów z wystroju wnętrz zostało więc zniszczonych (drzwi, ściany, niektóre podłogi), ale część udało się odrestaurować według odnalezionych wzorów. Przy okazji zaobserwowaliśmy bardzo ciekawy patent na pokazanie oryginalnej podłogi z jednoczesną ochroną jej przed zwiedzającymi. W niektórych salach ułożono bowiem na historycznej podłodze nowy parkiet, ale stosując dokładnie ten sam wzór. Nowa podłoga jest jednak tylko w miejscu przejścia przez pomieszczenie. W pozostałej części widać oryginał.

A poniżej jeszcze mała galeria:

Kobiety Hohenzollernów

20130709_130645

Pałac w Oranienburgu/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Na początku tygodnia spotkałem się z dr Alfredem Hagemannem, głównym specjalistą od organizowania wystaw w SPSG. Był on kuratorem wystawy „Frederisiko” poświęconej w całości postaci Fryderyka II Wielkiego, zorganizowanej w zeszłym roku, a teraz przygotowuje nowy projekt, który ogólnie rzecz biorąc będzie dotyczył królewskiej rodziny Hohenzollernów. Wystawa ta zostanie otwarta w sierpniu 2015 roku w Charlottenburgu, a bezpośrednim pretekstem do jej zorganizowania jest 600 rocznica przybycia Hohenzollernów do Prus. Co ciekawe wystawa ma prezentować głównie kobiety i to z ich perspektywy ma być pokazana rodzina. Przy okazji kuratorzy chcą pokazać powiązania Hohenzollernów z rodzinami z wielu krajów europejskich, bo również dzięki bardzo sprytnej i skutecznej polityce matrymonialnej udało im się osiągnąć taką władzę. Ja zostałem przy tej okazji poproszony o poszukanie polskich powiązań tej pruskiej rodziny oraz publikacji lub osób w Polsce, które są w jakiś sposób związane z tą tematyką. Ponieważ nie jestem historykiem to badałem ten temat trochę po omacku. Okazało się jednak, że na przykład Zofia Jagiellonka, córka Kazimierza Jagiellończyka wyszła za Fryderyka Hohenzollerna i była później matką Albrechta Hohenzollerna. Przy okazji mogłem opowiedzieć dr Hagemannowi jakie jest postrzeganie Hohenzollernów w Polsce, które postacie są znane, a które zupełnie nie. Zaskoczeniem było, że Albrecht Hohenzollern jest dość rozpoznawalną w Polsce postacią, głównie ze względu na Hołd Pruski, natomiast w Niemczech znają go tylko historycy. Sama wystawa nie ma jeszcze ustalonego tytułu, na razie roboczo nazywa się „Zmiana perspektywy”, więc jeśli ktoś ma jakiś pomysł to zapraszam do przysyłania propozycji.

20130710_163451

Pałac Cecilienhof/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Kolejnego dnia wybraliśmy się do Oranienburga. Jest to pałac, który powstał w 1652 roku dla Wielkiego Elektora Brandenburskiego, Fryderyka Wilhelma oraz jego żony Luizy Henrietty Orańskiej. To bardzo ładny, barokowy pałac. Wystrój wnętrz się jednak właściwie nie zachował, ponieważ w 1802 roku pałac został przez Hohenzollernów sprzedany i wkrótce potem powstała tam fabryka kwasu siarkowego. Można sobie wyobrazić jaki miało to wpływ między innymi na freski, które tam istniały. Później w pałacu mieściły się różne instytucje, w tym  siedziba SS, czy Policji Ludowej w czasach NRD. W 1997 roku pałac przejęła Fundacja Pruskich Pałaców i Ogrodów i po 5 latach prac konserwatorskich i restauratorskich otwarto go dla zwiedzających jako muzeum. Bardzo fajne jest to, że pałac w środku niczego nie udaje, został odrestaurowany w bardzo prosty sposób i prezentuje obecnie historię Fryderyka Wilhelma, jego żony i ich syna, który był pierwszym królem Prus (Fryderyk I).

Tam przy okazji znalazłem kolejne powiązanie Hohenzollernów z Polską, ponieważ dowiedziałem się, że najmłodszy syn Fryderyka Wilhelma i Luizy Henrietty, Ludwik był żonaty z Ludwiką Karoliną Radziwiłł, córką znanego skądinąd Bogusława Radziwiłła. W ogóle ciekawa historia z tą Ludwiką, ponieważ jej mąż nie pożył zbyt długo to w 1687 roku została zaręczona z synem Jana III, Jakubem Sobieskim. Chyba jednak nie przypadł on jej do gustu, ponieważ chwilę później wyszła potajemnie za Karola III Filipa Wittelsbacha zrywając tym samym zaręczyny z Sobieskim.

20130710_162201

Łazienka księcia w pałacu Cecilienhof/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Później odwiedziliśmy jeszcze Cecilienhof, czyli najmłodszą rezydencję Hohenzollernów. Pałacyk w stylu angielskiej willi został ukończony w 1917 roku. Znany jest głównie z tego, że odbywała się w nim słynna konferencja wielkiej trójki, podczas której został ostatecznie ustalony podział Europy na sowiecką i aliancką strefę wpływów. Zwiedzać można 7 pomieszczeń, w których odbywała się konferencja, oraz kilka pokoi na pierwszym piętrze, które zachowały się z czasów gdy mieszkała tam para książęca. Jeszcze parę lat temu te pokoje były wynajmowane jako ekskluzywny apartament przez hotel, który zajmuje większą część pałacu. W przyszłym roku, jak już wspominałem w pierwszym poście, zaczyna się wielki projekt konserwacji i restauracji pałacu Cecilienhof.

Od Brandenburger Tor do East Side Gallery

20130706_142506

Brandenburger Tor

Poczdam to bardzo ładne i urokliwe miejsce, uznałem jednak, że mi to nie wystarcza i postanowiłem odwiedzić również oddalony o nieco ponad 30 km Berlin. Pewnie Ci którzy już tu byli wiedzą jak ciekawe jest to miasto. Ci którzy nie byli z pewnością przynajmniej o tym słyszeli. Oczywiście wiadomo, że wszystkiego nie da się w jeden dzień zobaczyć, więc musiałem się zdecydować na jakąś trasę. Mam również świadomość, że będę miał okazję podczas mojego stażu wpaść do Berlina jeszcze nie raz i pewnie nie dwa razy (myślę, że co najmniej trzy 😉 Postanowiłem również, że po tak intensywnym zwiedzaniu zabytków w Poczdamie w weekend nie wejdę do więcej niż jednego muzeum.

20130706_163248

Brama targowa z Miletu / Pergamon Museum

Jeśli nie ma się własnego transportu to z Poczdamu do Berlina można się wybrać na dwa sposoby: koleje regionalne lub S-Bahn. Ja postanowiłem skorzystać z tego drugiego, jedzie on co prawda jakieś 10 min dłużej, ale za to zdecydowanie częściej. S-Bahn to taka kolejka, która wygląda zupełnie jak metro tyle, że nie jeździ pod ziemią, a na powierzchni. Wpadło mi więc do głowy pytanie dlaczego w Warszawie w ogóle inwestujemy tak wielkie pieniądze  i przekopujemy całe miasto budując metro skoro taka kolejka naziemna jest pewnie zdecydowanie tańsza, a równie efektywna. No cóż, ale nie o tym miałem… Wracając do mojej opowieści: swoją wycieczkę po Berlinie rozpocząłem od Brandenburger Tor, czyli Bramy Brandenburskiej. To chyba największy symbol Berlina i taki łącznik między czasami Królestwa Prus i współczesnymi Niemcami. Zupełnie nie miałem świadomości, że w czasach gdy Berlin był podzielony na dwie części Brama stała dokładnie po środku, na ziemi niczyjej, ogrodzona z obu stron wysokim murem i właściwie nie można było do niej podejść. Teraz przed Bramą i pod nią spacerują tłumy ludzi. Można by nawet powiedzieć, że „ruch jak na Marszałkowskiej” gdyby nie fakt, że w Berlinie jest chyba jednak więcej ludzi 🙂 Spod Bramy Brandenburskiej przespacerowałem się pod zlokalizowany kilkadziesiąt metrów dalej pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Właściwie jest to plac, na którym postawiono setki betonowych słupów. Z zewnątrz wygląda to całkiem niepozornie, jednak po wejściu wgłąb placu właściwie zanurzamy się w swego rodzaju labiryncie, który skłania do zadumy. I taki chyba był cel.

20130706_181538

Wieża telewizyjna na Alexanderplatz

Następnie swoje kroki skierowałem do Pergamon Museum. Zrobiłem to jednak nieśpiesznie spacerując sobie piękną ulicą Unter den Linden. Po drodze mijałem wiele kafejek, restauracji i sklepów z pamiątkami. Jeśli chodzi o Berlin to absolutnym hitem są rzekomo oryginalne kawałki muru berlińskiego. To znaczy nie wiem czy ktoś to kupuje, ale z pewnością występują wszędzie i pod różnymi postaciami i w różnych rozmiarach: w kartkach pocztowych, breloczkach lub solo przyczepione do plastikowej podstawki. Niektóre mają nawet certyfikat, że są oryginalne. Zastanowiło mnie tylko jak wielki musiałby być ten mur, żeby przez 20 lat sprzedawać go w kawałkach we wszystkich sklepach w Berlinie i okolicy. Pergamon Museum to wspaniałe zbiory z antyku i to w ogromnej formie. Są tam jednak również przedstawione cywilizacje wcześniejsze, które brzmią obecnie wręcz mitycznie. Swoją nazwę muzeum wzięło od Wielkiego Ołtarza Zeusa z miasta Pergamon, który został tam zrekonstruowany w całości. Aż trudno uwierzyć, ale w XIX wieku to muzeum zostało zbudowane specjalnie po to by pokazać rekonstrukcje tych sensacyjnych znalezisk archeologicznych. Bardzo fajnie jest nagrany audioprzewodnik (mają również wersję polską). Właściwie to w tym jednym tylko muzeum można by spędzić ładnych kilka dni. Ja jednak nie miałem aż tyle czasu, więc udałem się w dalszą drogę. Z Museumsinsel przespacerowałem się na Alexanderplatz, przy którym stoi bardzo ładny budynek ratusza oraz górująca nad całym Berlinem wieża telewizyjna. Z Alexanderplatz postanowiłem podjechać jeszcze 2 przystanki S-Bahn do Ostbahnhof, gdzie znajduje się East Side Gallery, czyli najdłuższy (1,2 km) zachowany w całości kawałek muru berlińskiego. Teraz właściwie jest to dość duża galeria murali, gorszych, lepszych, ale na pewno ciekawych. Szkoda tylko różni bezmyślni turyści bardzo często chcą tam zostawić swój ślad i podpisują się na murze, niszcząc tym samym wszystkie te obrazy, które powstały tam na początku lat 90.

20130706_192909

Mur Berliński

Kapcie są fajne

Pałac Sanssouci/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Pałac Sanssouci/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Żeby poznać pracę Fundacji trzeba się najpierw przyjrzeć temu co ma pod swoją opieką. Na szczęście nasi opiekunowie przewidzieli w naszych programach również zwiedzanie poszczególnych pałaców. Już od samego początku widać ogromną skalę dziedzictwa kulturowego, którym zarządza SPSG. W samym ogromnym Parku Sanssouci i jego najbliższych okolicach znajduje się 9 obiektów, z czego 4 to pałace. Wszystkie można zwiedzać (poza Łaźniami Rzymskimi, w których prowadzone są obecnie intensywne prace konserwatorskie), nam zajęło to 3 dni. Należy jednak dodać, że w sumie Fundacja ma takich obiektów 30 w Poczdamie, Berlinie i innych miastach Brandenburgii.

20130705_103939

Neues Palais/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Sporo rzeczy okazało się zaskakujących. Po pierwsze zaskoczyło mnie, że Pałac Sanssouci jest taki mały w środku. Z zewnątrz wygląda na ogromny jednak w środku jest tylko 10 sal. Na szczęście można go zwiedzać z audioprzewodnikiem, również w języku polskim, który jest naprawdę bardzo dobrze nagrany. Przy okazji mogłem sprawdzić obsługę tego pałacu. W trzeciej lub czwartej sali w moim urządzeniu wyczerpała się bateria. Zgłosiłem to Pani pilnującej, a ona bardzo szybko przyniosła mi nowe. Kolejnym zaskoczeniem była Galeria Obrazów. Budynek i wejście do niego wygląda całkiem niepozornie jednak wnętrze powala bogactwem zdobień i wystroju. Obecnie eksponowana jest tam wystawa „Die Schönste der Welt”, która pokazuje jak wyglądała Galeria za czasów Fryderyka II. Zaskakujący jest również Orangerieschloss. Budynek wybudowany jako Oranżeria, jednak wewnątrz znajdują się również piękne pokoje dla gości. Tutaj po raz pierwszy od bardzo dawna zetknąłem się z muzealnymi kapciami. Okazuje się, że są one używane we wszystkich pałacach, które można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Muszę przyznać, że kapcie są jednak bardzo fajne, przede wszystkim wygodne, można się w nich swobodnie ślizgać po pałacowych przestrzeniach i chyba są bezpieczniejsze dla podłoża. Właściwie to zacząłem się zastanawiać dlaczego w Polsce z nich zrezygnowaliśmy.

W kolejnych dniach zwiedziliśmy jeszcze Charlottenhof – w takim pałacu to mógłbym mieszkać. Bardzo przytulny, niewielki pałacyk z widokiem na ogród w stylu angielskim, Neues Palais – właściwie tylko apartamenty królewskie na parterze, resztę będę musiał zwiedzić sam z przewodnikiem w wersji audio oraz Łaźnie Rzymskie, Ogród Botaniczny i Chińską Herbaciarnię. Na koniec wzięliśmy jeszcze udział w niezwykłej wycieczce na temat ogrodów owocowo-warzywnych, które istniały w Sanssouci za czasów Fryderyka II. Takie specjalne oprowadzanie zorganizował dla Towarzystwa Botanicznego dr Gerd Schurig z Działu Ogrodowego (opiekun Julii). Aż trudno uwierzyć, ale kiedyś w Poczdamie rosły nie tylko jabłka, wiśnie, cytrusy, ale i tak egzotyczne owoce jak ananasy czy melony.

20130705_145532

Chinesiches Teehaus/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabinski

Z ciekawostek, na które zwróciłem uwagę to tablice informacyjne, które znajdują się przed każdym obiektem, który można zwiedzać. Są one wydrukowane na metalowej powierzchni i dzięki temu są bardzo estetyczne i trwałe. W większości obiektów jest możliwość wypożyczenia audioprzewodnika (muszę się dowiedzieć czy są one w cenie biletu czy dodatkowo płatne, ponieważ my mamy wszystko za darmo). Niektóre natomiast można zwiedzać tylko z przewodnikiem, to znaczy takim prawdziwym człowiekiem 😉 W każdym pałacu jest również sklepik muzealny, w którym można kupić przeróżne pamiątki muzealne oraz wydawnictwa. Sklepiki nie są prowadzone przez Fundację tylko przez firmę zewnętrzną. W najbliższym czasie postaram się dowiedzieć na jakich zasadach to działa.

20130705_102337

Infoscreen w Besucher Zentrum/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fotograf: A. Grabinski

Największy sklep znajduje się w nowopowstałym Besucher Zenter. Budynek został odrestaurowany i oddany do użytku na początku tego roku. Zlokalizowany jest on obok Neues Palais. W tym samym budynku znajdują się również kasy biletowe, kawiarenka oraz kilka urządzeń multimedialnych: duży ekran dotykowy ustawiony poziomo z mapą całego parku oraz 2 infoscreeny, w których można się dowiedzieć co nieco na temat zabytków oraz osób z nimi związanych. Okazuje się, że z tym miejscem wiążą się podobne problemy jakie mamy w Wilanowie. Otóż zwiedzający bardzo często nie wiedzą o istnieniu tego centrum i po prostu do niego nie zaglądają. W większości nie wiedzą również, że tylko tam można kupić bilety do Neues Palais, więc kierują swe kroki bezpośrednio do pałacu. Często są więc zakłopotani kiedy muszą spod wejścia do pałacu wracać po bilet.

To narazie tyle. W następnym odcinku parę słów o Berlinie.