Bem-vindo a Mafra

Witam z Mafry. Jestem tu od nieco ponad godziny, wiec pozwolcie ze najpierw zamieszcze wpis o wczorajszej Lizbonie. Jak na razie sa trzy refleksje z dnia dzisiejszego: ze jest kryzys – bo metro rano w Lizbonie nie jezdzilo przez strajk, ze Portugalczycy sa naprawde mili i bedzie mi tu dobrze i – pierwsza refleksja ‚zawodowa’ ze przypadek zachowanej biblioteki w Mafrze z okolo polowy XVIII wieku moze byc uzyteczny dla studiow o bibliotece w Wilanowie – jest tu podzial na czesc ‚naukowa’ i ‚religijna’ poza tym zachowal sie spis ksiag gdzie autor wyjasnia skad taki podzial. Cd. badan nad tym tematem na pewno nastapi.

Niedziela zas minela mi w Lizbonie. Pierwsze kroki skierowalem do Muzeum miasta, by zrobic sobie mala powtorke z historii Lizbony i Portugalii. Moze sie przydac. Potem centrum. Pierwszy punkt planu, nie liczac spozycia turystycznego hitu (ale naprawde dobrego), czyli ciasteczek pastel de Belem zwanych takze pastel de nata, to odwiedzenie domu wybudowanego dla Johanna Friedricha Ludovice, architekta Mafry. Zrzadzeniem losu obecnie znajduje sie tam instytut porto. Niestety zamkniety. Nastepnie moja ulubiona Alfama, gdzie niezawodnie rosna drzewka pomaranczowe. Na zdjeciu mozna porównac – chyba od listopada owoce troche dojrzaly. Jeden z wyjatkowych i szczególnie urokliwych zaulków Alfamy, obok kosciola San Miguel chroniony jest przez Sw. Antoniego, który mimo iz jest Padewski, to narodzil sie w Lizbonie. Mysle cieplo o ludziach, którzy tam mieszkaja (lub mieszkali), dobrze miec takiego patrona. Pod zamkiem Sao Jorge spotykam zupelnie przypadkowo ulice Bartlomieja de Gusmao, czlowieka, który w poczatkach XVIII wieku obsesyjnie próbowal skonstruowac latajaca maszyne. To wazna postac ksiazki Jose Saramago „Baltazar i Blimunda”, wazna tez dla mojego stazu. Co Leonardo w moim wydaniu ma wspólnego z lataniem, wyjasni sie w Mafrze. Kolejny punkt programu to kosciól dominikanów przy Rossio, spalony w 1959 roku i do tej pory nie odbudowany… Wzmocniono sklepienia, zalepiono dziury, ale wnetrze nadal robi wrazenie niesamowite. Widac slady ognia, nawet potezne kolumny sa wyszczerbione, nawet marmur zostal strawiony przez ogien. Osmalone ornamenty, swieci w glównym oltarzu zatracili ostrosc rysów. Moze to zdjecie ma upieknic cos, co wyglada raczej jak ruina? Koniec dnia w dzielnicy Graca, na pieknym punkcie widokowym, gdzie niejeden Lizbonczyk i turysta podziwia zachód slonca. A ja wraz z nimi. Bystre oczy wypatrza moze dom Ludovice? A kto ma wyobraznie ten moze pomyslec ze niecale 300 lat temu lecial nad tym miastem Bartlomiej de Gusmao… a nawet jezeli nie – to zostalo to dobrze napisane.