Portugalia – mały wielki kraj

Prezenty kupione, walizki spakowane, zdjęcia wykonane, prezentacja wygłoszona… Mogę napisać śmiało, że to był bardzo owocny wyjazd. Poza konkretnymi pomysłami, projektami i bieżącą współpracą pozwolił mi na dojście do dwóch wniosków: po pierwsze niezwykle ważne jest utrzymanie dobrej i przyjaznej atmosfery w zespole (może nawet nieco kosztem dyscypliny?), budowanie poczucia wspólnoty na drobnych, ale ważnych gestach, na poświęcaniu sobie czasu i zamienieniu chociaż słowa z każdym z załogi, jak robi to co poniedziałek dyrektor Mario Pereira witając się ze wszystkimi. Po drugie największe bariery, opory i trudności tkwią nie gdzieś na zewnątrz, w braku pieniędzy, braku zainteresowania ludzi, czy złej woli, tylko w naszych głowach. Można robić rzeczy odważne i skomplikowane, nawet bez wielkich pieniędzy. Największa rewolucja odbywa się w naszych głowach.


Mafra okazała się dla mnie bardzo inspirującym i energetycznym miejscem. I mam sporo pomysłów na nowe wyzwania w Wilanowie, ale o tym zdążę powiedzieć w swoim czasie, bo zaczynają się one gdzieś przy projekcie dla lokalnej szkoły, a kończą na postaci Domenico Scarlattiego… dużo by pisać. Niewątpliwie przeżyłem jedną z najciekawszych przygód w życiu. Pisanie we wniosku projektu Leonardo o rozwoju osobistym, kulturowym, uwrażliwieniu na potrzeby ludzi z innych państw itp. nie jest tylko efekciarskim pustosłowiem, ja czuję, że to było dla mnie ważne doświadczenie nie tylko jako dla pracownika muzeum, ale również po prostu… jako dla mnie, Konrada Pyzla, stażysty z Polski, który nie mówi po portugalsku, ale rozumie niektóre zwroty. I było to naprawdę bardzo miłe, wiele razy ujmujące, pozytywnie zaskakujące.

Portugalia to w sumie nieznany kraj, a będąc tu mogłem się przekonać, że bogactwo ich kultury jest ogromne. Jednocześnie takie naturalne jest tu popieranie ‘swojego’, picie kawy w lokalnych kawiarniach, nie w Starbucksie (tam przychodzą prawie tylko obcokrajowcy), kupowanie raczej w lokalnych sklepach, nie w supermarketach, miłość do własnej kuchni i do lokalnych produktów. I tego tez można się nauczyć na stażu.

Kiedy w czwartek pod koniec dnia wygłosiłem ostatnie zdanie mojej prezentacji podsumowującej staż, Gabriela, z którą siedzę w pokoju, spytała: „Dobra, to kiedy tu wracasz?”. To było bardzo ujmujace i choć wiem, że to trochę portugalska otwartość i życzliwość, to i tak zrobiło mi się bardzo miło i odpowiedziałem – zgodnie z prawdą – „kiedy tylko mnie zaprosicie”.

A w piątek wieczorem spotykamy się na pożegnalnej kolacji w Lizbonie i z radością zjem z nimi portugalską rybę i popiję portugalskim winem.

Reklamy

„Jestem stażystą z Polski w pałacu w Mafrze, nie mówię po portugalsku, ale rozumiem niektóre zwroty.”

Zagadka, tym razem niestety bez nagród… o jakim pałacu mowa: jest prywatną letnią rezydencją królewską, gdzie nie obowiązywała aż tak sztywna etykieta, położoną kilkanaście kilometrów od stolicy, ma wspaniałe ogrody ze znakomitym zespołem rzeźb ogrodowych, ogromnym problemem jest pobliska ruchliwa droga i natężenie hałasu, są trudności we współpracy z lokalną społecznością, bo okoliczne osiedla są często jedynie sypialnią dla mieszkańców stolicy, urok tego miejsca jest absolutnie naturalny i nieodparty…

Jeśli pomyśleliście o Wilanowie to nie jest to zła myśl, ale akurat powyższy opis dotyczy pałacu Queluz pod Lizboną. Tam byłem w środę, by się zaprzyjaźnić, porozmawiać, zawiązać choć niewielką nitkę pod przyszłą współpracę. Czuję ogromną sympatię do tego pałacu, jest to tak wspaniałe, tak niesłychanie romantyczne i fascynujące miejsce, z pomarańczami i kanałem wyłożonym azulejos w ogrodach.

W Mafrze okazało się, że pomysł z ankietami w lokalnej kawiarni okazał się zupełnie udany, po niecałych dwóch dniach zebrałem 30 sztuk. Jest materiał do wyciągania wniosków. Po powrocie do Polski opracuję te dane, które uda mi się zebrać, myślę, że to również dla Mafry będzie interesujące studium przypadku pt. ‘jak nas widzą inni’. Z ciekawostek znalazłem ankietę, gdzie na pytanie „wiem, co mogę zobaczyć we wnętrzach pałacu w Mafrze” osoba dała najwyższą notę (zdecydowanie TAK), zaś na pytanie „ile razy byłeś(aś) do tej pory w pałacu w Mafrze” zaznaczyła, że „nigdy”. Takie kwiatki są zawsze, może to skutek wirtualnej wizyty w Internecie, a może przekonania „wszystkie te pałace są takie same”. Pewnie takich rzeczy będzie więcej. W każdym razie już sam fakt, że ludzie odpowiadają na te ankiety świadczy o tym, że jednak – w jakimś stopniu – lokalna społeczność Mafry istnieje.

Jedną z ważniejszych rzeczy dotyczącą tego stażu jest także poszerzenie mojej znajomości historii i kultury Portugalii. Znam królów Portugalii od XVII do XX wieku. Zwiedziłem Mafrę, Sintrę, Queluz, Lizbonę, Evorę i Tomar. Jadłem dorsza, pataniscas (dorsz w panierce, bardzo charakterystyczne danie), pieczone kasztany, mięso z dzika i grillowanego łososia oraz kilkanaście rodzajów ciast i ciasteczek, piłem porto, ginję i madeirę, znam podstawowe rodzaje kawy i objętości piwa od 0,1 do 0,5 litra, umiem zamówić sobie śniadanie w kawiarni po portugalsku, umiem też powiedzieć „Jestem stażystą z Polski w pałacu w Mafrze, nie mówię po portugalsku, ale rozumiem niektóre zwroty”. To naprawdę był udany wyjazd i mam nadzieję, że to tylko początek pięknej przyjaźni. Zdecydowanie utwierdziłem się w przekonaniu, że Portugalia to wspaniały kraj. To był przedostatni wpis. Podsumowanie merytoryczne napiszę po wszystkich dyskusjach.

Batman z Mafry

Trzeci tydzien stazu i poczatek czwartego byly poswiecone bardzo konkretnej pracy i konkretnym obowiazkom, zarowno takim, ktore wynalazlem sam dla siebie, jak i takim, ktore wynikaly z biezacych prac. Dla tutejszych wolontariuszy przygotowalem ankiete (przetlumaczona przez Sonie z Dzialu Edukacji z angielskiego na portugalski), poniewaz nie ze wszystkimi moglbym prozmawiac, poza tym zawsze to beda twarde dane mozliwe do porownania. Po trzech dniach mam juz 9 ankiet wypelnionych i pierwsze wnioski z tego wynikajace, licze na kolejne zanim wyjade. Do badania opinii lokalnej na temat palacu w Mafrze wykorzystalem lokalna kawiarnie-bar-piekarnie, gdzie jak wynika z moich obserwacji i rozmow przychodzi w miare przekrojowo duza czesc spoleczenstwa tego miasteczka. Poprosilem obsluge tegoz miejsca, by poza godzinami szczytu dawali klientom niewielkie ankiety z doslownie kilkoma pytaniami, ktore mozna wypelnic w ciagu minuty podczas picia kawy. Akcja trwa, ciekawy jestem, czy sie powiedzie i ile ankiet dostane z powrotem. I co ludzie napisza. Szkoda, ze takiego miejsca nie ma w Wilanowie, gdzie tak duzo ludzi wpadaloby codziennie lub prawie codziennie. A moze sie myle?

Ponadto w zeszlym tygodniu pracowalismy nad strona internetowa Mafry, rozmowy byly dlugie i tworcze, ostatecznie napisalem kilka stron podsumowania naszych wnioskow i moich opinii jak mozna by to zrobic, podrzucajac przyklady innych stron, w tym oczywiscie nieco naszej, wilanowskiej. Bardzo ciekawa i udana byla rowniez wymiana pomyslow z Fernanda Santos na muzeum rzezby dla osob niewidomych. Udalo sie zrobic duzy krok w ulozeniu narracji z wybranych rzezb. Na ostatnie dni stazu mysle, ze warto jeszcze bedzie pomyslec chwile nad hitami Mafry, ktore mozna eksponowac na stronie internetowej i ktore moglyby wzmocnic stala ekspozycja.

W piatek zas znalazlem sie znow w Sintrze, tym razem w Palacio da Pena. To bardzo bliski nam pod wzgledem wyzwan i problemow palac, a wspolpraca na pewno nie zakonczy sie na tradycyjnej wymianie publikacji muzealnych, tym bardziej, ze w Palacio da Pena mysla nad ARRE. Poza tym czesc palacu jest XIX-wieczna wersja (rekonstrukcja, dostosowaniem, interpretacja… wszystkim po trochu) wczesniejszego klasztoru… To oczywiscie historycznie daleka analogia, ale sluchajac szczegolowych uwag co chwila przychodzil mi na mysl Wilanow, jako XIX-wieczne muzeum poswiecone palacowi Jana III. Co wybrac – starsza warstwe, czy mlodsza i jak to opowiedziec, by zrozumiala to publicznosc? Jesli oryginalny kruzganek klasztoru wlaczono pozniej w palac i przeszklono arkady, zeby we wnetrzach bylo cieplej to teraz powinno sie zostawic ten kruzganek w wersji pierwotnej, bez szyb, czy w wersji XIX-wiecznej, z szybami? Pytanie z conajmniej kilkoma mozliwymi odpowiedziami. W Palacio da Pena duzy nacisk kladzie sie rowniez na kwestie interpretacji i dostosowania wiedzy o miejscu do mozliwosci, potrzeb i wiedzy odbiorcy. Jakos przeciez trzeba wyjasnic skad te szyby (albo dlaczego ich nie ma). Pozniej odwiedzilem kolejna rezydencja, Quinta da Regaleira… ale zamiast opisu zamieszcze juz tylko zdjecie.

Jakis czas poswiecilem rowniez na zglebianiu tajemnic biblioteki, gdzie 300-letnie a nawet starsze ksiegi sa znakomicie zachowane. Tereza, szefowa Biblioteki w Mafrze, tlumaczy, ze to z powodu trzech czynnikow: nieznacznych i bardzo stopniowych zmian temperatur w ciagu roku, drewnianych szaf wchlaniajacych wilgoc oraz… nietoperzy. Nietoperze mieszkajace bowiem ‘gdzies w palacu’ skutecznie pracuja na stanowisku konserwatorow papieru i tepia wszystkie szkodniki, ktore moglyby zagrozic ksiazkom. Sa to znakomici, niekonfliktowi, wyspecjalizowani i darmowi pracownicy. Czyli jednak idealny pracownik istnieje.

We franciszkańskim habicie

Tak, tak… to prawda, wstąpiłem do zakonu. Co prawda jedynie na dwie godziny w sobotę, ale i tak było to niezapomniane przeżycie. W sobotę z własnej woli przyszedłem do pracy, żeby wziąć udział w programie dla rodzin pt. „Wstąp do zakonu”. Carlos, rekonstruktor zatrudniany przez ów centralny instytut (IMC) na potrzeby państwowych instytucji, poprowadził zajęcia o życiu franciszkanów w XVIII wieku w Mafrze. Było sporo dobrej zabawy i zwiedzanie niedostępnych zazwyczaj pomieszczeń klasztoru. Każdy dostał własny habit i tak przebrani wszyscy – łącznie z Fernandą Santos (szefem działu edukacji), pułkownikiem ze szkoły wojskowej robiącym zdjęcia, dwiema wolontariuszkami i mną – poszliśmy dalej. Wszystko odbyło się dość prostymi środkami, ale Carlos uniósł na swoich barkach ciężar rekonstrukcji. Każdy zresztą już na samym początku dostał jakąś funkcję w zakonie, więc wszyscy zostali wciągnięci w akcję. Klimat był zaiste nieziemski…

Ponieważ ostatecznie wszyscy wystąpiliśmy z zakonu, w niedzielę udałem się po cywilnemu do Lizbony. W Muzeum Azulejos, zgłębiając tajniki tej jakże portugalskiej dekoracji, natrafiłem na bardzo ciekawy projekt, finansowany z Unii, dotyczący informacji dla osób niewidomych. Wybrane obiekty były opisane alfabetem Braille’a, co więcej ogólny wygląd obiektu oddawała miniatura na tablicy, gdzie przy pomocy różnych materiałów, wzorów i faktur odwzorowywano oryginalne dzieło. Przy wielkiej panoramie Lizbony sprzed trzęsienia ziemi np. niebo było gładkie, rzeka była w niewielkie fale, pola i ziemie miały wzór w kratkę, domy zaś w pionowe pasy. Jak to dokładnie wyglądało można zobaczyć na fotografii, w każdym razie było to również dość ciekawe dla dzieci. Jedna z osób odpowiedzialnych za ten system będzie również pracować w Mafrze przy organizacji muzeum rzeźby dla osób niewidomych.

W poniedziałek zaś czas spędziłem głównie na konstruowaniu mojej propozycji układu strony internetowej Mafry, po rozrysowaniu wszystkiego umówiliśmy się na wtorek na konsultacje. Doświadczenie wilanowskie było oczywiście nieocenione… poza tym ich strona jako że będzie skromniejsza jest oczywiście prostsza do zaplanowania. W zeszłym tygodniu zapoznawałem się także z ich ankietami dotyczącymi przyjęć gości, niektóre – te dotyczące działu edukacyjnego – są przygotowane przez Mafrę, te dotyczące ogólnego przyjęcia gości przez IMC. Szkoda, że nie mają osobnej ankiety badającej to, co mnie akurat najbardziej by interesowało – wolontariat. Ale np. wolontariat będzie osobną zakładką na ich stronie głównej, to już wymownie świadczy o znaczeniu, jakie przypisują wolontariuszom. Z niektórymi miałem okazję porozmawiać i jakkolwiek początki ich pracy były często dość przypadkowe (zabrakło w Mafrze ludzi do jakiegoś projektu), to teraz wolontariusze stanowią silną, związaną z miejscem i bardzo ważną i w znacznej mierze sprofesjonalizowaną (!) grupę. W końcu drobne prace konserwatorskie, odgrywanie ról teatralnych, czy czyszczenie zabytkowych ksiąg w bibliotece to zajęcia wymagające i wiedzy i umiejętności. Zapoznałem się także z ofertą sklepu i souvenirów, ale i tutaj wiele do powiedzenia ma IMC. Ciekawe jest, że w znacznej mierze w Portugalii współpracuje się z designerami i projektantami np. biżuterii, którzy tworzą rzeczy inspirowane miejscem. Miałem okazję uczestniczyć w ocenianiu nadesłanych propozycji. Innym ciekawym pomysłem jest seria gadżetów do kolekcjonowania w różnych państwowych muzeach, np. te same (lub podobne) zabawki dla dzieci mają podobny motyw, np. narysowanego króla związanego z danym miejscem. To tak jakby np. zrobić ołówek z Janem III Sobieskim z Wilanowa, Stanisławem Augustem z Łazienek i Zygmuntem III Wazą z Zamku Królewskiego. I wszystkie produkty serii sprzedawać we wszystkich tych miejscach. Tu jest to spowodowane centralnym zarządzaniem przez IMC, ale nie umniejsza to dobrej współpracy między muzeami.

W ‘międzyczasie’ prowadzimy sobie naukowe dyskusje o tutejszej rzeźbie i szkole rzeźbiarskiej. Mafra jest jak włoska enklawa pod tym względem. W bazylice jest wspaniała kolekcja marmurowych rzeźb odkutych przez najlepszych włoskich mistrzów działających ok. 1730 roku, a potem istniała tu słynna szkoła rzeźby prowadzona przez Alessandro Giustiego. Mam szczególną słabość do tej sztuki, wyrafinowanej i bardzo eleganckiej. To zagadnienie jest tu wciąż tematem dyskusji i jako że najważniejsza publikacja jest tłumaczona na angielski mogę i w tym brać udział. Był to również jakiś powód dla którego wybrałem właśnie Mafrę…

Z tej okazji i anegdota na koniec będzie o sztuce. Podczas prezentacji Wilanowa mówiłem nieco o naszej kolekcji sztuki orientalnej i jako przykład pokazałem naszą ulubioną chińską kulę. Następnego dnia Maria Tereza z Działu Edukacyjnego przynosi mi coś, co wygląda jak 2 razy mniejsza wersja naszej kuli (i ma w środku może z 8-10 warstw, choć oczywiście nie sposób policzyć). Mówi mi, że po prostu ma taką w domu i jest to ich ‘rodzinna’ pamiątka. To wspaniały kraj, gdzie ludzie mają chińskie kule w domach, prawda?

Czytając ten wpis możesz wygrać cenną nagrodę!

Aby nawiazac kontakt z czytelnikami bloga, postanowilem zadac Wam, Drodzy Czytelnicy, zagadke. Jest to zagadka na serio, na zwyciezce czeka nagroda – niespodzianka z Portugalii. Pierwsze zdjecie przedstawia palac w Sintrze. Pytanie brzmi – do jakiego słynnego obrazu (przynajmniej zdaniem autora tego wpisu) nawiazuje to zdjecie. Odpowiedzi proszę pisac w komentarzach, pierwsza poprawna = NAGRODA! Podpowiedź: nie mam na mysli „Damy z gronostajem” Leonarda.

Sobote spędziłem w miescie Evora, w regionie Alentejo, to ok. 150 kilometrow od Mafry, ale ja lubie się przemieszczac. Miasto jest wpisane na liste UNESCO. Wspaniala katedra, swiatynia z czasow późnorzymskich, piekny uniwersytet, i takie atrakcje jak Kaplica Kości, gdzie sciany sa wylozone ludzkimi koscmi, a dla spotęgowania wrazenia dwa zasuszone trupy wisza u sufitu… Napis przed wejściem glosi „Nasze kosci, które tu spoczywaja, czekaja na Wasze”. O, takie franciszkańskie poczucie humoru. W muzeum miejskim o wyraznie duzych ambicjach swietna wystawa malarstwa portugalskiego XV/XVI wieku, baaardzo zaleznego od wpływów flamandzkich. Poza tym na ekspozycji stalej czasowa wystawa sztuki współczesnej i takie rzeczy jak „w tym miesiącu prezentujemy Wam…” – i tu jakies kuriozum ze zbiorow. Naprawde, niezle.

W poniedziałek byłem w Mafrze jedna z nielicznych osob… Jak wiecie, bardzo malo osob tu pracuje i co chwile jezdza do Lizbony cos ustalac. W Lizbonie znajduja się bowiem „szefowie wszystkich szefow”, czyli te centralne instytuty. Ta centralizacja ma swoje minusy, np. niewazne, ile zarobisz na biletach i tak wrzucasz wszystko do wspolnej kasy, konserwacje robisz, jak w Lizbonie dadza Ci zgode, ludzi i pieniadze, ale tez i plusy – wspolpraca miedzy muzeami państwowymi układa się naprawde dobrze; wyobrazcie sobie, ze nie placi się tu za zdjęcia z innego muzeum i promuje w sklepach produkty i wydawnictwa innych państwowych instytucji.

We wtorek przedpoludnie spędziłem w Sintrze (patrz: zagadka), gdzie w Palacu Narodowym zostalem bardzo milo przyjety przez szefa tamtejszych technikow-konserwatorow, którego poznałem w Mafrze (gdzie przyjechal jako ekspert od konserwacji). Palac – wspanialy, cala Sintra w ogole, wpisana na liste UNESCO jako „krajobraz kulturowy”, jest miejscem jak z bajki, unosi się tu duch romantyzmu z XIX wieku, był tu sam Lord Byron, no i z okien pałaców widac już ocean… Palac w Sintrze niezwykle interesujacy, ma tez naprawde niezla strone internetowa, maja tu zreszta talent do autoreklamy (jesteśmy jedynym oryginalnym sredniowiecznym palacem krolewskim w Portugalii; tylko tu nasze regionalne ciasteczka; halo, halo ta restauracja tak się nazywa, bo tu był Byron itp.). To rodzaj miejsca, gdzie jest wszystko co turyści lubia, a jednoczesnie nie ma straszliwego kiczu i nieznośnego wrazenia turystycznej fabryki sformatowanej pod jakis usredniony gust zwiedzajacych.

Wracjac z Sintry do Mafry mija się kamieniołom, z którego wielkie bloki marmuru transportowano do Mafry na budowe rezydencji. Taki transport opisuje Jose Saramago w książce „Baltazar i Blimunda”, lekturze szkolnej w Portugalii. To najwazniejszy temat przedstawien i lekcji muzealnych w Mafrze, rodzaj ‘przeklenstwa’ bo wszyscy prawie chca tylko isc na lekcje o książce Saramago. Tak naprawde jednak, zeby zrozumiec czym jest Mafra, nalezaloby przetaszczyc przez te wszystkie wzgorza jakis blok marmuru na plecach. Ale to chyba nie jest w programie dla szkol w Portugalii.

Po poludniu we wtorek zas dosc dlugo rozmawiałem z Gabriela (jednym z kilku pracownikow merytorycznych) o stronie internetowej Mafry. Chwalilem się bezczelnie tym, co my mamy i zdecydowanie to robi wrazenie. Ich strona nie będzie tak bogata, ale pomysl maja niezły. Postaram się przekonac ich do kilku naszych pomysłów, glownie do tego, ze strona powinna być dynamiczna. Środa to (wreszcie!) czas mojej prezentacji na temat Wilanowa dla pracownikow merytorycznych Mafry, których jest lacznie… 8!, ale nie jest latwo zeby wszyscy byli w tym samym czasie w Mafrze. Było wiec bardzo kameralnie. Wywiazala się dluga dyskusja (Portugalczycy w ogole lubia rozmawiac)… Wlasciwie mam już pomysły na to, jak możemy pracowac dalej. Widze to w dosc pozytywnych kolorach. Po podzieleniu się moimi pomyslami z zaloga Mafry napisze podsumowanie polowy stazu pod koniec tygodnia.

Na koniec, oczywiście, anegdotka z Portugalii. Czekam w Sintrze na autobus do Mafry, a one tu się troche spóźniają, bo wszyscy się znaja i kierowca czeka na przystanku np. na pana Jose czy pania Marie, bo oni na pewno przyjda, wiec czekam i ja i patrze wokolo. Po przeciwnej stronie sluzba miejska wycina suche galezie z drzew. W pewnym momencie zaczynaja grodzic ‘mój’ przystanek i okolice, faktycznie, tu tez rosna te drzewa z suchymi galeziami. Pod tymi galeziami zas sa ludzie, przystanek i kilka zaparkowanych samochodow, ale ich to nie zraza, w koncu to najwyraźniej nie ich samochody. A te galezie jak je tna po przeciwnej stronie ulicy to one po prostu leca na ziemie… Podejrzewam, ze kilka moglo spasc na te zaparkowane samochody, ale po pierwsze oni tu maja samochody pelne rys i zagniecen i chyba się tym nie przejmuja, poki da się jeździć, a po drugie pan Jose i pani Maria przyszli i pojechałem, nie znając konca tej historii.

Ale takie wyluzowane podejście jest mi bliskie, choc może nie zawsze az w takim stopniu.

Generał z Angoli

Zanim podsumuje pierwszy tydzien stazu (prawie, bo pisze czwartek wieczor) mala anegdotka:
Mieszkam – jak może pamietacie – w szkole wojskowej, która miesci się w jednym ze skrzydel pierwotnego klasztoru. Dzisiaj przyjechala tu grupa zołnierzy z Angoli (była to portugalska kolonia). Zwiedzali palac. W pewnym momencie szef tutejszej szkoly wojskowej (pułkownik) mowi do mnie po angielsku, ze mogę porozmawiac z generalem z Angoli w moim ojczystym jezyku. General z Angoli prostuje mówiąc po portugalsku do pulkownika, ze nie umie po polsku tylko po rosyjsku, pułkownik pyta mnie po angielsku czy znam rosyjski i czy rosyjski jest podobny do polskiego, ja odpowiadam mu (po angielsku) ze znam troche rosyjski. General z Angoli pyta mnie po rosyjsku czy znam rosyjski. Kiedy mowie mu po rosyjsku ze troche znam rosyjski wymieniamy kilka uprzejmych i ogolnych zdan po rosyjsku. Mysle ze w najgorszym razie dzieki temu stazowi rozwinie się moja znajomość jezykow obcych, bo dzis wracając do mojego pokoju rozmawiałem z innym pułkownikiem / majorem / porucznikiem – wybaczcie, nie rozróżniam – w moim kulawym hiszpańskim i on mi mowil (po hiszpansku) ze troche rozumie polski bo był na misji w Bosni. Jestem naprawde w niezwykłym miejscu.

A teraz podsumowanie tygodnia stazu od razu z wnioskami, co oni mogą dac nam, a my im. Oni nam: wolontariat. Maja fantastycznych wolontariuszy, glownie biora ich z uniwersytetow trzeciego wieku. Maja m.in. pania, która rekonstruuje fragmenty zabytkowych mebli i rzezb drewnianych oraz naprawia tkaniny oraz grupe pan-emerytek, która na potrzeby edukacyjne odgrywa role… pokojowek i służących (przebrana w czepki, z miotelkami itp.), sa także panowie udajacy franciszkanow. Powtarzam – to wolontariat, jedyne co dostaja to wstep darmo do państwowych muzeow i możliwość uczestnictwa we wszystkich spektaklach i koncertach jakie organizuje Palac w Mafrze. Bez nich byloby tu w dobie kryzysu ciezko. Druga rzecz: poczucie wspólnoty i znajomość pojec (w praktyce) ‘dobro wspolne’, ‘wspolpraca’, ‘lokalna spolecznosc’. Na tym to się tu opiera. Podczas mistrzostw swiata w pilce noznej w Niemczech oficjalna pilka nazywala się teamgeist (duch druzyny). Oni w Mafrze graja tylko taka pilka. Konkretnie: pracownicy sa maksymalnie zintegrowani, wspolpraca z miastem idzie bardzo dobrze, szkola wojskowa, która jest w czesci klasztoru dba o zabytki, jakie ma w swoim ‘wladaniu’. Wszyscy w Mafrze wiedza, ze ten palac jest ich największym dobrem.

Teraz ‘oni od nas’: Internet. Maja fajne zajecia edukacyjne, ale nie ma ich nigdzie w Internecie, nie maja tez audioguide’a i w ogole systemu zajecia się indywidualnym turysta. Nauczyciele zanim przyjda na lekcje maja ‘obowiazek’ wprowadzic dzieci w temat – ale jako ze Mafra nie ma wlasnej strony musza szukac gdzie indziej. Poza tym maja mase ciekawych historii związanych z palacem, które tu graja podczas oprowadzania i lekcji, ale jakby je wrzucic w Internet to pewnie by zagraly jeszcze lepiej. Prace nad ich strona w Internecie wlasnie trwaja, ale maja oni nieco inna filozofie niz my, tzn. ze lepiej nie umieszczac wszystkiego w Internecie, bo moze to zmniejszyc atrakcyjnosc samej wizyty na miejscu. W kazdym razie tutaj akurat nasze wilanowskie doswiadczenie moze byc pomocne. W Mafrze tez wlasnie rozpoczal sie projekt muzeum dla osob niewidomych, bo maja duzo kopii od średniowiecznych rzezb z Chartres, po hity z Portugalii i Fontanne Niewiniatek z Paryza. Będę uczestniczyl w obmyslaniu koncepcji i narracji tego muzeum, jak mowila mi Fernanda Santos, odpowiedzialna w Mafrze za edukcje, najwazniejsza jest historia do opowiedzenia, i tu sie w pelni zgadzamy. Inna sprawa to Mafrze brak ‘zielonej nogi’, tzn. wlasnie nie brak, ale nie bardzo jest ona zagospodarowana, bo tez i nie jest to takie proste. Maja tu niewielki ogrod klasztorny przy palacu, obecnie nalezacy do miasta (tez paradoks) oraz wokol palacu rozciaga sie ogromny park, dawne tereny lowieckie (nalezy do do panstwa, nie do palacu), zatem wszystko funkcjonuje – przynajmniej takie mam wrazenie – jako osobne byty. Gosc palacu nie zostaje o tym poinformowany, nie ma tez jakis odnosnikow do tych zielonych skarbow. A szkoda, bo to integralna czesc rezydencji w Mafrze. Kultura i natura przeciez.

PS. General z Angoli znal rosyjski bo Angola była kiedys komunistycznym krajem i ‘towarzysze’ z ZSRR chcieli się z nia zaprzyjaznic, bo w Angoli sa diamenty. Tak w skrocie.
PS2. Dyrektor i szefowa biblioteki sa za Sportingiem Lizbona, zas Dzial Edukacji za Benfika. Zastanowiam się czy powiedziec, ze wole Benfike…

Duch miejsca

Zaczne może od nakreslenia sytuacji. Jest godzina 20 tutejszego czasu, siedze w moim pokoju w klasztorze – szkole wojskowej, jest zimno, widze obloczki pary wydobywające sie z moich ust jak oddycham, za oknem slysze deszcz i wlasnie wylaczyli prad… nie mam wiec ani swiatla ani nie dziala moj piecyk którym dogrzewam moje dormitorium.

OK, spoko, mysle ze bede mial po prostu co opowiadac przyszłym pokoleniom. Mysle tez ze jezeli nie wlacza swiatla za pol godziny to pojde gdzies (?) i spytam kogos (?) czy mam sie szykowac na zamarzniecie czy jeszcze nie. W kategorii „poznanie ducha miejsca” chyba osiągnałem wlasnie maksimum punktow.

Dzisiaj byłem na dachach klasztoru, by poznac ogrom calego zalozenia. Poznalem. Porazajace. Czlowiek jest tu nic nie znaczaca drobinka. Podejrzewam tez ze do konca stazu nie ogarne tego miejsca. Pierwszy powazny wniosek merytoryczny jest taki, ze tu, w Mafrze wiekszosc rzeczy wyglada zupełnie inaczej niz w Wilanowie. Ta ogromna instytucja zatrudnia na stale 28 osob (slownie: dwadziescia osiem). Wilanow, który jest jakies 15 razy mniejszy zatrudnia osob około 140. Na razie oni sie dziwia i ja sie dziwie. Po kolejne: Mafra nie ma wlasnej strony internetowej (sa tylko „podstrony” na stronie miasta i tego centralnego Instytutu Muzeow i Konserwacji), po trzecie nie ma audioguide’a – jedyna forma „oprowadzania” turysty indywidualnego to tabliczki rozmieszczone w salach. Po czwarte – jako ze personelu jest niewiele sa oni bardzo wszechstronni i jednoczesnie stanowia jakby ‘jedna wielka rodzine’. Własciwie wszyscy dobrze sie znaja i sie lubia – albo tak dobrze ‘udaja’ przede mna. W nastepnych dniach dowiem sie jak oni w takim razie działają – bo robia i zajecia edukacyjne, i przedstawienia teatralne i prowadza konserwacje dzwonow w bazylice, szykuja sie takze do otwarcia muzeum sztuki sakralnej i do zmiany otoczenia palacu, bo tuz przed fasada jest gigantyczny parking uzywany przez pracownikow, turystow, mieszkańców Mafry oraz mase ludzi dojeżdżających do pracy do Lizbony którzy zostawiaja pod palacem swój samochod i przesiadaja sie na autobus. Po prostu park & ride.

OK, wciaz nie ma swiatla. Ide wiec na spacer z latarka zanim temperatura mojego ciala spadnie do 34 stopniJ. W tym miejscu chciałbym podziekowac komus, kto zdecydowal o przydzieleniu mi słuzbowej komorki – bez niej i bez latarki, która jest jej wazna czescia prawdopodobnie to wszystko wygladałoby o wiele gorzej. Naprawde, jestem wdzieczny.

Poniewaz kiedy juz naciskałem klamke w drzwiach zeby wyjsc swiatło powrociło (co nie umniejsza moich powyzszych podziekowan) to z tej okazji napisze jedna niesamowita rzecz. Dzis moje serce historyka sztuki rozpromienilo sie na widok zbiorow modeli rzezb barokowych (tak, zdaje sobie sprawe, ze nie-historycy sztuki nie bardzo rozumieja o co chodzi). W Mafrze działała w XVIII wieku fantastyczna szkola rzezby prowadzona przez Alessandro Giustiego, Włocha. Zachowaly się terakotowe modele rzezb z bazyliki, niektorzy swieci nawet podwojnie. Jak wyjasnial mi dyrektor, Mario Pereira – człowiek nieslychanie ujmujący – było to tak, ze dwie wersje jakiegos świętego przedstawiano do akceptacji krolowi Janowi V i on decydowal „wole tego swietego Sebastiana”. Krol rozstrzygal tez o atrybutach poszczególnych swietych. Co wiecej w Mafrze jest sporo gipsowych modeli dla reliefowych ołtarzy w bazylice i na jednym z nich widac ze Ostatnia Wieczerza dzieje sie wlasnie w bazylice w Mafrze. Dyrektor w pewnym momencie odsuwa zaslone i mowi: „O, a tu mamy zachowany stolek z XVIII wieku, dokladnie taki sam, na którym siedzi jeden z Apostolow.” Faktycznie, model stolka na XVIII-wiecznej plaskorzezbie pochodzi ze stolka w Mafrze, który jest tam do dzisiaj. Tu zachowalo sie wszystko nietkniete, jakby po prostu ci wszyscy ludzie z XVIII wieku wyszli na przerwe na lunch tuz obok zostawiajac swoje narzedzia i mieli zaraz wrocic. Sa nawet drewniane rzezby, których uzyto podczas konsekracji bazyliki, bo nie zdazono zrobic marmurowych (ale dobrze udaja marmur z daleka). Po prostu krol zażyczył sobie, by konsekracja była w jego urodziny, a nie wiadomo było czy do kolejnego zbiegu dat pt. ‘urodziny krola wypadaja w niedziele’ Jan V dozyje, wiec trzeba było szybko otwierac i zamiast marmurow powstawiano tu i owdzie drewno. I to drewno do dzis się zachowalo. W tym momencie ogarnela mnie zazdrosc.