Biegiem przez Poczdam

20130719_090256

Schloss Charlottenburg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. A. Grabiński

Poczdam to piękne miasto. Wydawać by się mogło, że to tylko małe miasteczko na przedmieściach Berlina, ale to nieprawda. Mieszka tutaj 160 000 osób, no i jest to stolica Brandenburgii, więc znaczenie kulturowe i polityczne jest ogromne. Najważniejsze miejsca zwiedziłem tutaj biegiem. I to dosłownie 🙂 W pierwszym tygodniu okazało się, że p. Gerd Schurig (opiekun Julii z Działu Ogrodowego) jest zapalonym biegaczem. Kiedy dowiedział się, że ja też trochę biegam to zaproponował, że pokaże mi tutaj świetne miejsca do biegania. W sumie biegaliśmy wspólnie 4 razy i muszę przyznać, że to było najlepszy guided tour jaki mogłem mieć. Dzięki temu wiem jak słynny architekt krajobrazu Lenne oprowadzał swoich gości po Parku Sanssouci, jak Berliński Mur przecinał niektóre parki w północnej części Poczdamu, jak pracują stare pompownie dostarczające wodę do fontann i podlewania, gdzie polowali Cesarze Niemieccy oraz gdzie mieściła się fabryka sterowców, a także wiele innych ciekawostek. Trasy są tutaj niesamowicie malownicze: parki historyczne, lasy, stare uliczki, nowe ścieżki rowerowe, rzeka, jeziora. Naprawdę polecam.

Ostatni tydzień stażu upłynął mi na współpracy z p. Heinerem Krelligiem, który koordynuje nowy projekt na temat konserwacji ogrodów historycznych. SPSG planuje w przyszłym roku zorganizować dużą konferencję na ten temat i opublikować książkę. Ja zostałem poproszony o przygotowanie listy najważniejszych ogrodów historycznych w Polsce oraz znalezienie kontaktów do osób, które się nimi opiekują. W ostatnim tygodniu wziąłem również udział w bardzo ciekawym spotkaniu dla prasy, na temat rozpoczęcia prac konserwatorskich w Sali Marmurowej i w Grocie w Neues Palais. To było naprawdę duże przeżycie ponieważ mogliśmy wejść na rusztowania i z bardzo bliska zobaczyć wszystko co się obecnie dzieje w pałacu. W sumie pojawiło się na tym spotkaniu ok. 15 dziennikarzy, czego efektem była spora liczba publikacji następnego dnia. W tym miejscu należy dodać, że obecnie Fundacja prowadzi bardzo wiele projektów konserwatorsko-inwestycyjnych w swoich obiektach, a wszystkie są częścią tzw. „Masterplanu”. Jest to wielki projekt, który rozpoczął się w 2008 roku i potrwa do roku 2017, na który Fundacja otrzymała wsparcie od Rządu Niemieckiego oraz Landu Brandenburgia i Landu Berlin na łączną kwotę 155 mln euro.

To były bardzo intensywne 4 tygodnie, które minęły niezwykle szybko. Chciałbym móc napisać więcej o tym wszystkim, ale jakoś nie starczyło czasu. Kończy się mój staż, jednak z pewnością nie kończy się współpraca z pracownikami Fundacji Pruskie Pałace i Ogrody Berlin-Brandenburg. Cieszę się, że mogłem tutaj być, poznawać nowe miejsca i ludzi.

Na pożegnanie

I jeszcze jedna ciekawostka z ostatniej chwili:

Ostatni dzień stażu poświeciłam między innmi na przegląd literatury. Przwiozę do Wilanowa trochę ciekawostek o dawnych ogrodach kuchennych (fruktowych) i narzędziach ogrodniczych. A poniżej ciekawy link do strony niemieckiej sieci ogrodow kuchennych:

www.kuechengarten.net

 

3użytkowe

Buraki raz jeszcze 🙂 Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

Na nas już czas.

Poczdam żegna nas ciepło, my rownie cieplo żegnamy Poczdam.
Taka prawda, od kilku dni panują tu koszmarne upały – codziennie jest ponad 30 stopni. Warunki pracy przy tej temperaturze są ciężkie, ale niekiedy diametralnie różne. Pracując w budynku dyrekcji – o dziwo marzniemy (grube mury), natomiast na strychu Neues Palais w magazynach – duchota jest nie do wytrzymania. Ostatnie dni wykorzystujemy na zakończenie i zdanie prac, prowadzimy ostatnie serdeczne rozmowy.
Podsumowując pobyt w Poczdamie wiemy, że pozostaną nam same miłe wspomnienia. Wyjeżdżamy pełni wrażeń, nowych kontaktów i milych wspomnien.
Nie wszystkie piękne miejsca udało się zobaczyć, a więc będą powody, aby tutaj wrócić. To był ciekawy i owocny miesiąc. Do zobaczenia Joanna, Julia i Adam
plan
kwiatki

moja praca

ogrod charlottenburg

palac1

perspektywa
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</

Rezydencja „Króla żołnierzy”

Wizyta w położonym na wschód od Poczdamu pałacu Königs Wusterhausen dała nam możliwość poznania ulubionej rezydencji Fryderyka Wilhelma I (prezent gwiazdkowy od ojca w wieku 10 lat) zwanego często „królem żołnierzy”. Człowieka surowego dla siebie i najbliższych; ojca Fryderyka Wielkiego. Władcy absotutnego, ceniącego stabilizację, niewrażliwego na przyjemności tego świata, niezbyt popierajacego powszechną edukację. Pozycję królestwu miała zapewnić budowana i reformowana przez niego armia oraz tworzona od podstaw administracja finansowa wraz z infrastrukturą gospodarczą.
Zwarty w swej bryle, niezbyt atrakcyjny pałac o charakterze mieszkalno-obronnym, jest jednym z młodszych nabytków fundacji. Został włączony do zespołu około 1990 roku, a od 2000 jest udostępniany publiczności.
palac
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</
Stałą ekspozycję osnuto wokół postaci króla Fryderyka Wilhelma I, najważniejszego mieszkańca, jako że było to jego ulubione miejsce. Dzisiejszy wystrój stanowią starannie dobrane artefakty z kolekcji fundacji, przedstawiające epizody z życia monarchy. M. in. jest tu autoportret F.W.I oraz kopie znanych arcydzieł namalowanych przez panującego. Tworzył je, pragnąc odwrócić własną uwagę od cierpień spowodowanych chorobą. W jednej z sal zgromadzono ich kilkanaście. Obrazy są raczej naiwne, ale mają wartość historyczną ze względu na osobę autora.
krol portret
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</
Ponadto, król znany był z tego, że lubił spotykać się i dyskutować w kameralnym gronie zaufanych doradców. Spotkaniom tym, pozbawionym oficjalnego charakteru obowiązkowo towarzyszyło palenie fajek oraz picie piwa. W sali audiencyjnej stoi największy ze znanych w Niemczech kufel/dzban (117 litrów), wykonany w Augsburgu, dekorowany srebrnymi monetami. Wśród 700 monet i medali przedstawiających członków rodziny Hohenzollernów, polonicum – moneta z przedstawieniem Zygmunta III Wazy.
kufel

monety
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</
Na koniec muszę wspomnieć o ciekawym, dobrym artystycznie i dość sporym portrecie. Przedstawia on oficera von Calckstein, jednego z dwóch, najważniejszych wychowawców Fryderyka Wielkiego. Obraz ten, dwa tygodnie temu został darowany Fundacji przez anonimowego ofiarodawcę!! Ale mają szczęście!!!

Dobrze jest mieć przyjaciół

20130718_091115

Budynek Generalnej Dyrekcji SPSG//Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. A, Grabiński

Wydawać by się mogło, że nasz program jest tak naładowany zwiedzaniem kolejnych pałaców i ogrodów, że nie mam zupełnie czasu na pracę. Blisko, ale nie do końca jest to prawda. Na dowód możecie zobaczyć jak wygląda budynek Generalnej Dyrekcji SPSG, w którym pracuję. Czym jest w ogóle Pressereferat? To właściwie nic innego jak rzecznik prasowy, który pracuje bezpośrednio z Dyrektorem Generalnym. Obecnie na tym stanowisku w Fundacji pracują dwie osoby, które pracują na pół etatu, więc wzajemnie się uzupełniają i zastępują. Wspomagani są oni przez praktykantów i stażystów. Do ich obowiązków należy właściwie wszystko co dotyczy mediów i General Direktora, czyli umawianie wywiadów, odpowiadanie na pytania dziennikarzy, organizowanie konferencji prasowych i specjalnych spotkań. Poza tym codziennie muszą monitorować co się na temat Fundacji pojawia w prasie. Najczęściej taki monitoring robią praktykanci, jednak jeśli ich nie ma to Tina Schüman lub dr Ullrich Henze muszą robić to sami. Ostatnio i ja się mogłem do tego przydać. Dostałem więc 7 gazet (Die Welt, Der Tagesspiegel, Berliner Morgenpost, Berliner Zeitung, Märkische Allgemeine, Frankfurter Allgemeine Zeitung oraz Die Zeit). Są to zarówno tytuły regionalne, jak i lokalne oraz ogólnokrajowe. Jeden, Die Zeit,  to tygodnik. Na szczęście sezon jest iście ogórkowy, więc właściwie żadnych artykułów nie znalazłem, jedynie kilka wzmianek o koncertach, które w weekend odbywają się w Charlottenburgu i Pfingstenbergu. Mimo wszystko takie sprawdzanie prasy zajmuje sporo czasu, a mi jeszcze więcej przez moją, delikatnie mówiąc, nie najlepszą znajomość niemieckiego. Później trzeba jeszcze wszystkie wycinki prasowe zeskanować i zarchiwizować. Chciałoby się więc zapytać dlaczego Fundacja nie zleci tego monitoringu jakiejś wyspecjalizowanej, zewnętrznej firmie, tak jak to robimy w Wilanowie. I ja takie pytanie zadałem. Okazuje się, że jest to przede wszystkim kwestia pieniędzy. Kiedyś zostało wykonane zapytanie ofertowe do różnych firm, które się monitoringiem mediów zajmują, ale przesłane propozycje cenowe były tak wysokie, że nie zdecydowano się na podjęcie współpracy. I właściwie mnie to specjalnie nie zdziwiło, bo wiem przecież, że cena zależy tutaj głównie od ilości słów kluczowych, które chcemy monitorować. A jeśli weźmiemy nazwy wszystkich obiektów, którymi się Fundacja opiekuje i potraktujemy je jako takie słowa kluczowe to wyjdzie nam całkiem pokaźna suma.

A jak wygląda praca w innych działach, na innych stanowiskach? Na pierwszy ogień weźmy pozyskiwanie funduszy. Miałem ostatnio przyjemność spotkać się z Leonie von Gadow, która w Dziale Marketingu zajmuje się fundraisingiem. Przyznam, że wiele ciekawych rzeczy się dowiedziałem. Przede wszystkim, jak stwierdziła Leonie, osobą, która tak naprawdę pozyskuje sponsorów jest dyrektor prof. Hartmut Dorgerloh. To on spotyka się z wieloma osobami, namawia ich osobiście do współpracy, sprawia, że czują się ważni. Osoba pracująca na stanowisku fundraisera jest więc po prostu wsparciem dla dyrektora w tych wszystkich kontaktach z potencjalnymi sponsorami. Pozyskiwanie tych środków można podzielić na trzy kategorie: sponsorzy, wpłaty od osób indywidualnych oraz fundusze różnych fundacji (Drittmitteln). W sumie w ten sposób udaje się uzyskać co roku od 3 do 6 mln euro. To całkiem niezła sumka, trzeba przyznać. Nie wiem jaki to procent ich rocznego budżetu (pewnie przy ich obecnych projektach inwestycyjnych niewielki), ale mimo wszystko robi wrażenie. Bardzo ciekawe są przede wszystkim projekty, które zachęcają osoby indywidualne do wspierania Fundacji. W zeszłym roku została uruchomiona strona projektu „Ein Quart Geschichte„, na której w bardzo prosty sposób możemy wesprzeć konserwację podłogi w Sali Marmurowej Neues Palais. Multimedialna aplikacja pozwala nam nawet wybrać odpowiedni fragment podłogi, który chcemy „zabezpieczyć”. Im większy obszar zaznaczymy tym większą wpłatę musimy zrobić. W aplikacji można dokonywać wpłat od 10 do 10000 euro. Do chwili obecnej udało się zebrać w ten sposób 112998,40 euro i choć konserwacja Sali Marmurowej już się rozpoczęła to wpłacać i wykupywać kolejne kwarty można nadal. Podobnym projektem jest „Königlicher Weinberg auf dem Klausberg”, polegający na odtworzeniu królewskiej winnicy na wzgórzu Klausberg. Cały projekt oparty jest również o wpłaty indywidualnych osób i co ciekawe odtwarzaniem winnic zajmuje się firma zatrudniająca osoby niepełnosprawne „Mosaik”. Poza tym można wpłacać pieniądze Fundacji przelewem na jakiś konkretny cel lub ogólnie na działalność, można wykupić sobie ławkę w parku, albo wrzucić trochę gotówki do specjalnej puszki (ustawione są w każdym budynku, który można zwiedzać). Jest to zdecydowanie, bardzo dobrze rozwinięta działalność Fundacji. Poza tym Leonie w najbliższym czasie ma się zająć dwoma nowymi projektami. Pierwszym jest wolontariat, czyli opracowanie programu przyciągnięcia do Fundacji osób, które chciałyby pracować dobrowolnie i za darmo. I to jest coś w czym ja mogłem im pomóc, ponieważ postanowiłem, że opiszę im po prostu jak to wygląda u nas i będzie to dla nich rekomendacja jak mogą to robić. Drugim projektem jest tzw. „marketing testamentowy”. To może brzmieć trochę kontrowersyjnie, ale generalnie chodzi o to żeby zachęcać starsze osoby, które nie mają prawdopodobnie żadnej rodziny, aby przekazywały swoje pieniądze na kulturę wspierając naszą organizację. W Polsce wydaje mi się to jeszcze nierealne, w Niemczech to dopiero raczkuje, ale całkiem nieźle działa w Belgii czy Holandii.

Ale to oczywiście nie koniec pozyskiwania funduszy. Mimo, że zdarzają się bardzo hojni indywidualni ofiarodawcy (w zeszłym roku jeden z mieszkańców Poczdamu przekazał SPSG 1 mln euro 🙂 ), to jednak bardzo ważne jest wsparcie instytucjonalne. Takim ogromnym wsparciem są przyjaciele SPSG, czyli Stowarzyszenie Przyjaciół Pruskich Pałaców i Ogrodów (Freunde der Preußischen Schlösser und Gärten e.V.). W tym roku ta organizacja obchodzi 30-lecie swojego istnienia. Przez ten czas Stowarzyszenie wielokrotnie wspierało Fundację w większych i mniejszych projektach, pomagało konserwować, restaurować, ratować kolejne zabytki. Stowarzyszenie zakładały 33 osoby, a teraz posiada ono ponad 1500 członków!!! Mimo, że roczna składka to minimum 100 euro to często Stowarzyszenie zbiera jeszcze pieniądze od swoich członków jeśli trzeba wesprzeć jakiś projekt. Czasem jest to konserwacja jakiegoś obiektu, czasem zakup czegoś nowego do kolekcji. Na przykład kilka lat temu udało się kupić dzięki Stowarzyszeniu obraz, który należał do Andy Warhol’a, a przedstawiający trzech „tańczących królów” (tak określił go Andy Warhol): Augusta II Mocnego, Fryderyka Wilhelma I (króla Prus) oraz Fryderyka IV (król Danii). Panowie spotkali się prawdopodobnie w 1709 roku w Caputh i teraz w tym pałacu wisi ten obraz. Stowarzyszenie Przyjaciół założyło również specjalną spółkę, która prowadzi wszystkie sklepy muzealne w pruskich pałacach. Dzięki temu SPSG nie musi w te sklepiki, ani w ich asortyment zupełnie inwestować, natomiast część zysków ze sprzedaży jest oczywiście przekazywana na działalność Fundacji.

Najwieksza z rezydencji – Neues Palais

Najbardziej imponującą pod względem rozmiarów rezydencją Poczdamu jest bez wątpienia Neues Palais, zamykający od strony północno-zachodniej założenie rezydencjonalne Fryderyka Wielkiego – Sanssouci (co znaczy ”życie bez trosk”). Olbrzymi pałac zbudowano i kompletnie wyposażono w ciągu 6 lat (1763-1769)!!!! Przeznaczony był dla rodziny i gości Fryderyka Wielkiego, przybywających tu na letni odpoczynek. Po drugiej stronie dziedzińca wybudowano oddzielne – równie imponujące pomieszczenia dla służby i kuchnie. Ponieważ dystans pomiędzy budynkami był na tyle duży, że przewożone potrawy całkowicie stygły, Fryderyk Wilhelm IV kazał wybudować pod dziedzińcem odrębny korytarz. Przewożono nim specjalnymi wagonikami przygotowane w kuchni potrawy. Niestety, dzisiaj nie jest on udostępniany publiczności.
Wiodącym stylem dekoracji Pałacu było rokoko, w którym zakochany był właściciel. Ta imponująca realizacja, ciesząca oko gości przybywających tu na letni odpoczynek, przysparzała zarządzającym pałacem wielu trosk. Pierwsze niedogodności, zaczęły się już w cztery lata po otwarciu podwoi. Marmurowe podłogi jednej z największych sal na piętrze pałacu – zaczęły zapadać się pod swoim ciężarem. Ich „odchudzanie” przez zeszlifowywanie wymagało hektolitrów wody, która wsiąkała w drewniane elementy konstrukcji. Dziś różnorodnych problemów z utrzymaniem Pałacu jest bez liku. W najbliższych latach, od strony wschodniej, ruszą prace osuszania fundamentów, a od zachodniej remonty cieknących dachów. Do tego czasu, mają być zlikwidowane magazyny na strychach. Dlatego też kolekcja w magazynach już jest stopniowo pakowana i przygotowywana do transportów, chociaż nie ma nawet fundamentów nowych pomieszczeń.
palac
palac2
sluzba
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</

Przechodząc przez wnętrza Neues Palais, cierpnie skóra na myśl ogromu prac, które czekają na konserwatorów w tym miejscu. Prawie każda z sal wymaga konserwacji. Tych, które już się jej szczęśliwie doczekały jest dosłownie kilka (na 200). Przygotowania, badania i próby już trwają. Przykładowo, na jednym z paneli boazeryjnych, w salonie koncertowym Fryderyka Wielkiego, przed trzema laty, na podstawie odkrywek, zaproponowano trzy odcienie różu do rekonstrukcji. Pomalowane fragmenty boazerii, są monitorowane i doskonale widać, jak na przestrzeni tego dosyć krótkiego czasu zmieniły się użyte barwy. W dwóch z nich zaszły wyjątkowo niekorzystne zmiany. W tym wypadku upływający czas i brak środków na prace restauratorskie są sprzymierzeńcem, co pozwala na weryfikację podjętych decyzji oraz możliwość ich korekty.
panel boazerii
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</
Podobne dylematy – co wybrać – mają np.: konserwatorzy mebli. Kanapa w prywatnym gabinecie Fryderyka Wielkiego, pokryta była kiedyś żółtą tapicerką. Z czasem, kanapę wyniesiono, a panele boazeryjne przemalowano na różowo i tak zachowały się do dnia dzisiejszego. Kiedy kanapa wróciła na swoje pierwotne miejsce (zgodne z zapisem inwentarzowym), aby zharmonizować wystrój, jednocześnie nie pozbawiając mebla oryginalnego pokrycia, przygotowano pokrowiec/atrapę w nowej tonacji. Nowe, dopasowane do kształtu mebla tkaniny, naniesione na tiul, okrywają oryginalną tapicerkę pozwalając na zachowanie spójności wystroju wnętrza z działaniami prewencyjnymi.
Kanapa oczekujaca
Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Paprocka Gajek</
Ogrom doskonale wykonanych już prac konserwatorskich widoczny jest natomiast wtedy, kiedy przyglądamy się wyposażeniu pałacu. Większość fantastycznego rzemiosła, w tym mebli z warsztatów braci Spindlerów czy M. Kambly jest już po konserwacji. Mistrzostwo i precyzja jej wykonania, wzbudza najwyższy szacunek.
Bardzo ciekawie zaaranżowano te miejsca ekspozycji, z których zaginęły ważne elementy wyposażenia wnętrza i jest o tym wiedza. W salonie koncertowym Fryderyka Wielkiego brakuje m.in. dwóch kanap krytych francuskimi tapiseriami ze scenami myśliwskimi. Na podstawie zdjęć archiwalnych przygotowano ich czarno-białe atrapy i ustawiono we wnętrzu. Podobnie przygotowano wyobrażenie wiszącej półki na książki, w prywatnym gabineciku jednego z gości pałacu. Co ciekawe, jest to jeden z pierwszych tego typu mebli, wcześniej wiszące półki były tylko w kuchni, a książki przechowywano w szafach bibliotecznych.

Dobre pomysły

Przedostatni tydzień stażu za nami. Dla mnie przyniósł on kilka ważnych spotkań. Na wtorkowym spotkaniu działu ogrodowego prezentowałam historię i przemiany ogrodów wilanowskich, dodatkowo opowiadałam również o edukacji przyrodniczej w naszych ogrodach, a także przedstawiłam wstępną koncepcję pomysłów na działania edukacyjno-popularyzatorskie w ramach wystawy ogrodowej, która odbędzie się w przyszłym roku nieopodal Łaźni Rzymskich. W czwartek uczestniczyłam w bardzo ciekawym seminarium, które zostało zorganizowane dla studentów. W ramach seminarium odbyły się prezentacje prac dyplomowych studentów, które wykonywane były na terenie ogrodów historycznych, głównie w zakresie architektury krajobrazu, ale także archeologiczne i związane z turystyką ogrodową. Także pracownicy Fundacji Pruskich Pałaców i Ogrodów oraz uczelni współpracujący z Fundacją prezentowali zagadnienia, których warto się podjąć w ramach prac dyplomowych. Na koniec odbyła się krótka wycieczka po parku Glienicke na terenie, którego odbywało się seminarium. Myślę, że takie seminarium i angażowanie studentów do prowadzenia badań na terenie muzeum to bardzo dobry pomysł.

1spotkanie

Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

2spotkanie

Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

3spotkanie

Seminarium/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

Wracając rowerem z seminarium z przyjemnością oglądałam coraz to nowe artystyczne wizje realizowane na skrzynkach z elektrycznością. Poczdam do bardzo piękne i zadbane miasto. W wielu miejscach postarano się by również infrastruktura techniczna wyglądała ładnie i ciekawie. Oto kilka przykładów:

4elektrycznosc

5elekrtycznosc

6elektrycznosc

7elektrycznosc

8elektrycznosc

Jadąc szybko autobusem można niektórych obiektów po prostu nie zauważyć. Tą skrzynkę mijam wracając z pracy.

9elektrycznosc

Na tym zdjęciu wbrew pozorom są dwie skrzynki.

10elektrycznosc

A kto mieszka w tym ładnym domku? Transformator?

11.elektrycznosc

12.elektrycznosc

Niektóre budynki techniczne mają nawet zielone dachy.

13.elektrycznosc

To już drugie miejsce, w którym obserwuję taki pomysł. Pierwszy raz widziałam malowaną skrzynkę elektryczną w Wersalu. Może to też idea do przemyślenia przez władze dzielnicy Wilanów, ba! a czemu nie miasta Warszawy?

Tydzień zakończyliśmy w Charlottenburgu spotkaniem z Panem Krelligiem, który przygotowuje przyszłoroczny kongres dotyczący działań konserwatorskich w ogrodach. Bardzo ciekawy jest fakt, iż dużą wagę przykładają tu do wpływu zmian klimatu na ogrody i jak to wpłynie na prowadzenie prac konserwatorskich w przyszłości, co często podkreśla Profesor Rohde – kierownik działu ogrodowego. Pan Krellig oprowadził nas po pięknym parku i odtworzonych po wojnie ogrodach Charlottenburga, które charakteryzują się fantazyjnym, można by powiedzieć neobarokowym wzorem.

17.charlottenburg

Charlottenburg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

14.charlottenburg

Charlottenburg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

15.charlottenburg

Charlottenburg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

16.charlottenburg

Charlottenburg/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/fot. J. Dobrzańska

O komunikacji

20130714_172432

Muzeum Komunikacji w Berlinie

Poczdam jest zlokalizowany jakieś 30 km na południowy-zachód od Berlina. Mimo, iż nie jest to tak bardzo blisko to jednak Poczdam jest włączony w strefy komunikacyjne Berlina. Wystarczy tutaj kupić bilet obowiązujący na wszystkie strefy (A, B, C) i możemy się poruszać po całej stolicy i jej przedmieściach wliczając w to Poczdam. I to wszystkimi środkami transportu: S-Bahn, U-Bahn, pociągi regionalne, autobusy i tramwaje. I nie ma tu znaczenia, że Poczdam to Brandenburgia, a Berlin to Berlin czyli dwa różne landy. To bardzo ułatwia komunikację między tymi dwoma ważnymi ośrodkami. Sieci S-Bahn i U-Bahn są tak rozbudowane, że właściwie za każdym razem mam dylemat jaki środek transportu wybrać, który będzie w danym najkorzystniejszy. W Poczdamie oczywiście najczęściej wybieram rower, bo jest najtańszy, najszybszy, najprzyjemniejszy i najzdrowszy. Jednak do Berlina na rowerze się nie wybiorę, ponieważ korzystam z systemu wypożyczalni miejskich, a w Berlinie niestety działa zupełnie inny system (Call a bike organizowany przez DB). Jak się ma jednak swój rower to można jeździć również na trasie Berlin – Poczdam i tak robi czasem prof. Hartmut Dorgerloh. Dyrektor Fundacji mieszka w Berlinie i do pracy ma ok. 27 km. Jak twierdzi zajmuje mu to ok. godziny, choć rowerem przyjeżdża tylko 2-3 razy w tygodniu.

Tak więc tym razem wybrałem się do Berlina pociągiem regionalnym. Wycieczkę rozpocząłem od kolejnego przybytku sztuki zlokalizowanego na wyspie, a mianowicie Bode Museum. Założone na pocz. XX w. muzeum mieści wspaniałą kolekcję rzeźb średniowiecznych, renesansowych, barokowych, a także chyba największy na świecie zbiór monet. Ciekawostką była ogromna moneta o nominale miliona dolarów kanadyjskich 🙂 Była tam również polska ciekawostka. W holu głównym muzeum stoi marmurowy pomnik Fryderyka II autorstwa Johanna Gottfreida Schadowa, który należy do zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie. Dzięki współpracy z Towarzystwem Schadowa z Berlina udało się dzieło odrestaurować i przekazać do Bode Museum na długotrwałe wypożyczenie.

Zajmując się w jakimś stopniu komunikacją nie mogłem nie odwiedzić Muzeum Komunikacji, skoro już takie istnieje w Berlinie. Muzeum znajduje się w pięknej starej kamienicy na Leipziger Straße. Spodziewałem się jednak, że będzie to nowoczesne muzeum, w dużej części interaktywne. Trochę się niestety zawiodłem. Mimo, iż z zewnątrz muzeum wydaje się bardzo duże to w środku przestrzeni i sal do zwiedzania wcale nie jest tak wiele. Najwięcej miejsca zajmuje historia poczty. Poza robotami, które jeżdżą sobie w głównym holu to właściwie nie ma tam interaktywności. Nie ma też niestety prawie wcale podpisów po angielsku.

Na koniec przespacerowałem się jeszcze na Checkpoint Charlie, czyli dawne przejście graniczne między Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Tam również znajdują się resztki Berlińskiego Muru oraz muzeum poświęcone temu okresowi w historii. Można sobie oczywiście zrobić zdjęcie z dwoma panami przebranymi za żołnierzy armii amerykańskiej na tle zainscenizowanego przejścia granicznego. Wzdłuż dawnego muru można dostać się na Topographie des Terrors. To miejsce gdzie kiedyś mieściły się siedziby SS, gestapo i Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Wszystkie te budynki zostały po wojnie wyburzone. Zostały tylko fundamenty. Obecnie mieści się tam placówka dokumentująca zbrodnie hitlerowskich Niemiec. Na zewnątrz odbywają się natomiast wystawy czasowe. Obecnie jest to wystawa o dojściu Hitlera do władzy w roku 1933. Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki:

Wyspa pawi i integracja przy grillu

IMG_1661

Pałacyk na Wyspie Pawi/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: J. Dobrzańska

 

Celem kolejnej naszej wyprawy była Pfaueninsel. Tym razem wybraliśmy się tam na rowerach. Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale właściwie to ja wszędzie poruszam się tutaj na rowerze miejskim. System działa tak samo jak warszawskie Veturilo i na szczęście obok swojego akademika mam zlokalizowaną jedną stację z rowerami. Pierwsze pół godziny kosztuje 1 euro, a kolejne 50 centów. I tak wychodzi to jednak taniej niż bilet autobusowy. Wracając do naszej wycieczki to na Pawią Wyspę inaczej niż rowerem lub samochodem dojechać się nie da, więc my wybraliśmy ten pierwszy środek lokomocji zwłaszcza, że jedzie się tam piękną ścieżką rowerową wzdłuż rzeki, a i pogoda dopisywała. Co ciekawe, chociaż wyspa znajduje się jakieś 8 km od centrum Poczdamu to mniej więcej w połowie drogi przejeżdża się przez dawną granicę między NRD a Berlinem Zachodnim. Glienicker Brücke to stary most z początku XX w., który obecnie jest granicą między landami Brandenburgia i Berlin, a kiedyś był niedostępną barierą dla mieszkańców Poczdamu. My przekroczyliśmy ją bez żadnego problemu. Nie jechaliśmy zbyt szybko, bo tym razem na wycieczkę wyruszyła większa grupa. Poza ekipą wilanowską oraz Natalią i Gretą (dwoma praktykantkami z działu Joanny) w wyprawie wzięła udział również Sabine Jagodzinski (wolontariuszka, ale to słowo znaczy tutaj zupełnie co innego, będzie jeszcze czas żeby o tym więcej opowiedzieć) oraz dr Käthe Klappenbach, opiekunka Joanny. Po jakichś 40 minutach dotarliśmy do miejsca przeprawy promowej na wyspę. Chwilę później byliśmy już na drugiej stronie. Naszym przewodnikiem na wyspie był Jan Uhlig, szef tamtejszych ogrodników. Jest to niezwykle piękny teren, po którym można spacerować godzinami. 

20130711_095020

Jan Uhlig opowiada historię Pfaueninsel/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabiński

Park na wyspie został zaprojektowany na zlecenie Fryderyka Wilhelma II przez Petera Josepha Lenné. To nazwisko przewija się tutaj ciągle, właściwie można odnieść wrażenie, że projektował większość tutejszych ogrodów. Na wyspie znajduje się również kilka ciekawych budynków (kiedyś było więcej, ale nie wszystkie przetrwały do naszych czasów). Ciekawy jest pałacyk myśliwski (Jagdschloss), który w całości pokryty jest korą dębu oraz pałacyk, który wygląda trochę jak pseudoruina. Na wyspie znajduje się również woliera, w której hodowane są oczywiście pawie oraz inne ptaki. Wolierą opiekuje się Polak, Maciej Großer (nazwisko przejął po żonie), który jakiś czas temu przyjął buddyjskie imię Dea Gak. Ten bardzo ciekawy ogrodnik przyjechał tutaj z polskiego Barlinka, czyli małego Berlina (po niemiecku Berlinchen). W Berlinie poznał swoją żonę i tak już został. Poza ptakami opiekuje się on również bawołami wodnymi, które od 3 lat przybywają na Pawią Wyspę latem, wypożyczane na sezon z prywatnej hodowli. Na Pfaueninsel istniał bowiem kiedyś zwierzyniec, jednak w 1842 roku Fryderyk Wilhelm IV przekazał wszystkie zwierzęta nowopowstałemu Towarzystwu Zoologicznemu Berlin i tak powstał pierwszy w Europie ogród zoologiczny.

P7117754

Rozmowa z Dea Gakiem w wolierze/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: J. Uhlig

Po powrocie z wyspy do Pressereferat okazało się, że Dyrektor organizuje niewielkiego grilla dla najbliższych pracowników. Moja mentorka Tina nie mogła niestety zostać, ponieważ musiała odebrać dzieci, jednak ja postanowiłem, że zostanę, bo była to niezła okazja, żeby porozmawiać z niektórymi osobami. Najpierw Dyrektor Generalny wygłosił krótką przemowę na temat budowania team spirit i tego jakie znaczenie mają takie spotkania. Później udało mi się porozmawiać chwilę z Panem Dorgerlohem, który chyba bardzo chciał sprawdzić moją znajomość niemieckiego. Nie powiem żebym się tym językiem posługiwał bardzo sprawnie, ale przynajmniej wszystko zrozumiałem 🙂 Dowiedziałem się między innymi, że takie spotkania przy grillu odbywają się 2-3 razy w roku, czasem jest to tylko dla pracowników, którzy pracują w tym samym budynku co Dyrektor, a czasem i dla wszystkich. Bardzo fajna inicjatywa moim zdaniem. Usłyszałem również o przygodach Dyrektora z kosiarką w ogrodzie w Charlottenburgu, kiedy próbował on się wcielić w jednego z ogrodników i kosić krzewy. Jak się okazuje jest to regularna praktyka szefa SPSG. Raz na jakiś czas wykonuje on pracę któregoś ze swoich pracowników, aby móc lepiej zrozumieć ich problemy i zobaczyć na czym to polega. Również słuszna inicjatywa moim zdaniem. Później Dyrektor zaprosił wszystkich do swojego gabinetu i zaprezentował zdjęcia ze swojej wyprawy do Zanzibaru opowiadając przy tym ciekawe historie. Tutaj już nie wszystko zrozumiałem 😉

20130712_150907

Pałac w Rheinsbergu/Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Foto: A. Grabiński

Grill na szczęście nie przeciągnął się do późnej nocy, bo następnego dnia czekała nas wyprawa do Rheinsbergu. Najdalej chyba położonego pałacu, którym opiekuje się Fundacja. W sumie z przesiadkami zajęło nam 2,5 godziny żeby się tam dostać. Pałac wybudował sobie Fryderyk II Wielki, ale mieszkał tam tylko 4 lata, bowiem w 1740 roku został królem i przeniósł się do Poczdamu, a pałac podarował swojemu bratu Henrykowi, który mieszkał tam ponad 50 lat. W tym pałacu widać bardzo dobrze, że w Niemczech Wschodnich takie zabytki traktowało się podobnie jak w Polsce. W Rheinsbergu w czasach NRD-owskich znajdowało się sanatorium dla cukrzyków. Wiele elementów z wystroju wnętrz zostało więc zniszczonych (drzwi, ściany, niektóre podłogi), ale część udało się odrestaurować według odnalezionych wzorów. Przy okazji zaobserwowaliśmy bardzo ciekawy patent na pokazanie oryginalnej podłogi z jednoczesną ochroną jej przed zwiedzającymi. W niektórych salach ułożono bowiem na historycznej podłodze nowy parkiet, ale stosując dokładnie ten sam wzór. Nowa podłoga jest jednak tylko w miejscu przejścia przez pomieszczenie. W pozostałej części widać oryginał.

A poniżej jeszcze mała galeria:

Rezydencje mniejsze…

Kolejnymi miejscami naszych wędrówek był Cecilienhof, Pałac Marmurowy i Pawia Wyspa. Jakże inne w guście są te miejsca. Cecilienhof to najmłodsza z rezydencji Hohenzollernów, w stylu angielskiej rezydencji podmiejskiej. Odwiedzająca go przed trzema laty królowa brytyjska Elżbieta, potwierdziła, że świetnie oddany został charakter wyspiarskiej willi. Dzisiaj zaciągają tu głownie turyści aby popatrzeć na miejsce podpisania aktu konferencji w 1945 roku. W związku z przygotowaniami do niej przearanżowano praktycznie cały parter pałacyku i tak pozostało do dziś. Co stało się z wcześniejszym wyposażeniem, możemy się jedynie domyślać. Nie wszystko jednak zostało stracone. Na piętrze zachowały się prywatne apartamenty księcia Williama i księżniczki Cecylii Mecklenburg-Schwerin, które jeszcze w latach 90 tych XX wieku można było wynająć w tutejszym hotelu. Dziś na szczęście stanowią część muzeum. To co zaginęło z oryginalnego wyposażenia może kiedyś powróci do wnętrza. Po doświadczeniach wilanowskich, wiemy że tak się zdarza. Podobne przeżycia mają opiekunowie Cecilienhofu. Kilka lat temu nieznana osoba pozostawiła w holu torbę, z pokaźnych rozmiarów popielniczką z brązu. W informacji dołączonej do prezentu napisano, że obiekt ten został wyniesiony w czasie wojny z tego pałacu. A więc takie szczęśliwe zdarzenia mają miejsce nie tylko w Wilanowie.
dar_Celinenhof
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Wychodząc z Cecilienhof, po kilkuset metrach docieramy do Pałacu Marmurowego. To kolejna, zachwycająca, odmienna w stylu budowla. Uważana jest za pierwszą neoklasycystyczną budowlę w Prusach. Pałac wybudowany został na zlecenie Fryderyka Wilhelma II w latach 1787-1791. Jak łatwo zgadnąć podstawowym surowcem budowlanym były w tym miejscu marmury. Sprowadzano je głównie ze Śląska. Pałac udostępniono publiczności już w 1932 roku. Po wojnie służył jako klub dla oficerów armii sowieckiej i w dużej części byl zdewastowany. Oddany został do użytku po konserwacji w 1997 roku. W jednej sal, wpada w oko znajomy w kompozycji portret. Przedstawioną tu Wilhelminę Encke sportretowała Angelika Kauffman wg znanego i Wilanowie układu.
AKauffman_Wilhelmine_Encke-1
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Ostatnim akcentem tego tygodnia była Wyspa Pawia, jej park oraz pałacyki. W XIX wieku m.in. w ogrodzie różanym na wyspie było 11 tys. przecudnie pachnących róż. Zapewne o założeniu ogrodowym napisze Julia, więc wspomnę o budowlach. Cztery najciekawsze założenia to: domek myśliwych okładany korą dębów, neogotycka mleczarnia, pałacyk Fryderyka Wilhelma II oraz gdański dom gotycki, którego fasadę zakupiono i sprowadzono na wyspę. W neogotyckim pałacyku – mleczarni, gdzie dzieci i rodzina Fryderyka Wilhelma II pijały mleko, znajdujemy informację o XIX wiecznych iluminacjach ogrodów w Warszawie! Zachował się materiał ikonograficzny, oświetlenia Łazienek podczas wizyty Fryderyka Wilhelma IV w Warszawie w 1851 roku.
iluminacja1
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
lampu
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
W magazynach poczdamskich zachowały się szklane naczynia ku temu służące. Może jest to jakiś pomysł na zgodny z historycznymi przekazami festiwal światła w Wilanowie?
szklo_ananans
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
W dwóch z oglądanych pałacyków wyposażenie stanowią oryginale meble, bogate boazerie i przepiękne kryształowe żyrandole. Szczęśliwie nie zostały one zelektryfikowane. Zimą pomieszczenia te nie są ogrzewane!
Wyspa jest miejscem szczególnym również i z tego powodu, iż znajdowała się na niej tajna pracownia Johana Kunckla w latach 1686-1689 (dzisiaj tzw. Łąką Kunckla).
huta_szkla
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
J. Kunckel pochodzący ze znanej rodziny wytwórców szkła, otrzymał te wyspę na własność w końcu 1685 roku od Elektora Fryderyka Williama. W swoim laboratorium na wyspie, opracował najważniejsze ze swych odkryć – produkcję szkła rubinowego. Jedyną osobą, która mogła go tutaj odwiedzać był Elektor. Przykład takiego szkła rubinowego mamy również w zbiorach wilanowskich i jest podobne do egzemplarza prezentowanego na wystawie w Oranienburgu.
kobaltowe_szklo
Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg/Fot: J. Paprocka Gajek
Późnym popołudniem pełni wrażeń i trofeów (pióra) wracamy z wyspy.
pawia_piora
/Fot: J. Paprocka Gajek