To już jest koniec, nie ma już nic, wszystko skończone, musimy już iść….

photo 8

Prezentacja

A więc, jak w tytule. Zaczynamy od małego stresu, trzeba dopieścić prezentację, przygotować się na kanonadę pytań.  Wiadomość o liczbie zaproszonych gości, około pięciuset osób, pogłębia nasz stres, ale działa też mobilizująco. Na całe szczęście część osób nie potwierdza swojego przybycia, uff… przyjdzie tylko czterysta … Robię notatki tak, żeby nic nie zapomnieć, układam  w głowie kolejność slajdów, sprawdzam czy wszystko działa jak należy. Godzina 9:00, sądny dzień. Zbierają się słuchacze, swoje wystąpienie zaczynamy po prezentacji Mileny. Zaczęło się, moja kolej. Rozpoczynam od krótkiej historii o Wilanowie, przedstawiam kolejnych właścicieli, potem zdjęcie lotnicze naszego pałacu. (…)tu jest Oranżeria, a tu możecie Państwo zobaczyć budynek Figarnii mieszczący dzisiaj część pracowni  konserwatorskich (…) Wydaje mi się, że idzie mi gładko, angielski nie stanowi problemu. Przedstawiam pracownie konserwatorskie, opowiadam po kolei czym każda z nich się zajmuje, kto w nich pracuje. I kolejny punkt prezentacji: „Cele stażu”. Zaczynam od pokazania slajdu z fragmentem uszkodzonej markieterii, przyniesionego do wilanowskiej pracowni z magazynu zbiorów. Nagle, pustka w głowie, jak po angielsku jest magazyn? Przecież używałem tego słowa tysiące razy. Patrzę w stronę Diany i Mileny szukając pomocy, ale nie pamiętam nawet tej nazwy po polsku. Zaczynam kluczyć po meandrach języka angielskiego. Siedząca nieopodal Soizick z działu HR podpowiada, „storage”, tak!!! Sytuacja uratowana, wszystko wraca, zmierzam do szczęśliwego końca, patrzę na stoper dziewiętnaście minut trzydzieści sekund, patrzę na salę, nie śpią. Teraz kolej na Dianę. Po prezentacji wszyscy nam gratulują, a wszelkich serdeczności nie ma końca. Ciśnienie spadło. Następnego dnia mamy rozmowę z Panią Catherine Pégard prezydent Wersalu, trzeba się przygotować. Od kolegów z atelier otrzymuję wyprawkę z materiałami i chemikaliami. Jak ja to wszystko przewiozę?  Potem mam zaproszenie na kolację do mojego tutora, a następnego dnia odlot do Polski. Kiedy napiszę bloga???

Paryż żegna nas piękną słoneczną pogodą jakiej nie mieliśmy przez cały okres naszego stażu. Tym samym większy żal, że to już koniec, że czas naszego powrotu nadszedł. Jest tak gorąco, że trzeba zdjąć kurtki i swetry. Wreszcie nadchodzi lato!! Tu muszę nadmienić, że pogoda podczas całego naszego pobytu nie rozpieszczała nas. Francja pokazała nam swoją kapryśną aurę. Pewnego poranka w Wersalu było tylko 2 stopnie C.

Znając kaprysy francuskich kolei, przezornie podróż rozpoczynamy dosyć wcześnie. Docieramy na lotnisko bez większych problemów, odprawa i… start, jesteśmy w powietrzu. DSC03209 Po ponad dwugodzinnym locie, Polska wita nas burzą w powietrzu i potężnymi turbulencjami. Tuż przed naszym lądowaniem niebo się rozstępuje i widzimy Warszawę. Bezpiecznie lądujemy o 21:35.

Pracownia.

Zastanawiając się nad tym o czym dzisiaj napisać, stwierdziłem, że do tej pory nie pokazałem całej pracowni i nie przedstawiłem dokładnie jej pracowników. W atelier pracuje czterech ebenistów oraz dwóch pozłotników.

Ekipa ebenistów w komplecie i ja na doczepkę

Ekipa ebenistów w komplecie i ja na doczepkę

DSC03115

Prasa

DSC03119

Kopiarka

DSC03113

Zestaw zabytkowych ścisków

DSC03114

Rzut okiem na maszynownię

Pozłotniczka Celine, nazywana przez wszystkich „mama gilder” przywodzi mi na myśl naszą Bożenkę, na którą wszyscy mówimy „cioteczka”. Drugiego pozłotnika poznałem tylko „w przelocie”, ponieważ niestety miał urlop. Najważniejszą częścią mojej ekipy są ebeniści. Jest ich czterech: Silva z pochodzenia Grek, Filippe z pochodzenia Włoch, Erik mój tutor z pochodzenia Włoch oraz Benjamin prawdziwy Francuz. Ciekawą rzeczą są specjalizacje, np. Benjamin jest specjalistą od krzeseł i w zasadzie tylko nimi się zajmuje, jego wiedza na ten temat jest imponująca. Pozostali specjalizują się w markieterii, a Eryk dodatkowo w snycerce. Pracownia jest doskonale wyposażona. Maszyny, które się tu znajdują mogłyby stanowić wyposażenie całkiem sporej stolarni. Mają tu dwie piły taśmowe, jedna mała podobna do naszej wilanowskiej i duża, dwie pilarki – jedna stołowa, druga ścienna do formatowania płyt, czopiarkę, bębnówkę z taśmówką, frezarkę dolno- i górnowrzecionową, ale najważniejsze mają tu prasę termiczno-hydrauliczną oraz kopiarkę! Nie wspomnę już o elektronarzędziach, które dodatkowo wspomagają pracę przy drobnych obiektach. DSC03116 Zauważyłem również niewielkie różnice w budowie strugnic stolarskich. Te francuskie mają dodatkowe drewniane imadło oraz kilka dodatkowych otworów do mocowania ścisków.

Strugnica z dodatkowym ściskiem

Strugnica z dodatkowym ściskiem

Kilka słów o konserwacji. Prace przy obiekcie nie zostały zakończone, ponieważ jest to niemożliwe w tak krótkim czasie. Ale zakończyliśmy konserwację jednego z fragmentów markieterii znajdującej się na boku zegara. Oczywiście zauważyłem pewne różnice w stosowaniu metod konserwatorskich, wprawdzie nie są one wielkie, ale dają mi możliwość spojrzenia z dystansu na metody, jakie stosujemy w Polsce. Jak już wspominałem we wcześniejszych wpisach, we Francji jest większa dostępność i różnorodność materiałów stosowanych do konserwacji. Chciałbym nawiązać kontakt ze sklepami we Francji, które zajmują się sprzedażą takich odczynników.

Jeden z boków zegara po konserwacji

Jeden z boków zegara po konserwacji

Jeden z boków zegara przed konserwacją

Jeden z boków zegara przed konserwacją

Konserwacja i opera.

Prace konserwatorskie przy zegarze nabierają tempa i widać już pierwsze efekty.

Klejenie markieterii

Klejenie markieterii

DSC02575

Odspojony fragment makieterii

Udało nam się dokleić spore fragmenty markieterii. Techniki klejenia nie różnią się od tych, które my stosujemy w Wilanowie, ale są jednak drobne, choć istotne różnice. Najważniejszą różnicą jaka od razu rzuca się w oczy są materiały konserwatorskie, których wybór jest olbrzymi. Niestety w naszym kraju czasem cierpimy z powodu braków w tym zakresie. Tu samego szelaku jest kilkadziesiąt rodzajów, nie mówiąc już o dodatkach do niego. Chyba najważniejszą różnicą jest rodzaj stosowanego kleju. Tutejsi ebeniści używają tylko kleju rybnego, który odpowiednio przygotowany ma dość długi czas otwarty, upraszczając w ten sposób klejenie. My stosujemy stare receptury z klejeniem na gorąco, co jest dość pracochłonne i wymaga pośpiechu, gdyż czas otwarty dla kleju wynosi około 2 minut. Duży nacisk jest tu kładziony na odpowiednie przygotowanie elementów wspomagających pracę,

Jedno z okuć, po wstępnej próbie oczyszczania

Jedno z okuć, po próbie oczyszczania

specjalne kształtki czy bardzo elastyczna sklejka, które doskonale układają się do kształtu obiektu znacznie ułatwiają to zadanie i przyspieszają pracę. Niestety nigdy w Polsce nie spotkałem się z takimi materiałami.
Chciałbym również wspomnieć o bardzo miłym zaproszeniu do opery wersalskiej jakie dostaliśmy od Pani Catherine Pégard prezydenata Wersalu. Koncert nosił tytuł Latający Holender autorstwa Richarda Wagnera, orkiestra Louvre

Podczas pracy

Podczas pracy

Grenoble z chórem estońskiej filharmonii pod dyrekcją Marca Minkowskiego. Po obejżeniu i wysłuchaniu ciekawego koncertu zostaliśmy odwiezieni do domu podstawionym samochodem. Ten miły wieczór na długo zapadnie w naszej pamięci

muzea…muzea…muzea…!!!

DSC02101

Muzeum Nissim de Camondo

Chcąc wykorzystać dni wolne od pracy rzucamy się w wir zwiedzania. Tu należy dodać, że naprawdę jest co zwiedzać. Pomijam samo miasto Paryż, które jak każdy wie ma swój niepowtarzalny urok, ale na każdym kroku widać drogowskazy pokazujące drogę do kolejnych muzeów. Znajdujemy się w doskonałej sytuacji, ponieważ jako pracownicy Wersalu mamy darmowy wstęp do większości z nich. Niektóre należą do osób prywatnych i tam trzeba uiścić opłatę, ale nie przejmujemy się tym i zwiedzamy oglądając dzieła znane nam ze szkoły, książek i opowieści. Początek naszego zwiedzania przypada na Muzeum Nissim de Camondo. Jest ono bardzo interesujące. Trzeba tu zaznaczyć, że muzeum jest prywatne i zwiedza się tylko dwa pietra i suterenę, pozostała część to prywatne apartamenty właścicieli. Ogromne wrażenie robią zgromadzone tu zabytki, znajdują się tu meble zaprojektowane i stworzone chyba przez wszystkich największych ebenistów jakich znał świat. Uczeń samego André Carlesa Boullea, Jean – François Oeben to twórca najsłynniejszego chyba na świecie biurka Ludwika XV czy jego współpracownik Jean Henri Riesner. Pomieszczenia sprawiają wrażenie pozostawionych jakby na chwilę przez dawnych użytkowników, wydaje się jakby się „przyszło w gości” do znajomych. Zastawa stołowa w kredensach stoi przygotowana do natychmiastowego  użycia.

zastawa stołowa

Zastawa stołowa w całej okazałości.

DSC02124

DSC02299

Pod piramidą Luwru.

Kolejny etap naszego zwiedzania to największe muzeum na świecie, którego jedna tylko elewacja ma kilometr długości, a nasz francuski znajomy twierdzi, że aby zwiedzić cale muzeum poświęcał jeden cały dzień w tygodniu i zajęło mu to aż pięć lat. Luwr, bo to o nim mowa, przytłacza swoim rozmiarem. Zwiedzanie rozpoczynamy od historii tego miejsca, naprawdę ilość dat, nazwisk i konotacji zaczyna przyprawiać o zawrót głowy. Trzeba tu jeszcze wrócić, tak naprawdę nie widzieliśmy nic…

Ale o tym po kolejnym weekendzie. Na koniec zahaczyliśmy o muzeum Cluny.

Uwięzieni w pałacu

Prace konserwatorskie przy zegarze trwają.

Demontaż złoconych brązów.

Demontaż złoconych brązów.

Zostały już przeprowadzone pierwsze próby oczyszczania brązów, efekt jest zadowalający, ale wstrzymujemy się jeszcze przed całkowitym oczyszczeniem metali, gdyż najpierw musimy uzyskać odpowiednią kolorystykę markieterii. Stosowane metody oczyszczania są całkowicie naturalne, czasem tylko używa się środków chemicznych dla uzyskania lepszego efektu. Tymczasem otrzymujemy telefon o konieczności zabezpieczenia jednego z mebli w pałacu przed niekontrolowanym otwieraniem szuflad przez zwiedzających.DSC02017

 Po dyskusji i różnych pomysłach niekiedy dość kontrowersyjnych, pojawia się idea, że najprościej będzie wykonać niewielkie blaszki blokujące, które zostaną przykręcone wkrętami utrzymującymi złocone brązy wokół blatu. 

Dwie z czterech blaszek blokujących.

Dwie z czterech blaszek blokujących.

Rozwiązanie to jest mało inwazyje, całkowicie odwracalne, a po wypolerowaniu mosiężnych blaszek z daleka prawie niewidoczne. Mam zaszczyt zająć się tym zadaniem osobiście.  Jak się potem dowiaduję obiekt naszego zainteresowania stanowi osobisty stolik Marii Antoniny, którego blat zdobiony jest skamieniałym drewnem.  Przy okazji w prywatnych apartamentach królowej mogę podziwiać meble stworzone przez takich mistrzów meblarstwa jak Georges Jacob czy Jean Henri Riesener a w bibliotece na jednej z książek odnajduję znajomy symbol. 

symbol po prawej przypomina godło Rzeczpospolitej Obojga narodów.

symbol po prawej przypomina godło Rzeczpospolitej Obojga narodów.

Fotel wykonany przez jednego z największych ebenistów jakich znał świat, Georgesa Jacoba.

Fotel wykonany przez jednego z największych ebenistów jakich znał świat, Georgesa Jacoba.

  Wtrakcie pracy czas płynie szybko i okazuje się, że jest już po godzinie dziewiętnastej. Zadowoleni z wykonanej pracy ruszamy do wyjścia.

Zablokowana szufladka.

Zablokowana szufladka.

Okazuje się, że wszystkie drzwi wyjściowe z pałacu są już zamknięte, przechadzamy się pustymi salami Wersalu  natrafiając na sprzątaczy, którzy śmiejąc się pokazują nam drogę do wyjścia. Zanim docieram do domu dochodzi dwudziesta pierwsza.

DSC02091

Konserwacja…

Witajcie czytelnicy naszego Wilanowsko –Wersalskiego bloga. Chciałbym Wam przedstawić, jakie zadanie konserwatorskie zostało postawione przede mną. Przydzielono mi do konserwacji markietowany, francuski zegar kartelowy. Nie chodzi tu o przeprowadzenie konserwacji, ale bardziej o porównanie metod i technik konserwatorskich, które stosujemy w Wilanowie z metodami stosowanymi we Francji.

Markietowany kartelowy zegar za zbiorów Wersalu.

Markietowany kartelowy zegar za zbiorów Wersalu.

Z całym zespołem ebenistów prowadzimy rozmowy, które są dla mnie niezmiernie interesujące, gdyż otwierają przede mną dość zamknięty świat warsztatowy. Udało mi się zaprezentować naszą Wilanowską pracownię i chyba to przekonało do mnie francuskich kolegów. Jak mi potem powiedzieli nie do końca byli pewni, z kim będą mieli do czynienia, ponieważ często zgłaszają się do nich ludzie, którzy tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia o meblach. Pracownicy „Atelier ébénisterie” są bardzo otwarci i przekazują mi wiedzę, do której sami dochodzili latami. Dostałem od nich plany oryginalnej piły do markieterii, takiej samej jak stosował Charles Andre Boulle. Moje wcześniejsze poszukiwania tych projektów zawsze kończyły się fiaskiem, a dziś mogę nawet pracować na takim samym urządzeniu. Dostaję mnóstwo receptur i próbek klejów, a nawet chemikaliów. Francuscy koledzy zadziwiają swoją wiedzą merytoryczną dotycząca mebli. Myślę, że mogliby zawstydzić niejednego historyka sztuki. Ze swojej strony mogę tylko się pochwalić, że nie mamy się czego wstydzić, nasze dokonania  i techniki konserwatorskie robią dobre wrażenie na tutejszych specjalistach.

Fhilip prezentuje zapas hebanu.

Fhilip prezentuje zapas hebanu.

Fragment zegara, widoczne prewencyjne zabezpieczenie odpadającej markieterii za pomocą przezroczystej taśmy klejącej. Taką samą metodę stosujemy w naszym muzeum.

Fragment zegara, widoczne prewencyjne zabezpieczenie odpadającej markieterii za pomocą przezroczystej taśmy klejącej. Taką samą metodę stosujemy w naszym muzeum.

Bardzo interesują się historią Wilanowa i zbiorami mebli. W chwilach odprężenia wszyscy wybieramy się na wycieczkę do pobliskiego Petit Triano, gdzie oprócz fachowego zwiedzania z Bertrandem Berbe jako przewodnikiem, od moich kolegów z pracowni mogę się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o meblach.

Zwiedzanie Triano. Od lewej: Benjamin, Audrey, Milena, Bertrand, Silva, Ja, Philip.

Zwiedzanie Triano. Od lewej: Benjamin, Audrey, Milena, Bertrand, Silva, Ja, Philip.

Zimno, ciemno, strasznie…

Dni mijają w tak szybkim tempie, a nasz program jest tak napięty, że nagle spostrzegamy, że już piątek. Dzień rozpoczynamy od spotkania organizacyjnego w dziale Mileny. Po czym udajemy się do pobliskiego (10 minut piechotą…) budynku, w którym mieszczą się biura oraz warsztaty „fontanierów”.

Wejście do budynku fontanierów.

Wejście do budynku fontanierów.

To określenie nawet w minimalnym stopniu nie oddaje tego, czym się zajmują ci specjaliści. Spotykamy Gabriela Novello, którego zapewne pamiętacie ze stażu w Wilanowie. Ku naszemu zdziwieniu spotykamy grupę archeologów, których wcześniej poznaliśmy w Merly. Chwilę potem pojawia się Daniella Mainar, poznajemy ich przemiłego szefa, który mrugając okiem do Gabriela mówi po francusku „Pokażcie im wszystko…” (trochę rozumiemy…), potem dowiedzieliśmy się, że pod Parkiem wersalskim jest około 30 km korytarzy. Zaczynamy od zwiedzania biur i poznania kolejnych sympatycznych osób, z których każda próbuje coś powiedzieć po polsku. Po czym udajemy się do warsztatów, w których pracuje ogromny zespół ludzi dbających o funkcjonowanie systemu fontann. Poznajemy warsztaty, na których wytwarza się ręcznie elementy takie jak rury czy sikawki. Jest tu kuźnia i stanowisko drykierskie, klasyczna tokarnia oraz stara ogromna frezarka górnowrzecionowa.

Zestaw młotków oraz knypli do formowania blachy.

Zestaw młotków oraz knypli do formowania blachy.

Palenisko, oraz kowadło do prac kowalskich.

Palenisko, oraz kowadło do prac kowalskich.

Od tego momentu „przyjemności” się kończą – będzie ciemno, zimno, mokro, ślisko i co sobie jeszcze najgorszego możecie wyobrazić, ale dla nas zahartowanych w Wilanowie to bułka z masłem.

Jeden z korytarzy pod ogrodem wersalskim. Widoczna jedna z rur zasilających.

Jeden z korytarzy pod ogrodem wersalskim. Widoczna jedna z rur zasilających.

Schodzimy do podziemi, gdzie poznajemy skomplikowany oryginalny system nawadniania fontann w parku. Należy tu dodać, że struktura ta działa w sposób całkowicie ekologiczny bez użycia energii elektrycznej. Woda z wersalskich dachów trafia do rezerwuaru znajdującego się tuż pod powierzchnią alejek parkowych, skąd zasysana jest do systemu rur. Ponieważ fontanny rozmieszczone w całym parku, usytuowane są na różnych wysokościach, woda z jednej zasila drugą i tak aż do samego dołu. Po dobrych kilku godzinach w kanałach, ku zdumieniu zwiedzających wychodzimy z podziemi w samym środku parku z otwartego włazu kanałowego. Kulminacją tego dnia jest uruchomienie fontanny Salle de Bal, ten zaszczyt przypada naszej trójce.

Fontanna Salle de Bal.

Fontanna Salle de Bal.

Jest już dość późno, na ostatnich nogach wracamy do domu pisać bloga…DSC01513