Niedzielna wycieczka

Mieszkam w pokoiku na strychu, od wczoraj ciągle mi się wdaje, że ktoś chodzi po dachu tuż nad moją głową, albo puka do okienka. Bać się czy nie bać, oto jest pytanie.

Nie wiadomo właściwie skąd Szekspir znał tragiczną opowieść o duńskim władcy Roryku, Gerwendilu, Horwendilu, Gertrudzie i Amlecie, o morderstwie, zdradzie, szaleństwie, opisaną przez historiografa Saxo Grammatikusa na początku XIII wieku, ale o zamku Kronborg mógł słyszeć od angielskich marynarzy. Zamek, a właściwie dwa, stały na brzegach cieśniny, przez którą przepływały statki wypływające z Bałtyku na szersze wody – do Europy zachodniej i dalej w świat. Opłata za przkroczenie cieśniny trafiała do kiesy duńskich królów. Więc na cyplu wybudowali ogromny zamek. I ten zamek wybrał Szekspir na akcję tragedii Hamleta, i dla niego przejeżdża tu większość turystów. Elsynor, który my znamy z tłumaczenia dramatu to tak naprawdę Helsingor – przylegające do niego miasteczko. Sam zamek Kronborg – chyba największy jaki widziałam, wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Najpierw był średniowieczną warownią Eryka, potem rozbudowany przez Chrystiana IV, stał się renesansowym zamczyskiem. Niestety od 1785 wykorzystywany tylko na koszary wojskowe, więc dziś w środku hula wiatr. We wnętrzach ustawiono trochę zabytkowych sprzętów i tkanin z różnych miejsc i okresów, ale zdecydowanie za mało, żeby udekorować i wypełnić nieprawdopodobnie duże i wysokie sale o białych ścianach i surowych drewnianych podłogach. Tylko ogrom wnętrz i całego założenia przypomina o królewskim splendorze zamku.

Po takich niedopowiedzianych salach swobodniej hula wyobraźnia. A jeśli niebo szare i ciężkie, morze, które widać tam z prawie każdego okna, jeszcze bardziej szare i jakby z metalu, wiatr dudni i gwiżdże w szparach – wtedy człowiek się ogląda przestraszony za siebie. Bo chyba ktoś mi przemknął za plecami, a gdzieś z oddali słuchać, jakby lament, a może raczej diaboliczny śmiech. A w podziemiach labirynt małych wilgotnych sal, ciemno, tylko czasem słaby płomyk lampy naftowej. Brrryyy, bać się czy nie bać, dać się czy nie dać?   Tak właśnie spędziłam niedzielę.